wymieniło pomiędzy sobą jednoznaczne spojrzenia i ruszyło przodem.
- O co chodzi, Harry? - zapytała dziewczyna, kiedy zatrzymali się w ustronnym
miejscu.
Harry czuł na karku podejrzliwy wzrok Rona, ale nie miał wyboru.
- Chciałbym prosić cię o przysługę - szepnął.
- Co się stało z twoim głosem? - zapytała zaskoczona.
- Ee... To długa historia - odparł, machając lekceważąco ręką. Szybko wytłumaczył
jej, o co chodzi, a ona z chęcią zgodziła się mu pomóc.
Ron przez cały wieczór obserwował go podejrzliwie, ale na szczęście nie zadawał
pytań. Przynajmniej na razie.
Podczas kolacji Harry nie przełknął niemal niczego. Gardło okropnie go paliło i miał
wrażenie, jakby zostało poharatane mieczami. Kiedy wraz z przyjaciółmi dotarł do
Pokoju Wspólnego, natychmiast skierował kroki do dormitorium. Chwilę pogrzebał w
kufrze i wyciągnął z niego te same czarne spodnie, które założył na urodziny
Snape'a, i ciepły, śnieżnobiały golf, który również kupił w Hogsmeade podczas
ostatniej wizyty. W końcu Snape zaprosił go do siebie. Nie mógł pójść jak
obszarpaniec.
Szybko przebrał się, wcisnął do kieszeni pelerynę i zbiegł na dół do czekającej już na
niego Ginny.
- Harry, wyglądasz... - zaczęła.
- ...tak inaczej - dokończyła Hermiona, pojawiając się obok niej. - Jeszcze nigdy nie
widziałam cię takiego...
- ...olśniewającego - zakończyła rudowłosa, uśmiechając się z zachwytem.
- Ee... - wydukał, czując, że się rumieni.
- Idziecie gdzieś razem? - Ron wyłonił się nagle za ich plecami, mrużąc podejrzliwie
oczy.
- A co cię to obchodzi? - fuknęła Ginny i złapała Harry'ego za rękę, pociągając go do
wyjścia. Rudzielec otworzył usta, żeby coś powiedzieć, ale Hermiona chwyciła go za
ramię i odciągnęła w drugą stronę.
Kiedy Harry i Ginny znaleźli się już na korytarzu, uśmiechnęli się do siebie z ulgą.
- No, udało się. Teraz możesz spotkać się ze swoją tajemniczą wybranką. - Mrugnęła
do niego. Harry wyszczerzył się.
- Dzięki. Spotkamy się tutaj przed dziesiątą.
- Ja też dziękuję. Ty również pomogłeś mi się wymknąć. Ron nie będzie się tak
rzucał, jeżeli będzie myślał, że jestem z tobą. To do zobaczenia. - Pomachała mu i
zniknęła w korytarzu prowadzącym ku zachodniej wieży, w której znajdowała się
siedziba Krukonów.
Harry rozejrzał się uważnie wokół, po czym zarzucił na siebie pelerynę i przemknął
do lochów. Szybko przemierzył gabinet i zanim zapukał do komnat, zdjął pelerynę i
poprawił włosy. Poskutkowało to jednak jedynie tym, że zaczęły sterczeć jeszcze
bardziej.
Kiedy wszedł do pomieszczenia, Severus siedział w fotelu, wpatrzony w ogień. Nie
pracował nad niczym, nie czytał. Po prostu czekał.
"Na mnie" - uświadomił sobie chłopak i poczuł wewnątrz siebie ciepły prąd.
- Dobry wieczór, Severusie - wyszeptał ochryple i podszedł do czarnego fotela.
Dopiero kiedy opadł na niego z westchnieniem, Snape odwrócił głowę. Jego oczy
spoczęły na Harrym i... rozszerzyły się momentalnie. A następnie bardzo powoli
przesunęły się wzdłuż ciała Harry'ego, do bioder i z powrotem ku twarzy. Pojawił się
w nich drapieżny błysk.
Harry poczuł, że robi mu się gorąco. Miał wrażenie, jakby wzrok Severusa przenikał
go i rozbierał, z jawną przyjemnością wchłaniając wszystko, czego pragnął. I
wyglądało na to, że to, co widział... niezwykle mu się podobało. Harry zaczął się
wiercić, nie potrafiąc wytrzymać napastliwej intensywności tego spojrzenia, i
odchrząknął.
Dopiero teraz zauważył stojącą przed nim na stoliku małą buteleczkę.
- Co to jest? - zapytał, biorąc ją do ręki. W środku znajdował się gęsty, biały płyn.
- Coś na twoje gardło - odparł Severus. Nawet nie spojrzał na butelkę, tak jakby
ubrany w śnieżnobiały golf Harry całkowicie pochłonął jego uwagę i nie potrafił
oderwać od niego wzroku.
- To miło, że o tym pomyślałeś, Severusie - uśmiechnął się i szybko wypił zawartość
fiolki. Kiedyś pewnie by się zawahał, ale teraz było inaczej. Teraz ... całkowicie mu
ufał.
Poczuł przyjemny chłód spływający w dół gardła i wypłukujący ból. Zamknął oczy,
rozkoszując się tym miłym doznaniem. Kiedy je otworzył, ponownie został przeszyty
pełnym dziwnego blasku spojrzeniem Severusa. Odchrząknął z zakłopotaniem.
- Teraz znacznie lepiej. Dziękuję. - Odstawił butelkę na stolik i przez chwilę w
pomieszczeniu panowała niezręczna cisza. - Napiłbym się czegoś - wypalił w końcu,
nie mogąc już znieść tego unoszącego się w powietrzu napięcia.
Snape zamrugał, jakby wyrwany z transu, po czym spojrzał na barek. Machnął
różdżką i Harry zobaczył, jak jedna z butelek odkorkowuje się i nalewa do wysokiej,
zdobionej szklanki przezroczystego, połyskującego srebrzyście płynu. Podfrunęła do
niego i wylądowała na stoliku.
- Ale tylko jedną porcję, Potter. Nie zniosę po raz kolejny twoich pijackich ekscesów.
- O ile dobrze pamiętam, to z przyjemnością je wykorzystałeś - odgryzł się.
- Ale to nie ja tańczyłem nago na stole - odparował Snape ze złośliwym
uśmieszkiem.
Harry zamrugał.
Co? Tego sobie nie przypominał... Przecież nie był chyba aż tak pijany... Pamiętałby
o czymś takim.
- Kłamiesz - burknął, wypijając kilka łyków słodkiego alkoholu. Snape uniósł brwi i