Z tego też powodu starał się ukryć niezadowolenie, wiedział bowiem, że załoga „Sprytnego” natychmiast wzięłaby to do siebie. A to byłoby naprawdę dalekie od prawdy. Ci ludzie mieli szczerą chęć wykazania się w boju, czuli się nawet niepocieszeni, że ominęła ich tak dramatyczna eskapada jak ta, w której wzięły udział okręty powracającej floty. Dlatego zrobiliby wszystko, by dobrze wypaść w oczach Black Jacka Geary’ego.
Kapitan Kattnig znał Tuleva.
– Służyliśmy razem jako oficerowie na „Zdeterminowanym”. Obaj otrzymaliśmy awanse na stanowiska dowodzenia po bitwie o Hatterę. – W oczach kapitana pojawiła się na moment zaduma. – To było wiele okrętów i bitew temu, ale i ja, i Tulev nadal walczymy.
– Cieszę się, że mam was obu pod swoją komendą – odparł Geary. – Z tego co słyszałem, „Sprytny” wszedł do służby zaledwie dwa miesiące temu.
– Mniej więcej, sir, ale zapewniam, że jesteśmy gotowi do akcji – odparł Kattnig. – Nadążymy za flotą.
– W to nie wątpię – stwierdził Geary na tyle głośno, by usłyszeli go także stojący w pobliżu marynarze. – „Sprytny” wygląda mi na weterana wielu bitew. Wiem, że będziecie walczyli jak lwy.
Kapitan Kattnig skinął głową, widać było, że zżerają go nerwy.
– Tak będzie, sir. Niestety nie było nam dane wracać z panem na terytorium Sojuszu, czego naprawdę szczerze żałujemy.
Absurdalność tego stwierdzenia nie pozwoliła Geary’emu na zachowanie powagi. Uśmiechnął się, lecz w taki sposób, by wyglądało to jak aprobata dla słów kapitana. Do pewnego stopnia był w stanie zrozumieć, dlaczego ci ludzie chcieliby dzielić los swoich towarzyszy broni.
– Przydalibyście się nam i wtedy, ale najważniejsze, że mam was teraz pod swoimi rozkazami.
– Rozumiem, że kapitan Tulev spisał się nieźle – dodał Kattnig, zniżając głos. – To znakomity oficer.
– To prawda. Kapitan Tulev to człowiek zdolny i godny zaufania. Cieszę się, że miałem okazję z nim współpracować.
– Miło mi to słyszeć, sir. Służyłem razem z nim w przeszłości.
– Już mi pan o tym wspominał.
– Naprawdę? W takim razie proszę przyjąć moje przeprosiny, admirale. – Kapitan Kattnig rozejrzał się wokół, jakby dokonywał inspekcji swojej jednostki. – Ludzie mówią, że może pan zakończyć tę wojnę. Że to może być ostatnia kampania.
– Jeśli żywe światło gwiazd nam pobłogosławi, ta wyprawa zakończy działania bojowe – potwierdził Geary.
– Tak. To dobrze. – W głosie dowódcy „Sprytnego” dało się jednak wyczuć niepewność. – Nie mogłem wtedy polecieć z flotą. Mój okręt, „Wzór”, został poważnie uszkodzony w bitwie o Valdisię. Musieliśmy lecieć do stoczni na T’shimie.
– Rozumiem.
– Potem wróciliśmy do służby i broniliśmy przestrzeni Sojuszu, kiedy flota była… nienamierzalna. W czasie walk o Beowulfa nasza jednostka została tak poważnie uszkodzona, że spisano ją na straty.
– To musiała być straszna rzeźnia – stwierdził Geary, zastanawiając się, czemu Kattnig tak desperacko próbuje usprawiedliwić swoją nieobecność podczas pierwszej wyprawy do Systemu Centralnego.
– O tak, sir. Była. – Głos kapitana załamał się nagle, przechodząc w ledwie słyszalny szept, jego wzrok także stał się na moment mglisty, lecz zaraz znów skupił się na admirale. – Zażądałem przydziału nowego okrętu… aby tym razem móc dołączyć do reszty floty.
Admirał odpowiedział mu spokojnym, rzeczowym tonem:
– Obrona przestrzeni Sojuszu podczas nieobecności głównych sił była niezwykle ważnym zadaniem. Gdyby nie to, po powrocie zastalibyśmy tylko dymiące ruiny. Dobrze się spisaliście.
– Dziękuję, sir. Zobaczy pan, co potrafi mój okręt – obiecał Kattnig.
Geary zrobił co mógł, by pomóc utrzymać wysokie morale na pokładzie „Sprytnego”, ale podczas inspekcji zrozumiał, że ci ludzie mogliby zdziałać o wiele więcej, gdyby mieli do dyspozycji lepszy sprzęt. Nadmierne redukcje najważniejszych systemów zmniejszyły bezpieczeństwo tej jednostki poza wymagane minimum. Cięcia budżetowe odbiły się także na uzbrojeniu. Baterie piekielnych lanc miały znacznie mniejszą moc, a magazyny rakiet mieściły o wiele mniej głowic, nie mówiąc już o tym, że ich wymiary uniemożliwiały porządne składowanie amunicji. Okręty klasy „Sprytny” miały też tak mocno okrojone systemy obserwacji, że musiały w walce polegać na sensorach innych jednostek. W sytuacji gdy do walki staje cała flota, nie miało to większego znaczenia, lecz każdy z tych okrętów pochwycony przez wroga w pojedynkę miałby spory problem. Nie mogły też wykonywać misji tylko w otoczeniu jednostek eskorty, ponieważ systemy krążowników i niszczycieli nie były w stanie skompensować tych braków.