— Tak, praŭda, ty nie zusim takaja, jak ja. Ale heta nie aznačaje, što ty horšaja za mianie. Naadvarot. Možaš dumać, što chočaš, ale dziakujučy hetamu… ty nie pamierła.

Niejkaja dziciačaja, biezdapamožnaja ŭsmieška zjaviłasia ŭ jaje na tvary.

— IA… niesmiarotnaja?

— Nie viedaju. Va ŭsiakim razie ty nie takaja smiarotnaja, jak ja.

— Jak strašna, — prašaptała Chery.

— Mo nie tak strašna, jak tabie zdajecca.

— Ale ty mnie nie nadta zajzdrosciš.

— Chery, heta chutčej pytannie… ab tvaim pryznačenni, ja tak nazvaŭ by heta. Viedaješ, tut, na Stancyi, tvajo pryznačennie ŭrešcie hetkaje ž nieviadomaje, jak i majo, jak i kožnaha z nas. Tyja buduć praciahvać ekspierymient Hibaryjana, i moža adbycca ŭsio…

— Abo ničoha.

— Abo ničoha, i pavier, ja zhadziŭsia b, kab ničoha nie adbyłosia, navat nie tamu, što bajusia (choć strach, badaj, i adyhryvaje peŭnuju rolu), a tamu, što heta ničoha nie dasć. Voś toje adzinaje, u čym ja pierakanany.

— Ničoha nie dasć? Čamu? Z-za… Akijana?

Chery sciepanułasia ad ahidy.

— Tak. Z-za kantaktu. Dumaju, što, pa sutnasci, usio vielmi prosta. Kantakt aznačaje abmien niejkim vopytam, paniacciami, va ŭsiakim razie vynikami, niejkimi vysnovami, a kali ničoha dla abmienu niama? Kali słon — nie vializnaja bakteryja, to i Akijan nie moža być vializnym mozham. Z abodvuch bakoŭ, viadoma, mohuć adbyvacca peŭnyja dziejanni. U vyniku adnaho z ich ja zaraz baču ciabie i starajusia rastłumačyć tabie, što ty mnie daražejšaja, čym dvanaccać hadoŭ žyccia, addadzienaha płaniecie Salarys, ja chaču znachodzicca z taboj i nadalej. Mo tvajo zjaŭlennie pavinna było stać pakaranniem, mo ščasciem, a mo tolki mikraskapičnym dasledavanniem. Dokazam družby, złosnym udaram, zdziekam? Mo ŭsim hetym adnačasova albo, što bolš vierahodna, — niečym zusim inšym. Ale ŭ rešcie rešt nas nie datyčać zadumki našych baćkoŭ, jakija zusim nie padobnyja miž saboju. Ty možaš skazać, što ad ich zadumak zaležyć naša budučynia, i ja pahadžusia z taboj. Ale ja nie mahu pradbačyć budučyniu. Hetaksama, jak i ty. Ja navat nie mahu scviardžać, što budu kachać ciabie zaŭsiody. Kali ŭžo hetulki zdaryłasia, to moža adbycca ŭsio, što chočaš. Mo zaŭtra ja pieratvarusia ŭ zialonuju mieduzu? Tut my biassilnyja. Ale pakul možam, my budziem razam. A heta nie tak mała.

— Pasłuchaj, — skazała Chery. — Ja chaču spytacca. JA… ja… vielmi padobnaja na jaje?

— Była vielmi padobnaja, — adkazaŭ ja, — a ciapier nie viedaju.

— Što?

Chery ŭstała. Jana pazirała na mianie šyroka raspluščanymi vačyma.

— Ty jaje ŭžo zasłaniła.

— I ty pierakanany, što ty nie jaje, a mianie kachaješ? Mianie?..

— Tak. Mienavita ciabie. Nie viedaju, bajusia, što, kali b ty sapraŭdy była joju, ja nie moh by ciabie kachać.

— Čamu?

— Bo ja pastupiŭ niespraviadliva…

— U adnosinach da jaje?..

— Tak. Kali my byli…

— Nie treba…

— Čamu?

— Ja chaču, kab ty viedaŭ, što ja — heta nie jana.

<p>RAZMOVA</p>

Pasla abiedu nastupnaha dnia ja znajšoŭ na stale la akna zapisku Snaŭta. Jon paviedamlaŭ, što Sartoryus pierapyniŭ pracu nad anihilataram, kab apošni raz vyprabavać uzdziejannie žorstkaha vypramieńvannia na Akijan.

— Kachanaja, — skazaŭ ja, — mnie treba schadzić da Snaŭta.

Čyrvonaja zorka hareła ŭ škle i dzialiła pakoj na dzvie častki. My znachodzilisia ŭ błakitnym cieni. Za miažoj cieniu ŭsio zdavałasia miednym, i, vidać, kali b kniha ŭpała z palicy, jana zazvinieła b.

— Havorka pra ekspierymient. Ja tolki nie razumieju, jak lepš. Viedaješ, ja chacieŭ by… — ja zmoŭk.

— Nie apraŭdvajsia, Krys. Ja vielmi chacieła b… CHiba tolki nie doŭha?..

— Heta zojmie peŭny čas, — adkazaŭ ja. — Pasłuchaj, a mo ty pojdzieš sa mnoj i pačakaješ mianie ŭ kalidory?

— Dobra. A kali ja nie vytrymaju?

— Što z taboj, ułasna, adbyvajecca? — spytaŭsia ja i adrazu ž dadaŭ: — Ja pytajusia nie z cikavasci, viadoma, ale, mahčyma, kali razbiarešsia, ty z hetym i sama spravišsia.

— Ja bajusia, — adkazała Chery i zbialeła. — Ja nie mahu tabie skazać, čaho ja bajusia, navat nie bajusia, a prosta rastvarajusia. Apošnim časam ja adčuvaju hetki soram… Jak tabie rastłumačyć… A pasla ŭžo ničoha, pusta. Tamu ja dumała, što ja chvoraja… — Chery zdryhanułasia.

Apošnija słovy jana pramoviła ledź čutna.

— Mo takoje adbyvajecca tolki tut, na hetaj čortavaj Stancyi, — pramoviŭ ja. — Ja pastarajusia zrabić usio, kab my jak maha chutčej pakinuli jaje.

— Ty ličyš, heta mažliva? — Chery šyroka raspluščyła vočy.

— Całkam. Zrešty, ja ž nie prykuty… Darečy, treba spačatku damovicca sa Snaŭtam, a tam pahladzim. Jak ty dumaješ, kolki ty možaš być adna?

— Chto jaho viedaje… — apusciŭšy hałavu, pavoli pačała Chery. — Kali ja budu čuć tvoj hołas, to, badaj, spraŭlusia.

— Ja chaču, kab ty nie słuchała, pra što my havorym. Ja nie maju nijakich sakretaŭ, ale ja nie viedaju, nie mahu viedać, što skaža Snaŭt.

— Nie praciahvaj. Ja razumieju. Dobra. Ja budu stajać tak, kab čuć tolki tvoj hołas. Bolš mnie ničoha nie treba.

— Zaraz ja pazvaniu jamu z łabaratoryi. Ja nie budu začyniać dzviarej.

Перейти на страницу:

Похожие книги