łapczywie lizać i przygryzać zębami. Severus zesztywniał na moment i wciągnął ze

świstem powietrze, zaskoczony tym nagłym doznaniem.

Ale Harry postanowił nie dać mu nawet chwili czasu na zastanowienie się i

ewentualną reakcję. Wsunął drugą dłoń pomiędzy ich ciała i zacisnął ją na kroczu

mężczyzny, pocierając je i ugniatając.

- Tak bardzo... cię pragnę - wyszeptał chrapliwie, na przemian całując i liżąc ucho

oraz przestrzeń za nim. Snape na razie nie wykazywał chęci odsunięcia go albo

zamordowania i odległa część umysłu Harry'ego zanotowała to jako przyzwolenie.

Zresztą sam czuł się teraz tak, jakby znalazł się na bardzo szybkiej karuzeli, której

nie potrafił zatrzymać. Albo i nie chciał. Pulsująca w uszach krew w połączeniu ze

spływającym do podbrzusza żarem napędzała go i nie pozwalała mu się zatrzymać

albo pomyśleć. Jedyne, co odczuwał, to pragnienie. - Chcę... chcę... - szeptał

pomiędzy szybkimi, zachłannymi pocałunkami, które składał na chłodnej, długiej szyi

Severusa. Czuł przez materiał spodni, że mężczyzna robi się twardy. - Chcę, byś...

wyjęczał moje... imię... - Ścisnął mocniej, wpijając się ustami w obojczyk i ssąc.

Ale jedynym słowem, które wyrwało się ust Mistrza Eliksirów, było rozdrażnione:

- Potter!

Harry skrzywił się.

- Nie tak mam na imię... - mruknął. I wtedy poczuł zaciskające się wokół jego

nadgarstków palce. Jego ręce zostały brutalnie odciągnięte. Snape oderwał go od

siebie i odsunął na odległość wyciągniętych ramion.

- Posłuchaj mnie... - zaczął, wzdychając z irytacją.

Harry jęknął z poczucia straty, a żar został zastąpiony nagłym ukłuciem chłodu, który

sprawił, że zadrżał.

Snape go nie chce. Nikt go nie chce. W takim razie sobie pójdzie... Pójdzie gdzieś,

gdzie nikt go nie znajdzie.

Wyrwał ręce i nie czekając na jakąkolwiek reakcję mężczyzny, ruszył w kierunku, w

którym miał nadzieję, że znajduje się wyjście. Ale jego krótka podróż została

natychmiast udaremniona.

- A ty dokąd się wybierasz? - Snape złapał go za kaptur i pociągnął z powrotem.

Harry zachwiał się i zrobił kilka kroków w tył. Mężczyzna złapał go za ramiona,

postawił przed sobą i pochylił się lekko, wbijając w niego niezwykle poważne

spojrzenie. - Nie zachowuj się jak dziecko, Potter. Po pierwsze, jesteś pijany, a po

drugie, jest środek nocy. To nie czas na to. Rozumiesz?

Harry pokiwał ponuro głową, wpatrując się w ciągnący się nieskończenie na przedzie

czarnej szaty rząd guzików. Rozmywały mu się przed oczami. Dlaczego było ich aż

tak dużo? I dlaczego tak wirowały? Coraz szybciej i szybciej i szybciej i...

Zrobiło mu się niedobrze. Zasłonił usta dłonią i oparł się o Severusa, czując, że nogi

odmawiają mu posłuszeństwa.

Tym razem nie został odsunięty. Usłyszał tylko ciężkie westchnienie, które musnęło

jego włosy. Zacisnął powieki, modląc się, by wirowanie ustało, i mocniej przycisnął

policzek do szorstkiej szaty.

Okropne uczucie, jakby ktoś mieszał mu chochlą w żołądku, powoli ustawało. Jego

przyspieszony oddech uspokajał się. Odsunął dłoń od ust i owinął ramiona wokół

Snape'a. Nie potrafił się powstrzymać. Uwielbiał to. Uwielbiał tulić się do Severusa i

czuć jego wdzierający się aż do umysłu mocny zapach. Uwielbiał słuchać bicia jego

serca. Uwielbiał czuć się taki... bezpieczny. Uwielbiał także to, że Severus był od

niego wyższy. Dużo wyższy i dużo silniejszy. A Harry sięgał mu zaledwie do

podbródka i czuł się przy nim taki... taki... kruchy. Uwielbiał być w jego mocy, być od

niego zależny, czuć, że Severus jest przy nim i opiekuje się nim. I że nie musi sam

już zmagać się z tym wszystkim, co spadało mu na głowę. Że nie musi już tego

dźwigać, bo ma kogoś silniejszego i potężniejszego od siebie, kto mu w tym pomoże

i zabierze ten ciężar, z którym przez całe życie musiał zmagać się sam.

Pamiętał, jak Severus wyciągnął go z depresji. I jak wmawiał mu, że nie da rady sam

pokonać Voldemorta. Może był uszczypliwy i wredny, ale pomagał mu się podnieść.

A to było... kojące.

- ...er! Potter, do jasnej cholery, słyszysz mnie?

Harry zamrugał, powracając do rzeczywistości. Oderwał policzek od klatki piersiowej

mężczyzny i spojrzał w górę, wprost w zmrużone i wpatrujące się w niego czarne

oczy. Przesunął wzrok niżej i zatrzymał go na zaciśniętych w cienką kreskę ustach.

Oblizał wargi.

- Dlaczego nie chcesz mnie całować? - wypalił nagle. Oczy Snape'a rozszerzyły się

na chwilę, by ponownie się zmrużyć, przybierając odpychający wyraz. Ale Harry w

swoim obecnym stanie nie potrafił odbierać sygnałów ostrzegawczych tak wyraźnie

jak zazwyczaj. - Przecież to nie jest takie trudne. Tonks całow... - urwał nagle. Chyba

nie powinien o tym mówić. Przynajmniej nie Severusowi.

Oczy Snape'a, o ile to możliwe, zmrużyły się jeszcze bardziej i zamieniły w wąskie

szparki.

- Czy jest coś, o czym chciałbyś mi powiedzieć, Potter? - wycedził grobowym głosem.

- No, ja w zasadzie to... - Jak to ująć, żeby się za bardzo nie wygadać? Dlaczego

miał wrażenie, że jego mózg zamienił się w papkę? - Tonks bardzo dobrze całuje -

wypalił w końcu. - I nie boi się tego. Dlaczego ty nie mógłbyś też...? - urwał nagle,

Перейти на страницу:

Поиск

Книга жанров

Похожие книги