Kiedy zatem Szymon obudził się ze snu nieoczekiwanie głębokiego, zdumiony był tym, co się dzieje, skąd o tej porze, skąd w takim stanie tak głęboki i tak spokojny sen? Wstał, podszedł do okna i otworzył okno, była mroźna wigilijna noc, niedaleko świt. Niebo złożone było z miliardów równo ułożonych butelek, miliardy strumieni skandynawskiej wódki czystej wylewały się z miliardów otwartych i zarazem wiecznie pełnych butelek, centymetrowa warstwa alkoholu pokrywała wszystko: księżyc, gwiazdy, śnieg; kosmos pachniał czystą skandynawską. Szkło cichutko dzwoniło, potem były lecące jak aeroplan sanie, w saniach siedział w złotym dresie Bóg.

– Dlaczego jestem nieszczęśliwy? – zapytał Szymon.

– Tak wyszło – odpowiedział Bóg – tak wyszło z rachunku. Gdybyś nie pił, byłbyś szczęśliwszy, ale rozumiałbyś mało.

– Nie chcę rozumieć. Chcę, żeby mi się ręce nie trzęsły i żeby mi nie skakało serce.

– w zasadzie jest już za późno – Bóg zsunął na tył głowy złotą bejsbolówkę – ale gdybyś chciał, gdybyś chciał, to byś mógł. Kwestia wolnej woli – Bóg chrząknął – kwestia wolnej woli została wszechstronnie opisana, moi egzegeci znają mnie lepiej, w czym zresztą nie ma żadnej nieprawidłowości, egzegeci mają wiedzieć wszystko. Ja wiem wszystko, choć wszystkiego nie wiem, niczego nie wiem na przykład o swojej podświadomości, co jasno dowodzi, że ją mam. Czy Bóg ma podświadomość? Ma. Ma, ponieważ nie ma o niej zielonego pojęcia, jakby miał pojęcie, nie byłaby to podświadomość… – Bóg przerwał i najwyraźniej zasępił się, pełne goryczy musiały być jego myśli. – Na każdym kroku, na każdym kroku te wycieńczające paradoksy… a rzeczy są proste, nawet kwestia wolnej woli jest prosta. – Bóg spojrzał na Szymona. – Nie musisz tego studiować, czytać nie potrzeba. Chociaż – Bóg zawiesił głos – chociaż Augustyna mógłbyś na jakimś lżejszym kacu przeczytać… Generalnie jest już za późno, ale gdybyś chciał, to byś mógł. Wysiłek jest znacznie mniejszy, niż ci się wydaje, rzecz w tym, że trzeba ten niewielki wysiłek rzetelnie podjąć i do końca wykonać. Kiedy cię trzepie i kiedy mówisz sobie: muszę się napić, pomyśl, że nie musisz, powiedz sobie, że nie musisz, i uczyń to – nie zmuszaj się do picia. Bo to, że “musisz się napić”, znaczy, że z musu pijesz – uniknij tego musu, zmuś się do nie musu. Nie pij następnego dnia. Po prostu: nie pij następnego dnia. Nie pij następnego dnia ani rano, ani w południe, ani wieczór. Nie musisz. Nie pij następnego dnia i to wystarczy. Na razie – Bóg cmoknął i sanie powoli ruszyły – na razie. My teraz z naszej łaski udajemy się ku innym zapalnym punktom globu.

Tym razem Szymon Sama Dobroć (w cywilu student prawa) opowiadał o spotkaniu z Bogiem, ale w poprzednich, w innych wariantach tej historii w napowietrznych saniach siedział albo Anioł Gabriel, albo Święty Mikołaj, albo jeden ze spieszących nietypową drogą do Betlejem Monarchów-Mędrców Świata. Szymon nie był pewien, dopiero za rok, gdy zwariuje, gdy uzna się za wcielenie Jana Chrzciciela, gdy w nędznym, parafialnym przyodziewku, w skwarze, słocie i zawierusze przemierzał będzie Polskę i przepowiadał Powtórne Przyjście i zagładę, dopiero za rok nabierze niezbitej pewności, że wtedy w saniach siedział anioł, ten sam Anioł Gabriel, który mówił do Zachariasza: syn twój wina i napoju mocnego nie będzie pił, a Duchem Świętym będzie napełniony.

Niebieski przybysz oddalał się i znikał w mroźnej perspektywie, a w Szymonie przesypywała się łagodna lawina dobrego ruchu, płynął przezeń przyjazny strumień pogodnych obłoków. Bardzo wyraźnie czuł w sobie wielkie poruszenie i po raz pierwszy pomyślał, że to, co w nim jest, jest święte. Jeśli nawet słyszę tylko ruch własnej krwi, to też znaczy, że jestem wybrany. Ale to nie był szmer krwi, nie były to przykre skoki ciśnienia tętniczego, nie było to zwiastujące zapaść tężenie wnętrzności ani dusznica, ani gorączka, ani dygot. Młyn Boży powoli rozkręcał się w sercu Szymona, on zaś dobrze rozumiał, że teraz czeka go praca, że służyć musi niebieskim wiatrakom i anielskim żarnom, które pokazały się w głębi jego duszy.

Siedzieliśmy za stołem: ja, Don Juan Ziobro, Fanny Kapelmeister, Królowa Kentu, Szymon Sąma Dobroć, Kolumb Odkrywca i reszta postaci trochę mniej wyraźnych. Don Juan Ziobro, w cywilu fryzjer, a w dodatku muzyk, umrze za parę miesięcy, będę na pogrzebie. Szymon Sama Dobroć zwariuje, popielate włosy Królowej Kentu niedługo całkiem obrócą się w popiół, Kolumb Odkrywca, w cywilu profesor nauk społecznych, spróbuje wrócić do dawnego, nieistniejącego życia, może mu się uda.

Перейти на страницу:

Похожие книги