Z nieodłącznymi nożyczkami, dyskretnie wetkniętymi w kieszonkę piżamy (bluza piżamy brawurowo rozpięta, pod szyją fantazyjnie zawiązany fular), namiętnie krążył po oddziale i wszystkim pacjentkom, i wszystkim pielęgniarkom nieustannie proponował usługi fryzjerskie. Siostry odmawiały, zwłaszcza siostra Viola odmawiała z wielką surowością, ale Królowa Kentu oraz Fanny Kapelmeister nader często paradowaty z elegancko podciętymi lokami. Sztuka fryzjerska Don Juana Ziobro istotnie mogła budzić uznanie, nawet cztery córki Królowej Kentu, które odwiedzały ją codziennie, wyrażały swój niekłamany podziw dla nowej matczynej fryzury.

Wszystkie cztery córki Królowej Kentu byty prawdziwymi księżniczkami. Byty to cztery piękne młode kobiety, odpowiednio w wieku 24, 25, 27 i 30 lat, wykwintnie ubrane, narkotycznie pachnące perfumami odpowiednio: Dune, Poeme, Organza, Dolce Vita, wszystkie cztery podjeżdżały pod szpital własnymi samochodami odpowiednio: fordem mondeo, renaultem laguną, volksvagenem golfem, nissanem almerą, i wszystkie cztery dzień w dzień byty świetnie uczesane przez biegłych stylistów od Jean-Louisa Davida. Don Juan Ziobro na sam widok tych czterech gwiazd tracił przytomność. o ile ja o sobie z w miarę czystym sumieniem mogę mówić, że byłem we władaniu kobiet, o tyle Don Juan Ziobro był w absolutnym, niewolniczym, kokainistyczno-morfinistycznym władaniu kobiet. Na widok jakiegokolwiek elementu najluźniej nawet związanego z kobiecością ożywał i zarazem omdlewał, jakikolwiek damski głos, choćby to był nawet dochodzący z korytarza zdarty i napastliwy baryton salowej Poniatowskiej, natychmiast podrywał go z łóżka, Don Juan raptownie wstawał, spazmatycznie poprawiał fular, w biegu skrapiał się obficie wodą kolońską i ruszał ku wabiącym go syrenim śpiewom.

Cztery dzień w dzień odwiedzające matkę piękności onieśmielały go wszakże. o ile znał wszystkie kobiety, których stopa kiedykolwiek przekroczyła próg oddziału deliryków, o ile bezwstydnie spoufalał się z odwiedzającymi nas żonami, córkami, narzeczonymi, o ile zajadle, choć daremnie, zalecał się do pielęgniarek, o tyle na cztery księżniczki spozierał ukradkiem, przemykał obok nich chyłkiem, kłaniał im się niezgrabnie, nawet nie próbował wszczynać rozmowy. Najwyraźniej żadne z jego sławnych, równie strzelistych, co zawiesistych zagajeń (doprawdy nigdy nie widziałem kobiety z tak rasowymi pęcinami – mawiał na przykład do osłupiałej i na domiar obutej w wysokie do kostek ortopedyczne trzewiki salowej Poniatowskiej), otóż najwyraźniej żadne z jego słynnych uwodzicielskich powiedzeń nie przechodziło mu w tym wypadku przez gardło, uśmiechał się jedynie krzywo i koślawo, nerwowo dreptał po korytarzu, wchodził do sali i wybiegał z sali, kładł się i natychmiast wstawał z łóżka. Miotały nim sprzeczne pragnienia, z jednej strony całym sercem i całą swoją rozpasaną żądzą pragnął jak najdłuższej obecności czterech ucieleśnień kobiecego absolutu, z całej duszy pragnął, by odwiedziny trwały jak najdłużej, z drugiej strony z całej duszy pragnął, by odwiedziny jak najprędzej się skończyły. Niezmiennie bowiem, natychmiast po wyjściu wszystkich odwiedzających, zwłaszcza zaś po wyjściu czterech księżniczek, Don Juan Ziobro rozpłomieniony zaznanym z daleka pięknem, rozochocony i z wielkim wigorem przystępował do nagabywania Królowej Matki. Przez matkę próbował zbliżyć się do córek, wypytywał o szczegóły ich życia, o dziecięce zabawy, o ulubione gry i lalki, i jak się chowały, i jak się uczyły, wypytywał o mężów (wszystkie cztery były mężatkami), pytał, czy są zamożni i odpowiedzialni i czy przypadkiem któryś zbyt często nie zagląda do kieliszka, pytał, czy “córy” są szczęśliwe, gdzie mieszkają, dlaczego mają takie a nie inne imiona (odpowiednio Katarzyna, Magdalena, Ewelina i Anna) oraz czy może do “szanownych córeczek” w stosownym dniu zatelefonować z życzeniami imieninowymi i co ewentualnie szanowna mama “czwórki tak powabnych dziewcząt” radzi mu uczynić, gdy zadzwoni i gdy zamiast przeuroczego głosu solenizantki w słuchawce rozlegnie się nieprzyjazny męski baryton?

– Wtedy trzeba bez słowa odłożyć słuchawkę – odpowiadała niezmiennie głuchym głosem Królowa Kentu, i było to wszystko, co mówiła.

Królowa Matka, Królowa Kentu była bowiem chodzącą garścią popiołu. w gruncie rzeczy nie dało się nawet nic określonego powiedzieć o jej wyglądzie, być może kiedyś była równie piękna jak jej córki, ale teraz jej twarz, jej oczy, włosy, ramiona, dłonie i nogi, wszystko obróciło się w popiół. Ślady dawnej urody zasypał popiół, spojrzenie pałające zgasło, skóra poszarzała, straciła czułość.

Перейти на страницу:

Похожие книги