- Nie tak głośno.. - wymamrotał. - Moja głowa...
Teraz jeszcze bardziej zaczęło mu w niej wirować. Dlaczego Snape robił taki hałas?
Sapnął gwałtownie, kiedy poczuł zimne palce zaciskające się na jego gardle tak,
jakby chciały go udusić, i usłyszał wydobywający się z zaciśniętych wściekle ust syk:
- Odpowiadaj!
- Szedłem do dormitorium - wymamrotał Harry. - Nie wiem, dlaczego nagle zamieniło
się w twój gabinet. To trochę... dziwne, nie uważasz?
- Zaraz... - Oczy Snape'a zmrużyły się jeszcze bardziej. - Szedłeś do dormitorium?
Czy mam rozumieć, że ta rożowowłosa ignorantka, zamiast was pilnować, pozwoliła,
żebyście się pospijali i na dodatek przyprowadziła was do zamku w ŚRODKU
NOCY? - Głos Snape'a podnosił się z każdym słowem, by na samym końcu przejść
w niezwykle głośne i wybijające dziury w mózgu Harry'ego dźwięki. - I zamiast was
przynajmniej odprowadzić do łóżek, zostawiła na pastwę losu i pozwoliła, żebyście
pałętali się po korytarzach w takim stanie?!
- Nie krzycz tak, Severusie... - odparł słabo Harry, opuszczając ręce, którymi
próbował zasłonić uszy. Dłonie mężczyzny puściły jego szyję i, pozbawiony nagłego
odparcia, o mały włos nie upadł na podłogę. Z trudnością udało mu się przytrzymać
ściany i odzyskać równowagę.
Snape zaczął przemierzać gabinet długimi, rozwścieczonymi krokami, jakby
próbował w ten sposób pozbyć się chociaż odrobiny rozsadzającej go furii.
- Jak dyrektor mógł na to zezwolić? Jak mógł powierzyć was opiece takiej
nieodpowiedzialnej, bezmyślnej niedorajdy?! Złożę na nią raport! Nie ujdzie jej to na
sucho! Świadomie naraziła was na niebezpieczeństwo! Jako nauczycielka powinna...
- Tęskniłem za tobą - przerwał mu Harry. Mężczyzna zamilkł i spojrzał na niego tak,
jakby wyrosła mu druga głowa. Harry opierał się o ścianę i patrzył w podłogę. - Przez
cały wieczór myślałem... o tobie. Ale ciebie nie było. Wszyscy tam byli. I się obcis...
ości... obściskiwali. I robili inne rzeczy. A ciebie tam nie było... i ja... tęskniłem. I chciałem tylko wrócić do ciebie. To było głupie, że poszedłem. Mogłem... z tobą.
Robić inne rzeczy. Być. - Przez chwilę panowała cisza i resztka racjonalnie
myślącego umysłu Harry'ego zaczęła się zastanawiać, co to oznacza, ale ta
większość, która była całkowicie pijana, zupełnie się tym nie przejęła, zbyt skupiona
na niekontrolowanym wyrzucaniu z siebie wszystkiego, co tylko ślina przyniosła mu
na język. - Następnym razem wezmę cię ze sobą. Tak. Wezmę. I wszystko będzie
dobrze. I już nie będę się czuł taki samotny...
- Nie wyglądało, jakbyś był aż tak bardzo samotny, Potter. - Chłodne, odległe słowa
przerwały jego wywód i zmusiły go do oderwania się na chwilę od swojego ciągu
myśli i skupieniu na przypatrującemu mu się spod przymrużonych powiek Severusie.
A tak, Ginny... pamiętał. Przypomniał sobie też, że układał wymówki na tę właśnie
okazję, ale teraz one wszystkie wydawały się jakieś durne. Zresztą i tak wyleciały mu
z głowy. Spróbował się skupić i przypomnieć sobie, co tylko był w stanie, z tamtego
wypadku. I powiedzieć wszystko, co wie. Całą prawdę. Prawda to chyba najlepsza
wymówka.
- Ale... to był tylko jeden taniec. Ona mnie zmusiła. Przyprowadziła swojego chłopaka
i taką durną dziewczynę, która ciągle się na mnie gapiła. - To nie była dobra
odpowiedź, sądząc po nagłym rozbłysku wściekłości w czarnych oczach, ale Harry
był zbyt pijany, by to zauważyć. - No i ona ciągle chciała, ta idiotka, Anastassy, czy
jakoś tak... no więc ona chciała, żebym z nią zatańczył. No to poszedłem do Ginny i
poprosiłem, żeby ją ode mnie zabrała. Ale Ginny powiedziała, żebym z nią zatańczył
i zaczęła mnie uczyć. Ale ja nie chciałem! Tylko że tak dobrze mi szło, no i tak sobie
pomyślałem... pomyślałem, że to ty, a nie ona. To znaczy, że ty jesteś nią. - Chyba
coraz bardziej się pogrążał, sądząc po nagłym spadku temperatury w pomieszczeniu
i gęsiej skórce, którą poczuł. - To znaczy... - Zacisnął powieki, próbując poskładać
wirujące szaleńczo myśli, ale nie był w stanie tego zrobić. - Widziałem cię i myślałem,
że z tobą tańczę. Widziałem cię, kiedy zamknąłem oczy. Chciałem, żebyś to był ty. A
później je otworzyłem i naprawdę cię zobaczyłem. I przestraszyłem się tego, co sobie
pomyślisz. I się potknąłem. I ona na mnie wpadła. Ale ją zepchnąłem! Widziałeś, że
ją zepchnąłem? - Spojrzał z nadzieją w obserwującą go z uwagą twarz Snape'a,
który w czasie, kiedy Harry mamrotał wyjaśnienia, podszedł do niego i teraz stał tuż
przed nim i przypatrywał się z uwagą jego rozszerzonym, zamglonym alkoholem
zielonym oczom, jakby poddawał je analizie.
Przez chwilę panowała cisza. A wszystkie zmysły Harry'ego, które były w stanie
odbierać jeszcze jakiekolwiek bodźce, krzyczały, żeby nie ruszał się i nie odzywał.
- Dobrze - powiedział w końcu Severus i Harry poczuł, że całe jego ciało omdlewa z
ulgi, chociaż powoli już zapominał czego ona dotyczyła. - Ale ograniczysz kontakty z
panną Weasley do niezbędnego minimum. Nie wiem, czy w stanie, w którym się
obecnie znajdujesz, cokolwiek do ciebie dotrze, lecz z pewnością pamiętasz moje