Cudoŭny vobraz tvoj skroź ciemru nočy

Mnie zichatlivyja prynosiać sny.

Kali tvoj scień i noč pieramahaje,

Sviatłom barvovym razhaniaje zmrok, —

Dyk jak ža ŭdzień krasa sviaciła b taja,

Tvoj jasnaviejny, pramianisty zrok?

Jakim by dzień pryhožym staŭ raptoŭna,

Kab ty zjaviłasia ŭ svajoj krasie,

Kali adzin tvoj tolki scień cudoŭny

Takuju słodyč dla mianie niasie!

Mnie biez ciabie i dzień — jak noč hłuchaja,

Z taboju ž noč — jak jasny dzień byvaje.

<p>44</p>

Kab dumkaj stała płoć maja kali,

Jaje tady b adlehłasć nie spyniła,

I da ciabie, ŭ daloki kraj ziamli,

Jana b mianie svajoj adniesła siłaj.

Mnie abyjakava było b zusim,

Dzie ja staju i dzie ty ŭ hetym časie.

U niebie jasnym, nad usim ziamnym

Ja dumkaj borzdaj da ciabie b imčaŭsia.

Dy nie pazbycca mnie svajoj žurby,

Nijak mnie dumka nie raskryje kryłlaŭ.

Pakul, jak stvorany z ziamli j vady,

Ja nie mahu siahnuć praz biezlič milaŭ.

Ziamla daje pavolnasć u chadzie,

Vada slazami horkimi idzie.

<p>45</p>

Ahoń z pavietram — roznyja stychii:

U pieršaj — pałkasć, dumka u druhoj.

Jany latuć, niastrymnyja takija,

U nieparušnaj jednasci svajoj.

Kali jany, jak pasłancy kachannia,

K tabie kirujuć volny svoj palot,

Ziamli j vady nastupić panavannie,

A ŭ im tak mnoha smutku i turbot.

Sumuju ja až da taje časiny,

Pakul pasolstva prylacić nazad

I skaža mnie, što luby moj adziny

Žyvy, zdarovy, pryvitanniam rad.

Jakoje ščascie! Ale biez adkładu

Znoŭ mknuć jany tabie maju spahadu.

<p>46</p>

U voč i serca viečnaja vajna:

Nie padzialili ŭłady nad taboj.

I taja i druhaja starana

Tvajoju zachaplajucca krasoj.

Havoryć serca, što žyvieš ty ŭ im

I ŭ tajniku schavany tam na dno.

A vočy kažuć, što ŭ sviatle svaim

Adlustravali vobraz tvoj daŭno.

Kab skončyć sprečku, sklikany byŭ sud.

Pasieli suddzi — dumki — la stała.

Kamu naležyć što, — skazaŭ prysud,

A ŭ im razvaha mudraja była:

— Nad sercam — serca budzie uładar,

Znadvornasć — vočam dastaniecca ŭ dar.

<p>47</p>

U serca i vačej umova josć

Dapamahać zaŭždy adno druhomu,

Kali tvaja pryvabić pryhažosć,

A ŭ serca mlavaja prychodzić stoma.

Jak vočy namiłujucca krasoj,

Jany dajuć i sercu nahladziecca.

A vočam asałodaju svajoj

Daje usmak naciešycca i serca.

Ci tak, ci nakš — a ŭsio ž tki ty pry mnie

I letucienniami, i sam saboju.

Dalej maich ty dumak nie siahnieš,

Ja z imi zaŭsiahdy, jany — z taboju.

Zasnieš — tvoj vobraz zjavicca u snie,

Abudzić dumki, serca schamianie.

<p>48</p>

Jak pilna ja, vychodziačy ŭ darohu,

Paabmykaŭ drabnicy ŭsie svaje,

Kab zachavać ad złosnika lichoha

I skarystać pasla da adnaje.

Ciabie ž, moj skarb najdaražejšy samy,

Što za usie bahacci mnie milej,

Maja ty radasć i žurba taksama,

Ukrasci moža pieršy lichadziej.

