W czasie wędrówek po obszarach Imperium zwróciło moją uwagę między innymi to, że nawet w opuszczonych i zapadłych miasteczkach, nawet w pustych niemal księgarniach z reguły była do kupienia wielka mapa tego kraju, na której reszta świata znajdowała się jakby na drugim planie, na marginesie, w cieniu.

Mapa ta jest dla Rosjan rodzajem wizualnej rekompensaty, swoistą emocjonalną sublimacją, a także przedmiotem nie skrywanej dumy.

Służy ona także do tłumaczenia i usprawiedliwiania wszelkich niedostatków, błędów, biedy i marazmu. Za duży kraj, żeby dało się go zreformować! — tłumaczą przeciwnicy reform. Za duży kraj, żeby dało się go posprzątać! — rozkładają ręce dozorcy od Brześcia do Władywostoku. Za duży kraj, żeby wszędzie dostarczyć towar! — burczą ekspedientki w pustych sklepach.

Wielki rozmiar, który wszystko wyjaśnia i rozgrzesza. Pewnie, gdybyśmy byli takim małym krajem jak Szwajcaria, też wszystko chodziłoby u nas jak w zegarku! Patrzcie, jaka ta Holandia malutka, żadna sztuka mieć dobrobyt w państwie, które ledwie widać na mapie! A weź u nas i spróbuj dać każdemu, co by chciał — każdemu u nas nie dasz!

Nim jednak zdążyłem w Moskwie rozejrzeć się, zasięgnąć języka, odbyć kilka ważnych i pouczających rozmów, gruchnęła wiadomość, że duże, milionowe miasto, położone między Wołgą a Uralem — Ufa, zostało zatrute. Nie to, że wyziewy, spaliny i tak dalej, bo to jest codzienne i powszechne, ale zatrute ciężko, groźnie, śmiertelnie.

Nowy Czarnobyl!, skomentował kolega, który mi tę wiadomość przekazał.

Lecę, odparłem. Jeżeli dostanę miejsce, to lecę jutro.

Wszyscy, którzy w Moskwie wsiadali do samolotu lecącego do Ufy, byli obładowani butelkami, bańkami, kanistrami z wodą. Ufa bowiem była zatruta fenolem. Kto napije się tamtejszej wody, powiedział kolega, rozchoruje się albo umrze.

Ufa jest stolicą Baszkirii, republiki autonomicznej u zachodnich podnóży Uralu. Na południe stąd rozciąga się Kazachstan, na wschód — Syberia, a na zachód — Tatarstan. Przyroda była tu piękna, pokryte lasami góry, sześćset rzek i strumieni, tysiąc jezior. Krocie wszelkich czworonogów, chmary ruchliwego ptactwa, zatrzęsienie pracowitych pszczół. Aż pojawiła się chemia. Baszkiria została przekształcona w poligon chemiczny, w centrum przemysłu chemicznego byłego ZSRR. Niebo pokryły dymy, w powietrzu zawisnął pył, rzekami popłynął fenol. Fenol, jak przeczytałem w encyklopedii, jest brunatnym, bardzo trującym kwasem potrzebnym w produkcji materiałów wybuchowych, tworzyw sztucznych, barwników, garbników i stu innych rzeczy. Ponieważ zakłady chemiczne są tu zbudowane tandetnie, różne filtry i oczyszczalnie traktowano jako wymysł i fanaberie purystów od ekologii, fenol ciągle uciekał do rzek, ale uciekał po cichu, żeby trucie ludzi było rozłożone w czasie, żeby pomór nie zwalił nagle z nóg całego miasta.

Ale właśnie teraz to się dokładnie stało. Ludzie, odkręcając krany, zobaczyli, że cieknie z nich ruda, mętna substancja, i poczuli, że mieszkania wypełniają się potwornym odorem. Fenol! Fenol!, poszło od domu do domu, od ulicy do ulicy.

Nie było jednak widać paniki. Ludzie przyjmują tu wszelkie nieszczęścia, nawet te spowodowane bezdusznością i głupotą panujących, jako ekscesy wszechmocnej i kapryśnej przyrody, takie jak powodzie, trzęsienia ziemi czy wyjątkowo ostre zimy. Bezmyślność lub brutalność władzy to po prostu jeszcze jeden z kataklizmów, których nie szczędzi natura. Trzeba to rozumieć; trzeba się z tym godzić.

Na ulicach, na placach, na skwerach stały kilometrowe kolejki. Były to dziwne kolejki, bo nie przyssane do żadnego sklepu ani instytucji. Ludzie stali w oczekiwaniu na cysterny, które miały przywieźć wodę. Skąd, kiedy i ile tej wody — nikt nie wiedział.

Była cisza i panował porządek. Na przodzie stały kobiety ciężarne. Istniała wśród nich pewna hierarchia — pierwszeństwo przypadało tym, u których wypukłość brzucha była najwyraźniej zaznaczona. Następny sektor to kobiety z małymi dziećmi. Za nimi stały kobiety, które były same (tu pierwszeństwo miały staruszki). Potem zaczynała się część męska — bez żadnych określonych podziałów i preferencji.

Kiedy przyjeżdżała cysterna, każdy mógł brać tyle wody, ile chciał. Ale na jak długo mogło jej wystarczyć? Dzień? Dwa? Nikt nie umiał odpowiedzieć na pytanie — co dalej? W tym kraju prasa, radio i telewizja roją się od historii, które zaczynają się i nie mają końca. Wybuchają walki w Ferganie: są zabici i ranni, miasto stoi w ogniu. Ale następnego dnia Fergana znika z pola widzenia — nigdzie nie można się dowiedzieć, co tam się dzieje. Strajk w Kuzbasie! Wielkie wydarzenie, bo to ogromne zagłębie węglowe. Ten strajk wybuchł dwa lata temu. Co się później stało? Został zakończony? Trwa nadal?

Перейти на страницу:

Похожие книги