znajomym uczuciem cudownego rozpychania. Spojrzał w dół i zobaczył, że jego

miotła zamieniła się w... Severusa. Harry siedział na nim i pozwalał, by penis

Snape'a wchodził w niego głęboko, przy każdym pchnięciu wywołując w nim

eksplozję przyjemności. Zupełnie zapomniał o meczu, o zniczu. Wszystko przestało

się liczyć. Istniała tylko erekcja Severusa, która wbijała się w niego z coraz większą

szybkością. I wtedy usłyszał nad sobą jakiś krzyk. Chyba Angeliny.

- Harry! Przestań się zabawiać i leć po znicz! Cho już go prawie ma!

Harry spróbował powrócić do rzeczywistości i skupić się na swoim zadaniu.

Znicz! Musi go zdobyć! Nie może zawieść!

Pochylił się nisko nad Severusem i, wymijając Cho, pofrunął w kierunku błyszczącej,

złotej piłki.

Już miał. Już prawie go miał! Wyciągnął rękę... W chwili, kiedy jego palce zacisnęły

się na zniczu, poczuł, jak penis mężczyzny uderza w jego prostatę. Zawył i niemal

wypuścił kulkę z ręki. Zacisnął powieki słysząc, jak trybuny zaczynają szaleć z

radości. Gwizdy, wrzaski i śpiewy zmieszały się z jego jękami. I wtedy znicz, który

kurczowo trzymał w dłoni, zaczął zmieniać kształt. Wypuścił go i zobaczył, że

przybrał krwisto-czerwony odcień, a na jego powierzchni pojawiły się usta Zamienił

się w wyjca, który zaczął wrzeszczeć głosem McGonagal :

- Harry Jamesie Potterze! Podczas meczu quidditcha nie wolno uprawiać seksu!

Proszę natychmiast zejść z profesora Snape'a! Złamałeś przynajmniej piętnaście

punktów szkolnego regulaminu! Okryłeś hańbą dom Gryffindoru! Zostałeś za to

ukarany dożywotnim szlabanem! Codziennie wieczorem w moim gabinecie!

Co? Jak to dożywotnim? To znaczy, że kiedy skończy Hogwart, nadal będzie musiał

przychodzić na szlabany do McGonagall? Dlaczego? Przecież nie zrobił nic złego!

Pieprzy się tylko ze Snape'em. Czy to coś zdrożnego? Złapał znicz, wygrali! Czy to

nic nie znaczy? Dlaczego obchodzi ją tylko to, że Snape go posuwa?

- Oooch... Severusie... - wyjęczał czując, że mężczyzna przyspieszył. Wyjec nagle

przestał być ważny. Coś tam sobie jeszcze wrzeszczał, ale Harry nie miał zamiaru go

słuchać.

- Jestem Wybrańcem - na wpół krzyknął, na wpół wyjęczał. - I mogę pieprzyć się, z

kim chcę i kiedy chcę! Nawet na cholernym meczu! Złapałem już znicz, a teraz...

chcę tylko... oooch... Severusa...

Wybuch był blisko... Już tak blisko... Czuł narastające napięcie. Ostatnie słowa

McGonagal utonęły w długim, ochrypłym jęku Harry'ego, kiedy penis Snape'a

uderzył w prostatę i nastąpiła potężna eksplozja, która zmiotła wszystko z

powierzchni ziemi. Zniknął wyjec, boisko, trybuny. Pozostał jedynie Severus. Unosili

się w ciemnej, bezkresnej pustce. Sami. Pogrążeni w absolutnej, bolesnej

przyjemności orgazmu.

Wtedy z pustki napłynęło echo głosu. Początkowo niewyraźne.

- Potter!

Ktoś go wołał.

- Potter!

- Odejdź, Ron - jęknął Harry. - Nie chcę jeszcze wstawać. Sam idź na śniadanie.

Trochę go zdziwiło, że Ron mówi do niego po nazwisku, ale tak bardzo chciał

powrócić do tego cudownego snu, że szybko o tym zapomniał. Walczył ze wszystkich

sił, aby go zatrzymać.

- Potter! - Głos był ostrzejszy i wyraźniejszy.

Harry gwałtownie otworzył oczy. Wtulał się w coś ciemnego i pachnącego znajomo...

Snape!

Poderwał głowę i spojrzał wprost w przypatrujące mu się uważnie czarne oczy. Jego

ramiona owinięte były wokół szyi mężczyzny.

O cholera! Zasnął na jego kolanach!

- Już prawie dziesiąta, Potter. Jeżeli w ciągu piętnastu minut nie znajdziesz się w

swoim dormitorium, mogę odebrać twojemu domowi trzydzieści punktów - powiedział

Mistrz Eliksirów, odkładając na stolik trzymaną do tej pory w ręku książkę.

Najwidoczniej czytał ją, kiedy Harry spał. Gryfon zamrugał, zaskoczony.

- Pozwoliłeś mi... - odezwał się i przerwał. Jego głos był zachrypnięty, jakby bardzo

długo i głośno krzyczał. Bolało go też gardło. Odchrząknął i spróbował ponownie -

Pozwoliłeś mi tutaj spać prawie trzy godziny? - zapytał i zarumienił się delikatnie,

kiedy w końcu przypomniał sobie, co było przyczyną tego bólu. Odchrząknął jeszcze

raz i zobaczył iskierki rozbawienia w oczach Severusa.

Paskudny drań!

- Owszem. I muszę przyznać, że było to niezwykle... interesujące doświadczenie -

odparł Mistrz Eliksirów, a na jego ustach zatańczył złośliwy uśmieszek. - W

szczególności te wyuzdane jęki... Cóż, nie podejrzewałem, że nasz Wybraniec lubi

zabawiać się publicznie... I to na meczu? Co by na to powiedzieli twoi fani, Potter?

Harry poczuł, że jego twarz płonie ze wstydu. Obrazy ze snu zaczęły uderzać w

niego z ogromną siłą. Przypomniał sobie mecz, Snape'a, wyjca od McGonagal ,

orgazm...

O cholera!

Szybko spojrzał w dół na swoje spodnie. Widniała na nich duża, mokra plama. Wzrok

Severusa powędrował za jego spojrzeniem. Jedna z brwi uniosła się, kiedy

mężczyzna zapytał kpiącym tonem:

- Aż tak miły sen, Potter?

Harry nie sądził, że można odczuwać wstyd niczym przeżerający skórę kwas, ale

właśnie tego teraz doświadczał. Widział, jak Severus zagryza wargę, żeby się nie

roześmiać. I to było jeszcze gorsze!

Gwałtownie odwrócił twarz w bok, nie chcąc widzieć, jak Snape śmieje się z niego i

jego upokorzenia.

Перейти на страницу:

Поиск

Книга жанров

Похожие книги