Wierna pomocnica, Miiko Eygoro, która ponownie zamieniła ukochane morze na wilgoć i ciemność podziemi, zauważyła we wgłębieniu sali otwór osłonięty czarnym słupem wapiennym. Słup, jak się okazało, stanowił niegdyś oś mechanizmu, którego resztki w postaci kupy odłamków i pyłu masy plastycznej leżały obok. Były to zapewne resztki tarczy, która odgradzała otwór przejścia od sali. Posuwając się krok za krokiem wzdłuż czerwonych kabli zwiadowczych wózków-czołgaczy, archeologowie dostali się do następnej pieczary znajdującej się prawie na tym samym poziomie co pierwsza. Było tu wiele hermetycznie zamkniętych szaf ze szkła i metalu. Długi napis, wykonany dużymi literami, biegł dokoła stromych ścian. Napis był w języku angielskim. Veda nie mogła sobie odmówić przyjemności rozszyfrowania go na miejscu.
Z typowym dla starodawnego indywidualizmu samochwalstwem budowniczowie schronu podawali do wiadomości potomnych, że osiągnąwszy wyżyny wiedzy przechowują tu dla czasów przyszłych swoje olbrzymie osiągnięcia.
Miiko wzruszyła ramionami i rzuciła szyderczo:
— Z samego tylko napisu można się domyślić, że pieczara „Schron kultury” pochodzi z końca Epoki Rozbicia Świata, z ostatnich lat istnienia starej formy społecznej. Jakże charakterystyczna dla tego ograniczonego rozumowania była całkowita pewność trwałego istnienia ich „wiecznej” cywilizacji zachodniej, ich języka obyczajów, moralności i wielkości tak zwanego człowieka białego. Nienawidzę tej cywilizacji!
— Wyobraża pani sobie przeszłość wyraziście, ale cokolwiek jednostronnie, Miiko. Poprzez ponure zarysy kośćca strupieszałego kapitalizmu widzę tych, którzy wiedli walkę o przyszłość. Ich przyszłość to nasza teraźniejszość. Widzę wielkie mnóstwo kobiet i mężczyzn, którzy dążyli ku światłu, torując sobie drogę wśród ograniczonego, ubogiego życia. Byli to ludzie dobrzy i silni duchem, potrafili się przeciwstawić zgniliźnie ówczesnego świata.
— Ci, którzy ukryli tu swoją kulturę, nie byli tacy — odparła Miiko. — Proszę spojrzeć, zgromadzono tu jedynie przedmioty z dziedziny techniki. Pysznili się techniką nie zważając na powszechne zdziczenie moralne. Z pogardą traktowali przeszłość i nie dostrzegali przyszłości!
Veda w duchu przyznała jej słuszność. Życie twórców schronu przedstawiałoby się inaczej, może ciekawiej, gdyby potrafili zmierzyć swoje osiągnięcia z tym, co pozostawało jeszcze do zrobienia, aby przekształcić świat i społeczność ludzką. Ujrzeliby wtedy jak na dłoni swą planetę, zakopconą dymami, pozbawioną lasów, zasypaną papierem, tłuczonym szkłem, cegłą i rdzawym żelastwem. Wtedy zapewne przestaliby się upajać swymi zdobyczami.
Do trzeciej sali wiodło wąskie, bardzo strome przejście, głębokie na trzydzieści dwa metry. Veda wysłała Miiko i dwóch innych pracowników po aparaty gamma do prześwietlenia szaf, a sama zaczęła oglądać trzecią pieczarę, wolną od wapiennych zacieków i naniesionej przez wodę gliny. Niskie prostokątne gabloty były jedynie spotniałe wskutek docierającej tu wilgoci. Pochyleni nad gablotami archeologowie z zainteresowaniem oglądali wymyślne ozdoby wykonane z platyny i złota, z wprawionymi w nie drogimi kamieniami.
Sądząc z wyrobów, te antyczne relikwie gromadzono w czasach, w których ludzie nie wyzwolili się jeszcze od zrodzonego z kultu przodków nawyku przekładania wszystkiego co dawne, nad nowe. Veda, podobnie jak wtedy, kiedy odczytywała napisy, doznała uczucia przykrości z powodu niedorzecznego zadufania w siebie ludzi, którzy uważali, że ich pojęcia wartości i smak ostoją się w ciągu dziesiątków wieków i zostaną przyjęte przez dalekich potomków jako kanony.
Dalsza część pieczary przechodziła w szeroki i wysoki korytarz, zbiegający pochyło w nieznaną głębię. Liczniki zwiadowczych robotów-pełzaczy notowały na początku korytarza głębokość trzystu czterech metrów. Szerokie pęknięcia przerzynały sklepienia, dzieląc je na szereg osobnych płyt wapiennych, o wadze tysięcy ton. Veda poczuła niepokój. Doświadczenie nabyte przy badaniu wielu podziemi podpowiadało młodej kobiecie, że masa pokładów u podnóża grzbietu górskiego nie posiada wymaganej równowagi. Możliwe, że obruszyła się wskutek trzęsienia ziemi albo spiętrzenia się grzbietów górskich w ciągu wieków, jakie minęły od czasu budowy schronu. Zwykła wyprawa archeologiczna nie była w stanie umocnić tej potwornej masy. Tylko poważne cele mające wartość dla gospodarki planety mogłyby uzasadnić tak wielki wysiłek.
Jednakże tajemnice historyczne ukryte w głębokiej pieczarze mogły posiadać wartość techniczną w postaci zapomnianych, ale pożytecznych dla teraźniejszości wynalazków.