– Dziękuję, sir. Mam dość informatyków w naszych szeregach, powinni sobie poradzić z tym zadaniem. Ktoś musi im jednak wyjaśnić, czego mają szukać. Z tego co pan mówił, te programy działają na zupełnie innej zasadzie niż nasze.
– Zdecydowanie innej, generale. Zadbam o to, by oficerowie odpowiedzialni za bezpieczeństwo systemów na okrętach, z których pochodzić będą oddziały abordażowe, podzielili się z wami całą wiedzą, jaką posiadają na ten temat.
Raz jeszcze spróbował się odprężyć. Nic już nie powinno zagrozić flocie Sojuszu, chyba że tutejsza gwiazda zapragnie nagle przejść w fazę nowej. Gdy liniowce Duellosa dopadły ostatni sprawny pancernik, Geary połączył się z politykami.
– Proszę zasugerować członkom nowej Egzekutywy, że nie będziemy niszczyli okrętów, które ocalały z pogromu, jeśli ich załogi powstrzymają się od otwierania ognia do naszych jednostek.
Rione uśmiechnęła się ponuro.
– Zapewniam pana, że z największą ochotą zgodzą się na wszystko, co pozwoli im na ocalenie resztek floty. Gratuluję kolejnego zwycięstwa, admirale.
– Dziękuję. Liczę na to, że przekuje je pani w trwały pokój.
– Zrobię co w mojej mocy.
Następne kilka godzin minęło jak z bicza strzelił. Okręty Sojuszu podeszły do wraków syndyckich pancerników i rozpoczęto zrzuty oddziałów wsparcia, które niemal niczym się nie różniły pod względem uzbrojenia i opancerzenia od oddziałów szturmowych korpusu.
– OWy mają do wykonania zadania o charakterze pokojowym, natomiast OSy są wykorzystywane do prowadzenia walk – wyjaśniła generał Carabali. – Ale ich wyposażenie jest tak konfigurowane, aby w każdej chwili mogły się zamienić rolami.
– Czyli mamy do czynienia z oddziałami, które różnią się wyłącznie nazwą – podsumował Geary.
– Nie, sir – zaprzeczyła z pełną stanowczością Carabali – to zupełnie różne jednostki posiadające identyczne wyposażenie. Instrukcje taktyczne mówią to bardzo wyraźnie.
Debatowanie o semantyce z komandosami, którzy dysponowali dokumentami potwierdzającymi ich tezy, było zwykłym marnowaniem czasu, dlatego Geary przyjął do wiadomości sposób rozumowania swojej rozmówczyni i powrócił do obserwowania operacji przeczesywania syndyckich wraków. Kilka razy ulegał pokusie i przełączał się na obraz z kamer osobistych dzięki którym mógł widzieć to samo co żołnierze przez wizjery hełmów. Niestety, wnętrza pancerników wyglądały tak samo, wszędzie było widać ślady potwornych zniszczeń. Gdy oddziały natykały się na Syndyków żywych, ale uwięzionych z dala od czynnych kapsuł ratunkowych, zmuszano ich do opuszczenia wraku pod eskortą komandosów, co jednak (jeśli wierzyć zapewnieniom generał Carabali) nie było równoznaczne z wzięciem ich do niewoli.
– Większość systemów tych pancerników uległa całkowitemu zniszczeniu, a te, które ocalały, zostały skasowane przez ewakuujące się załogi – zameldowała po jakimś czasie Carabali. – Niemniej wasi informatycy twierdzili na odprawie, że te wirusy są tak odmienne, że zwykłe kasowanie nie powinno ich usunąć, i jak się okazuje, mieli rację. Znaleźliśmy ślady wirusów w wielu miejscach.
Zatem DON Boyens nie zataił informacji o istnieniu wirusów zaimplementowanych przez Obcych. Wyglądało na to, że Syndycy naprawdę nie zdawali sobie sprawy z ich istnienia.
– Które systemy były zainfekowane?
– Tego nie jesteśmy do końca pewni – przyznała Carabali. – Pancerniki są tak pokiereszowane, że systemy musiały wielokrotnie przekierowywać strumienie danych na obwody zapasowe i wykorzystywać wciąż czynne fragmenty sieci do zastępowania całości. Z tego też powodu nie potrafimy powiedzieć, które podsystemy były zainfekowane od początku.
– Dziękuję, generale. Doskonała robota.
– Czy mamy kontynuować te prace, admirale? Na przykład na powierzchni planety rządowej?
– Jeszcze nie wiem, generale. Ale dam pani znać, jeśli zajdzie taka potrzeba.
Geary potarł raz jeszcze oczy, marząc choćby o chwili prawdziwego odpoczynku. Zszedł do kajuty, lecz wydawała mu się teraz bardziej więzieniem niż schronieniem. Jak długo jeszcze potrwają negocjacje? Właśnie się dowiedział, że politycy wyciągnęli z celi Boyensa, aby im pomagał w rozmowach, co mogło, choć nie musiało być dobrym znakiem.
Włączył wyświetlacz, by przyjrzeć się sytuacji w pełnej skali. Gromada frachtowców przenoszących JSR-y nadal wisiała w bezruchu w pobliżu wrót hipernetowych, jakby czekała na kolejne rozkazy, mimo że wydarzenia w systemie uczyniły ich misję całkowicie niepotrzebną, nie wspominając już o takim szczególe jak unicestwienie wrót, których jednostki te strzegły, by zaskoczyć nadlatującą flotę Sojuszu. Samotna kurierska ŁZa ruszyła obrzeżami systemu w kierunku punktu skoku na Mandalona, ale sądząc z prędkości, jaką rozwijała, jej załoga nie spodziewała się w najbliższej przyszłości otrzymania rozkazu skoku.
Kapitan Smyth z „Tanukiego” uwijał się jak w ukropie, kierując jednostki pomocnicze w pobliże najmocniej uszkodzonych okrętów wojennych, aby zapewnić im niezbędną pomoc w najpilniejszych naprawach.