Niza pochyliła się ku siedzącemu obok niej biologowi, pogrążonemu w głębokim zamyśleniu. Zdawało się, że dusza jego uleciała w bezkresną dal, ku miłej sercu rodzimej planecie z jej całkowicie ujarzmioną przyrodą.

— Brał pan udział w takich zawodach?

Biolog spojrzał na nią nie rozumiejącym wzrokiem.

— A, w tych tutaj? Nie, ani razu. Zamyśliłem się i nie zrozumiałem początkowo pytania.

— Czyż nie o tym pan myślał? — dziewczyna pokazała na ekran. — Jakże przyjemne jest kontemplować piękno naszego świata po ciemnościach, burzy i czarnych meduzach elektrycznych!

— Tak, oczywiście. Toteż człowieka bierze ochota przyłapać taką meduzę. Właśnie nad tym łamałem sobie głowę.

Niza odwróciła się od uśmiechniętego już biologa i wymieniła uśmiech z Ergiem Noorem.

— Pan też rozmyślał nad tym, jak złapać taką czarną zgrozę? — spytała Niza kpiącym tonem.

— Nie, myślę o statku-dysku.

Iskierki śmiechu w oczach Erga rozgniewały Nizę.

— Teraz rozumiem, czemu w starożytności ród męski zajmował się wojnami. Myślałam, że to tylko przechwałki mężczyzn, którzy uważali się za silnych w nie zorganizowanym społeczeństwie.

— Nie ma pani racji, chociaż częściowo zrozumiała pani naszą psychikę. Ale ja już taki jestem: im bardziej kocham moją planetę, tym usilniej chciałbym jej służyć: uprawiać ogrody, wydobywać kruszce, przysparzać dóbr materialnych i duchowych, aby po mnie pozostał jakiś ślad w postaci konkretnych rezultatów pracy moich rąk i głowy. Znam tylko kosmos, sztukę astronautyki i tylko tym mogę służyć ludzkości. Ale przecież loty nie są celem samym w sobie. Jest nim zdobywanie nowej wiedzy, odkrywanie nowych światów, takich, z których kiedyś uczynimy równie piękne planety jak nasza ziemia. A pani jakiej sprawie służy? Czemu panią tak pociąga tajemnica statku? Czy to tylko zwykła ciekawość?

Dziewczyna w gwałtownym wysiłku pokonała ciężar rąk i wyciągnęła je do Erga. On ujął je w swe duże dłonie i delikatnie pogłaskał. Policzki Nizy poróżowiały, zmęczone ciało napełniła nowa energia. Tak jak wtedy, przed niebezpiecznym lądowaniem, przytuliła policzek do dłoni Erga, wybaczając jednocześnie biologowi jego rzekomą zdradę Ziemi. Aby dać dowód, że przecież zgadza się ze stanowiskiem każdego z nich, Niza przedstawiła im pomysł, który jej właśnie przyszedł do głowy. Należało opatrzyć jeden z zasobników na wodę automatycznie zatrzaskującą się pokrywą i włożyć do środka kawał konserwowanego mięsa jako przynętę. Jeżeli „czarna meduza” dostanie się do wnętrza zbiornika i pokrywa się zatrzaśnie, należałoby przez zawczasu przygotowane krany przedmuchać zasobnik nieczynnym chemicznie gazem i przymocować pokrywę na stałe przez spawanie. Eon przyjął propozycję Nizy z entuzjazmem.

Erg Noor ze swej strony zajął się nastrajaniem człekokształtnego robota i przygotowywał potężny frez elektryczny, za pomocą którego zamierzał przedostać się do wnętrza dyskowatego statku.

Burze wreszcie ustały, po mrozie zrobiło się ciepło — nadszedł dziewięciodobowy „dzień”. Przetransportowanie ładunków jonowych i cennych przyrządów miało trwać jeszcze cztery dni ziemskie. Ponadto Erg Noor postanowił wziąć także niektóre rzeczy osobiste należące do zaginionej załogi, by po skrupulatnej dezynfekcji dostarczyć je na Ziemię jako pamiątki dla krewnych.

Piątego dnia wyłączono prąd i biolog wraz z dwoma ochotnikami, Kayem Berem i Ingridą, zamknął się w wieżyczce obserwacyjnej przy „Żaglu”. Czarne stwory zjawiły się niezwłocznie. Biolog przygotował ekran podczerwony, tak że mógł bez przeszkód obserwować straszliwe meduzy. Do zasobnika-pułapki zbliżyła się jedna z nich; złożyła macki, zwinęła się w kłąb i wlazła do wnętrza. Nieoczekiwanie jeszcze jeden romboidalny kształt zjawił się przy otworze zasobnika. Pierwszy potwór błyskawicznie rozcapierzył macki — zamigotały gwieździste płomyki przekształcając się w pasma wibrującego, ciemnoczerwonego światła, które zabłysło na ekranie niewidzialnych li zielonymi błyskawicami. Pierwszy potwór ustąpił miejsca m towarzyszowi; wtedy drugi momentalnie zwinął się w kłąb i upadł na dno zasobnika. Biolog wyciągnął rękę ku wyłącznikowi, ale Kay Ber go powstrzymał. Teraz już w zasobniku znajdowały się dwie meduzy. Było rzeczą zdumiewającą, w jaki sposób stwory mogły do tego stopnia zmniejszyć swoją objętość. Naciśnięcie guzika — i pokrywa zatrzasnęła się. Natychmiast ze wszystkich stron kilka czarnych potworów oblepiło ogromne, pokryte cyrkonem naczynie. Biolog włączył światło i poprosił „Tantrę” o włączenie ochrony. Czarne widma rozpłynęły się według swego zwyczaju momentalnie, ale dwa z nich pozostały w niewoli pod hermetyczną pokrywą zbiornika.

Biolog zbliżył się doń, dotknął pokrywy i krzyknął przeraźliwie. Jego lewa ręka zwisła jak sparaliżowana.

Перейти на страницу:

Похожие книги