– Do władz Lakoty Trzy, mówi kapitan John Geary, głównodowodzący floty Sojuszu. Z przykrością muszę odmówić waszym prośbom o przesłanie natychmiastowej pomocy z tego względu, że nie posiadamy żadnych środków antykryzysowych na pokładach naszych jednostek. Powiadomimy o waszej sytuacji wszystkie skupiska ludności światów Syndykatu, z jakimi będziemy mieli kontakt. – Nagle wpadła mu do głowy myśl, że władze Lakoty Trzy po zniszczeniu niemal wszystkich systemów elektronicznych mogą nie wiedzieć, co dzieje się powyżej atmosfery. – Informuję równocześnie, że kilka jednostek cywilnych przetrwało uderzenie impulsu energetycznego i kieruje się teraz w stronę najbliższych punktów skoku. Wydałem rozkaz, żeby żaden z nich nie został zaatakowany, i przekazałem na ich pokłady dokładne dane dotyczące przebiegu katastrofy, aby władze sąsiednich systemów mogły zareagować odpowiednio do waszych potrzeb. Oby żywe światło gwiazd oraz wszyscy przodkowie ulżyli wam w tej tragedii.

Zakończył transmisję, potem spojrzał na wachtowego z działu komunikacyjnego.

– Spróbujcie skierować tę wiadomość na źródło oryginalnego przekazu. I nastawcie na ciągłe odtwarzanie do momentu, w którym opuścimy ten system. Wyślijcie moją wiadomość także do wszystkich frachtowców, które zmierzają w stronę punktów skoku. – Stojąc na czele floty wojennej, niewiele więcej mógł zrobić. – Kapitanie Desjani, za godzinę zwołam naradę w wąskim gronie. Chcę, aby pani w niej uczestniczyła.

– Oczywiście, sir. – Desjani potwierdziła przyjęcie polecenia. – Czy mam przygotować jakieś dane na tę naradę?

– Wystarczy pani rozum i zdrowy rozsądek.

* * *

Godzinę później Geary spoglądał na ludzi zebranych w sali odpraw. Oprócz niego znajdowali się tutaj także: kapitan Desjani i współprezydent Rione – one przybyły osobiście – a także kapitanowie Duellos, Cresida i Tulev – ci wyłącznie pod postacią hologramów. Dla ludzkiego oka wszyscy wyglądali równie prawdziwie, ale dodatkowe sekundy opóźnienia w reakcjach tych osób, które pojawiły się tutaj dzięki aparaturze, szybko zdradzały ich wirtualną naturę.

– Wezwałem was, ponieważ wszyscy wiecie już o moich podejrzeniach dotyczących istnienia po przeciwnej stronie przestrzeni należącej do Syndykatu obserwującej nas obcej, ale rozumnej rasy.

– Podejrzenia? – zaprotestowała kapitan Cresida. – Dowody, jakie miałam okazję obejrzeć, świadczą o czymś więcej niż tylko o podejrzeniach.

– Istnieją też inne dowody na poparcie mojej tezy, którymi nie zdążyłem się jeszcze z wami podzielić… – Geary przerwał, nie wiedząc, jak im to powiedzieć. – Jak zapewne pamiętacie, w czasie gdy walczyliśmy z flotyllą Syndykatu na Lakocie, wykorzystując wrota hipernetowe, pojawiły się niespodziewanie znacznie większe siły wroga. W efekcie wpadliśmy w potrzask i o mało nie zostaliśmy zniszczeni. – Rione wiedziała, o czym mówi, ale pozostali oficerowie nie mieli jeszcze o tym pojęcia, więc wpatrywali się w Geary’ego z uwagą, zapewne usiłując znaleźć jakiekolwiek połączenie tej sprawy z kwestią Obcych. – Sekcja wywiadu Nieulękłego przechwyciła pewną liczbę wiadomości pochodzących z okrętów Syndykatu, które przyleciały hipernetem na Lakotę. Wszystkie wskazywały na to, że Syndycy są zszokowani faktem przybycia do tego właśnie systemu. Weszli do hipernetu z zamiarem lotu na Andvari.

Pozwolił im na przemyślenia. Cresida, zapewne najlepszy ekspert od spraw hipernetu we flocie, odezwała się pierwsza.

– Popełnili aż tak wielki błąd? Nie, to niemożliwe, nie da się popełnić takiego błędu. Nie można wprowadzić jednego miejsca docelowego, a dotrzeć do innego.

Geary spojrzał na nią.

– Tak też mi powiedziano. Nie ma takiej możliwości.

Desjani pojęła jego przekaz, twarz poczerwieniała jej ze złości.

– To ich sprawka. Kimkolwiek są. Zmienili trasę lotu syndyckiej floty, żeby wróg uzyskał nad nami miażdżącą przewagę.

– To jedyne sensowne wyjaśnienie tej sprawy – przyznał Geary. – Zainterweniowali, aby umożliwić zniszczenie naszej floty.

– Dlaczego? – Tulev zgodnie z oczekiwaniami nie przejął się skutkami działania Obcych, ale zaczął dopatrywać się ich motywów.

– Żebym to ja wiedział. Nie chcą chyba, żebyśmy wrócili do przestrzeni Sojuszu. Ale czy zależy im na klęsce Sojuszu? Pewnie nie. Gdyby chcieli pomóc Syndykom w pokonaniu nas, dostarczyliby im kilku ważnych technologii, a z tego co wszyscy wiemy, kilka dekad wstecz obdzielili nas po równo wrotami hipernetowymi.

– Kim oni są? – zapytała Desjani. – Co my o nich w ogóle wiemy?

Teraz Geary wzruszył ramionami.

Перейти на страницу:

Все книги серии Zaginiona flota

Похожие книги