powstrzymywał się, aby nie biec. W końcu, gdyby uczniowie zobaczyli go pędzącego

na złamanie karku do lochów, mogliby dziwnie na niego patrzeć. Dlatego postarał się

opanować i podszedł do drzwi miarowym krokiem. Serce biło mu tak mocno, iż

niemal słyszał je w uszach. Już dawno się tak nie czuł. To znaczy, każde

nadchodzące spotkanie z Mistrzem Eliksirów wprawiało go w nerwowy, nieco dziwny

nastrój, ale od poprzedniego piątku, kiedy on i Severus... kochali się - nie można było

tego inaczej nazwać - miał wrażenie, jakby jego zauroczenie jeszcze przybrało na

sile. Jakby teraz, bez względu na sytuację, bez przerwy płonął w nim jasny, ciepły

ogień, który sprawiał, że przez cały czas miał zaczerwienione policzki, było mu

gorąco, a w jego umyśle tworzyły się mgliste opary, wprawiające go w stan

nieprzerwanej euforii.

Wziął kilka głębokich oddechów i dotknął drewnianej powierzchni, ale nic się nie

wydarzyło. Zmarszczył brwi i zapukał lekko. Drzwi otworzyły się. Odetchnął i

przekroczył próg, po czym zatrzymał się gwałtownie i wytrzeszczył oczy. Severus

siedział w gabinecie przy biurku i skrobał piórem po pergaminie. Po raz pierwszy nie

czekał na Harry'ego w swoich komnatach, tylko najwyraźniej pracował. Nawet nie

podniósł głowy, kiedy Gryfon wszedł. Ale Harry'emu w ogóle to nie przeszkadzało.

Najważniejsze było to, że w końcu tutaj był. Przy nim.

- Dobry wieczór, Severusie - powiedział beztrosko. Mężczyzna dopiero teraz na

niego spojrzał. Kiedy zmrużone, czarne oczy na nim spoczęły, Harry poczuł, że

kolana mu miękną, a usta same układają się w uśmiech.

- Jeszcze nie skończyłem - oświadczył Snape. - Zajmij się czymś pożytecznym.

Możesz posegregować alfabetycznie karty ze spisem eliksirów i odnośnikami do

poszczególnych składników. Może przy okazji utkwi ci coś w głowie. - Mężczyzna

machnął różdżką i transmutował stojący w kącie wieszak w mały stolik, a potem

przelewitował do niego krzesło, stojące do tej pory przy biurku. Na stoliku wylądowała

szuflada pełna małych, czarnych karteczek.

- Nie ma sprawy, Severusie - odparł Harry i bez najmniejszego słowa sprzeciwu

usiadł przy stoliku, w taki jednak sposób, aby przez cały czas mógł patrzeć prosto na

mężczyznę.

Początkowo nawet próbował wykonać zadanie, ale coraz częściej łapał się na tym,

że podrywał głowę i bez skrępowania przyglądał się pochylonemu nad biurkiem

Severusowi. W jego umyśle zaczęły tworzyć się obrazy, na pierwszy plan wypychały

się wspomnienia. Przypomniał sobie swój pierwszy raz z Severusem. Pamiętał, jak

mężczyzna brał go na biurku. Pamiętał nawet szelest leżących pod nim i

opadających na podłogę pergaminów. To wszystko wydawało mu się tak odległe i

jednocześnie tak bliskie. Na wyciągnięcie ręki. Dlaczego Severus nie mógłby zrobić

tego raz jeszcze? Dlaczego nie mógłby go wziąć na tym dużym, czarnym biurku, tak,

jak wtedy? Nawet w tym momencie. W każdej chwili.

Zaśmiał się cicho, czując delikatne łaskotanie podniecenia i gorąco towarzyszące

przyspieszonemu pulsowi.

Severus zerknął na niego znad pergaminów i zmarszczył brwi.

- Co cię tak bawi, Potter?

- Och, nic takiego - odparł szybko Harry, machając ręką. - Tylko wyobraziłem sobie,

jak mnie brałeś na biurku wtedy w klasie i jak bardzo chciałbym, żebyś znowu to

zrobił...

W oczach mężczyzny pojawił się krótki rozbłysk.

- Bardzo ciekawa propozycja, Potter...

Harry natychmiast podchwycił temat, uśmiechnął się zalotnie i kontynuował:

- Moglibyśmy zrobić to na tym biurku. - Objął wzrokiem mebel i oblizał wargi. - Jest

idealne.

Snape uniósł brew.

- Czy zechciałbyś mi łaskawie wyjaśnić, co idealnego jest w moim biurku, Potter? -

zapytał kpiąco.

- Jest takie... duże. - Widząc minę mężczyzny, zaczerwienił się i natychmiast się

poprawił. - To znaczy... jest większe, niż biurko w klasie. A na dodatek czarne. Jak

twoja pościel, Severusie. - Oczy Harry'ego zabłysły.

Prawdę mówiąc, to w sypialni Severusa też pragnął to zrobić. Może rozpoczną w

gabinecie, a później jakoś przemieszczą się do łóżka. Hmm... Ale mogliby napotkać

pewne trudności...

Harry ponownie zaśmiał się na tę wizję.

- Piłeś coś, Potter? - Snape patrzył na niego z mieszaniną niepokoju i

zaintrygowania.

- Nie. Po prostu... - Harry machnął ręką w nieokreślonym kierunku, wskazując na

ścianę i sufit - ...wszystko jest takie piękne.

Snape popatrzył na zapełnione brunatnymi, zakurzonymi słoikami półki, na wytarty

dywan oraz ciemny sufit i uniósł brwi. Następnie ponownie przesunął wzrok ku

uśmiechającemu się beztrosko i wpatrującemu w niego jak w obrazek Harry'emu i

wyraz jego twarzy momentalnie się zmienił, tak jakby nareszcie dotarło do niego coś,

co przez cały czas miał przed nosem, a w co nie mógł, albo też nie chciał uwierzyć. I

chwilę po tym rysy jego twarzy wyostrzyły się, ciemność w oczach pogłębiła, a na

usta wypłynął krzywy uśmieszek.

Harry zamrugał, nie potrafiąc oderwać od niego wzroku. Chciał być blisko niego. W

końcu właśnie po to tu przyszedł. Dlaczego nie może go nawet dotknąć? Przecież

teraz wszystko się zmieniło...

Jak zahipnotyzowany podniósł się i powoli zbliżył do mężczyzny, z którego twarzy nie

Перейти на страницу:

Поиск

Книга жанров

Похожие книги