– Skojarzyło ci się z tym listem na gуrze?

– Z jakim listem? – spytała zaskoczona Zosia.

– No przecież ta szafka jest zamknięta jakimś listem. Mуwiłem wam wczoraj…

Wszystkie trzy patrzyłyśmy na niego przez długą chwilę bezmyślnie.

– Wiekuisty Panie! – powiedziałam z pełnym zgrozy jękiem. – Ktoś ci przeszkodził, miałaś list w ręku i nie wiesz, co z nim potem zrobiłaś? A szafka ci się otwierała samo­czynnie…! Paweł!…

Paweł już był na gуrze. Rzuciłyśmy się na niego, wtykając mu do rąk rozmaite narzędzia. Wyszarpnął uszczelkę obcęgami, omal nie wyrywając drzwiczek z zawiasуw. Alicja wydarła mu z ręki pogniecioną kopertę.

– List od Edka…! – powiedziała wstrząśnięta. – Rany boskie!!!…

To, że na poczekaniu wszyscy czworo nie udusiliśmy się z emocji, było istnym cudem, Edek pisał:

– „… Jest taka jedna głupia sprawa, o ktуrej Cię chciałem zawiadomić. Niedługo przyjadę i powiem Ci szczegуły osobiście. Ty nie przyjmuj tak każdego, jak leci, bo nie wszyscy są porządnymi ludźmi. Przypadkiem dowiedziałem się tu, że ta osoba, ktуrą masz na fotografii z jej urodzin, to nie jest dla Ciebie towarzystwo. Pokazywałaś odbitki, jak byłaś w Polsce ostatnim razem. Na dwуch zdjęciach jesteś Ty, ona i duże zwierzę, a na jednym tylko Ty i ona. Ona się tu spotyka z jednym facetem. Ten facet nie może pokazać się w Danii, a jakby się wykryło, co oni ze sobą kombinują, to Ty będziesz miała cholerne nieprzyjem­ności. Na niego już mają oko, na nią jeszcze nie, ale nigdy nie wiadomo. A w ogуle to ona jest świnia, kantuje wszystkich, między innymi swojego męża, i mnie się to nie podoba. Zobacz sobie, kto to jest, i więcej się z nią nie spotykaj…”

– Dalej są rуżne ucałowania i inne takie – powiedziała czytająca głośno Alicja. Na chwilę zapanowało milczenie.

– Przeczytaj to jeszcze raz – zażądała Zosia grobowo.

Alicja przeczytała jeszcze raz. Opuściła rękę z listem, podniosła głowę i popatrzyła na nas.

– Ja, ona i duże zwierzę… – powiedziała w osłupieniu. – Jakie duże zwierzę, na litość boską?! Koń…?! Joanna!

– Słowo honoru ci daję, że mam tylko jedno jedyne zdjęcie, na ktуrym jestem ja i koń – powiedziałam pośpiesznie. – Siedzę na nim, miałam wtedy dziewięć lat i w ogуle cię nie znałam!

– Do diabła, czy oni nie potrafią pisać wyraźnie?! – zdenerwowała się Zosia. – Duże zwierzę na urodzinach, ktуre kombinuje z facetami… Co my z tego wiemy?!

– Mamy pole do dedukcji – powiedział z ożywieniem Paweł. – Alicja, na czyich urodzinach byłaś?

– Co najmniej pięćdziesięciu osуb – odparła smutnie Alicja. – Przeważnie robią zdjęcia. Ona ma męża. Cholernie dużo bab ma mężуw…

– Odbitki! – zawołałam z przejęciem. – Pokazywałaś odbitki, musisz je mieć! Szukaj trzech zdjęć z tą samą osobą, z tym żeby na dwуch było zwierzę!

Ponuro i smętnie kiwając głową, Alicja odwrуciła się i spojrzała wymownie na dуł regału. Leżały tam liczne pudła z fotografiami, filmami i slajdami w charakterze absolutnego grochu z kapustą. Wszystko to było niegdyś ładnie poukładane i posegregowane i wszystko zleciało razem z magnetofonem na głowę pana Muldgaarda, napadniętego przez Białą Glistę.

– No to mamy zajęcie na najbliższe trzy doby – powiedziała Zosia melancholijnie. – Nie ma co się zastanawiać, bierzemy się do roboty!

– Nie szukajcie konia! – ostrzegłam. – Nie dajcie się jej zasugerować. To mуgł być rуwnie dobrze słoń, wielbłąd, krowa, duży baran… Diabli wiedzą w jakim towarzystwie ona się fotografowała! Szukajcie Alicji z jakąś babą, a zwierzę wyłapiemy potem…

Świt zastał nas na gmeraniu w zdjęciach. Oddzielnie ułożona kupka zawierała wszystko, na czymkolwiek znajdowała się Alicja w żeńskim i zwierzęcym towarzystwie. Zwierząt, jako takich, znalazłyśmy niewiele, ale każde budziło nasze podejrzenia. Czas jakiś trwaliśmy nad fotografią, na ktуrej widniała Alicja, jej francuska przyjaciуłka Solange oraz mamusia Solange, wiekowa dama, z kotkiem na kolanach.

– Owszem, to zdjęcie mam od dawna – powiedziała Alicja z powątpiewaniem, – Mogłam je pokazywać Edkowi. Ale czy rzeczywiście sądzicie, że on to określał jako duże zwierzę…?

Na dwуch innych występowała Alicja w towarzystwie Thorstena karmiącego słonia w kopenhaskim ogrodzie zoologicznym.

– Zwierzę jest – powiedziałam. – Nawet dość duże. Tylko Thorsten nie ma męża do kantowania…

O wschodzie słońca wyodrębniliśmy wreszcie kilka pasujących zestawуw. Na jednym znajdowała się Alicja z Ewą na ulicy na tle duńskiej konnej gwardii, używanej do uświetnia­nia rуżnych uroczystości. Na drugim Alicja z Elżbietą w posiadłości naszych eks-dobroczyńcуw na tle krowy. Na trzecim wreszcie Alicja z Anitą w ogrodzie w towarzystwie wielkiego psa.

– Wszystko się zgadza – powiedziała Alicja posępnie. – Tu są urodziny krуla i zwierzę, tu są urodziny dobroczyńcуw i zwierzę, tu są urodziny Henryka i też zwierzę. Ktуra z nich?

– Elżbieta odpada – zawyrokowałam. – Nie ma męża. Zostają nam Ewa i Anita, czyli stoimy w punkcie wyjścia. Szukaj reszty. Nikt nie robi jednego zdjęcia, musi być więcej z tej samej serii. Szukaj filmu!

– Spać nie pуjdziemy w ogуle? – spytała Alicja tonem protestu.

Перейти на страницу:

Похожие книги