— Tak, Onar. Nasz oddział zbliżał się właśnie do piątego osiedla, gdy nadbiegła ledwie żywa ze zmęczenia. Onar potwierdziła wiadomość o tygrysach, które nas tu sprowadziły, i przekonała, byśmy jechali za panem niezwłocznie. Lękała się, że drapieżniki mogą napaść pana w czasie powrotu do miasteczka przez góry. Jak pan widzi, ledwieśmy zdążyli. Niebawem nadleci śrubowiec ciężarowy i wyprawimy pańskich chwilowo unieszkodliwionych wrogów do rezerwatu. Jeśli się okaże, że to rzeczywiście ludożercy, to się ich zgładzi. Nie można jednak pozbywać się tak rzadkich okazów bez próby.

— Bez jakiej próby?

— Prawdopodobnie dostaną zastrzyk obniżający ich żywotną aktywność. Słabe tygrysy są zdolne do nauczenia się wielu rzeczy. Będziemy pańskich wrogów uczyć.

Młodzieńcowi przerwał głośny, wibrujący dźwięk. Z góry wolno zniżała się czarna masa. Polanę zalało oślepiające światło. Tygrysy załadowano w elastyczne pojemniki przeznaczone dla delikatnych ładunków. Źle widoczna w ciemności bryła statku znikła odsłaniając na nowo polanę dla światła gwiazd. Razem z tygrysami pojechał jeden z pięciu chłopców, a jego konia otrzymał Mven Mas.

Konie Afrykańczyka i Czary szły obok siebie. Droga zbiegała doliną rzeczki Galie. Przy jej ujściu, na wybrzeżu, znajdowała się stacja medyczna i baza oddziału zwiadowczego.

— Po raz pierwszy na tej wyspie jadę ku morzu — przerwał milczenie Mven Mas. — Dotychczas zdawało mi się, że morze to strefa zakazana, dzieląca mnie na zawsze od świata.

— Wyspa stała się dla pana nową szkołą? — powiedziała Czara pytającym tonem.

— Tak. W krótkim czasie przeżyłem i przemyślałem wiele. Wszystkie te myśli nurtowały mnie już dawniej…

Mven Mas opowiedział o swoich dawnych obawach, że ludzkość rozwija się zbyt racjonalistycznie, że kładzie się zbytni nacisk na kierunek techniczny i powtarza — oczywiście w łagodniejszej formie — błędy starożytności. Zdawało mu się, że na planecie Epsilon Tukana bardzo do nas podobna i tak samo piękna ludzkość zatroszczyła się w znacznie większym stopniu o rozwój emocjonalnej strony psychiki.

— Wiele wycierpiałem z powodu braku poczucia pełnej harmonii z życiem — odpowiedziała dziewczyna po krótkim milczeniu. — Zawsze mnie więcej pociągał świat antyczny niż współczesność. Marzyłam o epoce nie roztrwonionych jeszcze sił i uczuć, nagromadzonych przez dobór pierwotny w epoce Erosa, i zawsze starałam się w moich widzach budzić silne uczucia. Ale chyba tylko Evda Nal mnie rozumiała.

— I Mven Mas — powiedział Afrykańczyk z powagą i dodał, że Czara wydawała mu się miedzianoskórą córką Tukana.

Dziewczyna podniosła głowę i w bladym świetle przedświtu Mven Mas dojrzał oczy tak wielkie i tak głębokie, że doznał lekkiego zawrotu głowy. Odsunął się więc z uśmiechem na bok.

— Niegdyś nasi przodkowie wyobrażali sobie nas w swoich powieściach jako na pół żywych, rachitycznych osobników o nadmiernie rozwiniętej czaszce. Mimo milionów zarzynanych i męczonych zwierząt nie zdołali się oni posunąć naprzód w swym rozumieniu mózgowego aparatu człowieka, ponieważ szli z nożem tam, gdzie powinny były znaleźć zastosowanie najczulsze aparaty pomiarowe w skali atomowej i cząsteczkowej. Obecnie wiemy, że wytężona praca mózgu wymaga silnego ciała, pełnego energii życiowej, ale to ciało właśnie rodzi wielkie emocje.

— I jak dawniej żyjemy na uwięzi rozumu — dodała Czara Nandi.

— Zrobiono już bardzo wiele, jakkolwiek nasz intelekt ciągle ma ogromną przewagę nad uczuciem. Trzeba by się postarać o to, żeby owo uczucie mniej ulegało rozumowi, a nawet przeciwnie: żeby od czasu do czasu podporządkowywało sobie rozum. Wydaje mi się to tak ważne, że zamierzam napisać na ten temat książkę.

– Świetna myśl! — zawołała Czara z zapałem. — Niewielu uczonych poświęciło się całkowicie badaniom piękna i uczuć… Nie mam tu bynajmniej na myśli psychologii.

— Rozumiem doskonale! — odpowiedział Afrykańczyk rozkoszując się mimo woli widokiem zmieszanej dziewczyny, która uniosła wyżej dumną głowę, jakby chciała ją wystawić na działanie promieni wschodzącego słońca.

Siedziała w siodle swobodnie i lekko, jadąc stępa na karym koniu, tuż obok bułanka Myena Masa.

— Zostajemy w tyle — zawołała raptem i szarpnęła cugle. Koń skoczył naprzód.

Afrykańczyk dopędził ją i oboje pomknęli lotem strzały. Gdy zrównali się ze swymi młodocianymi towarzyszami, powstrzymali konie, a Czara Nandi zwróciła się do Mvena Masa.

— I cóż z tą dziewczyną Onar?…

— Powinna wrócić do Wielkiego Świata. Sama pani mówiła, że na wyspie pozostała jedynie ze względu na swą matkę, która niedawno zmarła. Dobrze by było, gdyby Onar znalazła pracę u Vedy. Przy wykopaliskach konieczne są czułe ręce kobiece. Bet Lon, który również powróci do nas, znajdzie ją na nowo!…

Czara zmarszczyła brwi i spojrzała uważnie na Mvena Masa.

— A pan nie porzuci swoich gwiazd?

— Bez względu na to, co postanowi Rada, będę kontynuował swe badania kosmiczne. Ale na razie powinienem napisać…

— O gwiazdach dusz ludzkich?

Перейти на страницу:

Похожие книги