Ni ŭ jakich schovach nie zamknuŭ ciabie ja,

Aproč taho, ŭ jakim ciabie niama.

Schoŭ — serca ščyraje, kudy z nadziejaj

Pryjsci i vyjsci možaš ty sama.

Ale, bajusia, byŭšy navat praŭdaj,

Taboj spakušany ciabie ukraŭ by.

<p>49</p>

U časie tym, — kab lepš jon nie pryjšoŭ! —

Kali asudziš ty maje zahany

I, spaniavierany ŭ svaju luboŭ,

Mianie pazbaviš žadnaje pašany;

Kali minieš, niby čužy, mianie,

Ledź kinuŭšy svaim pahladam svietłym,

I sled kachannia bolš nie milhanie

Ŭ tvaim abliččy zimnym, choć i vietłym, —

Niachaj mnie horna budzie adnamu

Ŭ sviadomasci, što ja ciabie nie varty.

Suproć siabie ruku ja padnimu

Za praŭdu tuju, što taboju ŭzniata.

Kali ja prava na kachannie straciŭ,

Pavinien z tym pazbycca ŭsich bahacciaŭ.

<p>50</p>

Jak ciažka padarožničać, kali

Nie daklaruje radasci mnie heta.

I kolki b tak ja ni prajechaŭ mil, —

Mianie ad ščascia addalaje meta.

Moj koń, stamiŭšysia majoj biadoj,

Idzie pavolna, ledźvie sunie nohi,

Nibyta čuje, što pierada mnoj

Niama ničoha, aprača tryvohi.

Na špory navat nie zvažaje jon,

A časam tolki uzdychnie ad hora.

Mnie bolš baluča słuchać konski stohn,

Čymsia jamu prymać udary šporaŭ.

Dalej jašče ciažej ad horkich dum:

Pakinuŭ radasć, a šukaju sum.

<p>51</p>

Prabačyŭ ja markotnaha kania.

Kaniu pavolnasć daravaŭ jaho.

Bo sapraŭdy navošta mnie hannia,

Kali ad druha jedu ja svajho?

Ale jaki pačuje jon dakor,

Kali viartacca budzie tak u dvor?!

Choć zasiadłanym byŭ by sam vichor,

I toj paznaŭ by smak stalovych špor!

Najlepšy koń žadanniu nie raŭnia.

Jano z lubovi vytkana samoj.

Lacić žadannie z lohkasciu ahnia

I skaža klačy pamaŭzlivaj toj:

— Nie možaš ty, kab i chacieŭ, chutčej,

A ja — na kryłli palatu dalej!

<p>52</p>

Jak bahatyr z klučom svaim cudoŭnym,

Ja choć kali mahu dastać svoj skarb.

Ale ŭ kachanni skvapnasć ryzykoŭna,

Bo asałodu prytupić mahła b.

Nie kožny dzień u nas byvaje sviata,

Tamu jano i doraha dla nas.

Miž samacvietaŭ na sviatočnych šatach

Najpryhažej nam zichacić ałmaz.

Niachaj i čas ciabie ŭ svajoj skarbnicy,

Jak samacviet, pilnuje ad vačej.

Na našym sviacie budzie pramianicca

Tvaja krasa milej i jaskraviej.

Jakuju słodyč pryniasie spatkannie

Za chvalavanniem pałkaha čakannia!

<p>53</p>

Skažy, jakoj stychii ty stvarennie?

Adzin ža cień u kožnaha z ludziej,

A za taboju adlustroŭkaŭ-cieniaŭ,

Dzivosnych vobrazaŭ miljon idzie.

Adonis byŭ dla charastva uzoram.

Pierad tvaim — adbitak jon słaby.

Z krasoj Hieleny paraŭnać nie soram

Krasu tvaju u našyja hady.

Viasienni dzień i vosieni ŭsie plony

Adlustravany ŭ vobrazie tvaim:

Jak dzień žniva, ty ščodrasciami poŭny

Перейти на страницу:

Поиск

Книга жанров

Похожие книги