- Nie, Luno, i nie mam zamiaru! - warknął. - Nie uwierzę już w ani jedno jego słowo.
Nigdy. On należy już do przeszłości. Nie chcę o nim rozmawiać.
Dziewczyna wpatrywała się w niego z przechyloną głową i ze zmrużonymi oczami.
- Ale przecież go ko...
- Snape w ogóle mnie już nie obchodzi! - przerwał jej Harry podniesionym tonem. -
Miał swoją szansę, ale ją stracił. Teraz już dla mnie nie istnieje i nie chcę, żebyś mi o nim przypominała!
Luna nie wydawała się przestraszona tym wybuchem. Raczej zasmucona.
- Wiesz... mnie też często mówią, że wyobrażam sobie coś, co nie istnieje. Ale ty
jesteś w tym lepszy ode mnie, Harry.
Chłopak zamrugał.
- Co?
- Jeżeli będziesz chciał... o czymś porozmawiać. Oczywiście o czymś absolutnie nie
związanym z wiesz-kim... to po prostu przyjdź. - Uśmiechnęła się do niego
promiennie. - Mam cudowną kolekcję ogrzewaczy na imbryki. Dostałam od
Nimfadory. Co prawda, nie mam imbryka, ale fajnie wyglądają jako ocieplacze na
ręce.
Harry pokiwał głową i odwrócił się w stronę wyjścia.
- Dzięki - powiedział cicho. - Muszę już iść. Ja...
- ...masz coś ważnego do zrobienia, wiem.
Nie spojrzał jej w oczy.
- Do zobaczenia.
***
- Harry? - Hermiona zajrzała niepewnie do dormitorium. Harry siedział na łóżku z
podkurczonymi nogami i czołem opartym o kolana. Przyszedł tu prosto po rozmowie
z Luną i siedział tak przez cały wieczór. Nie widział się z nikim. Słyszał tylko
dochodzące z Pokoju Wspólnego śmiechy i rozmowy. - Możemy porozmawiać? -
zapytała cicho dziewczyna, wchodząc do środka.
Harry nie podniósł głowy. Nie miał ochoty z nikim rozmawiać. A już najmniej z nią.
- Jeśli chcesz - odparł. Nie wiedział, dlaczego to zrobił. Może jednak miał już dosyć
ciszy i samotności?
Gryfonka zamknęła drzwi, wyciągnęła różdżkę i rzuciła na nie zaklęcie blokujące i
wyciszające.
Och, a więc to miała być taka rozmowa...
Harry'emu coraz mniej się to podobało. Ostatnim razem, kiedy Hermiona chciała z
nim "porozmawiać"... cóż, nie skończyło się to zbyt przyjemnie.
Usłyszał jej ciężkie westchnienie i kroki, kiedy podeszła do łóżka i usiadła na nim.
Przez chwilę pomiędzy nimi panowała niczym niezmącona cisza.
Po chwili Hermiona przełknęła ślinę i odezwała się lekko drżącym głosem:
- Jak długo... ty i on?
Harry spiął się cały i zrobiło mu się nagle niezwykle gorąco. Wiedział, że się
domyśliła, ale... to był jednak szok, usłyszeć takie pytanie wprost z jej ust. Nie
pozostawiało żadnych wątpliwości. Żadnego: "o czym ty mówisz?", "co to za pytanie?" czy "nie mam pojęcia, co sugerujesz".
Oblizał wyschnięte wargi, próbując uspokoić szybko bijące serce.
Tylko spokojnie. Na razie nie robi mu wyrzutów i nie grozi powiadomieniem o
wszystkim Dumbledore'a, tak jak ostatnio. Nie wiedział dlaczego, ale teraz, kiedy
było już po wszystkim... nie odczuwał takiego strachu z powodu tego, że domyśliła
się prawdy. Było mu wszystko jedno. To i tak był koniec. Czuł się całkowicie otępiały.
Już nic nie miało znaczenia.
- Jak się domyśliłaś? - wyszeptał ochryple, chociaż odpowiedź wydawała się
oczywista.
- Wystarczyło zobaczyć jego wyraz twarzy, kiedy się rozpłakałeś. I twoją minę, kiedy
powiedział ci, że nic dla niego nie znaczysz. No i to, jak wypomniał nam imprezę. To
było... zbyt osobiste, nawet jak na niego. I przypomniało mi się, co opowiadała nam
Ginny, o tej sytuacji, kiedy nakrył was w schowku. Żaden normalny nauczyciel nie
zareagowałby w ten sposób, gdyby w grę nie wchodziło coś... głębszego. Ale wtedy
jeszcze próbowałam to sobie tłumaczyć tym, że przecież on zawsze nienawidził
rodzinę Weasleyów, o tobie już nie wspominając... A to przedstawienie w Wielkiej
Sali... Nie wiem, skąd wytrzasnąłeś tę dziewczynę, ale ja nie dam się nabrać. -
Urwała i wzięła głęboki oddech, tak jakby powiedzenie tego wszystkiego sprawiało jej
ogromną trudność. - A więc... jak długo?
Harry zacisnął powieki i pokręcił głową.
- Nieważne. To już skończone. Na zawsze.
Usłyszał, jak Hermiona wciąga ze świstem powietrze, tak jakby do tej pory wciąż
miała w sobie jeszcze niewielką iskierkę nadziei, że może się myli, że może
wyciągnęła błędne wnioski, ale teraz, kiedy Harry jej odpowiedział... ta nadzieja
prysła i dotarło do niej, że to wszystko naprawdę...
- I przepraszam... za wszystko - kontynuował Harry stłumionym szeptem. - To przeze
mnie wyczyścił wam kociołki. To przeze mnie był taki wredny dla was, dla Ginny i...
dla wszystkich.
Znowu zapadła cisza. Harry słyszał ciężki oddech Hermiony, tak jakby próbowała
zapanować nad sobą. Najwyraźniej była w tak wielkim szoku, że chwilowo nie była w
stanie wykrztusić słowa. Westchnął głęboko i zdecydował się podnieść głowę i
spojrzeć na nią. W jej szeroko otwartych oczach dostrzegł przerażenie i...
współczucie.
- Harry... ja... - wydusiła w końcu. Pokręciła głową i zamknęła na chwilę oczy. Kiedy
je otworzyła, wyglądała już na bardziej opanowaną. Zacisnęła usta i przez chwilę
zastanawiała się nad tym, co powiedzieć. - Dlaczego on? - zapytała w końcu. - Jak to
się w ogóle stało? Jak... jak do tego doszło? To po prostu... nieprawdopodobne.