Ponownie rozejrzał się po rozchodzących się we wszystkich kierunkach korytarzach.
Gdzie miał iść? Chyba do dormitorium. Tak, raczej tak. Pewnie wszyscy tam poszli. I
on też musiał iść. Ale zaraz... którędy się tam szło? Chyba jakoś... w prawo. Tak,
pewnie tak.
Skręcił w lewo i zatrzymał się po kilku niepewnych krokach. Może lepiej będzie, jeżeli
założy pelerynę niewidkę, na wypadek, gdyby natknął się na Filcha?
Zarzucił na głowę kaptur bluzy i starając się nie robić hałasu, zaczął skradać się
korytarzem. Nie było to wcale łatwe, kiedy podłoga uciekała mu spod nóg, a ściany
niebezpiecznie ciągnęły go w swoją stronę. Ale w końcu, odbijając się czasami od
jednej z nich i nie potrafiąc nawet powiedzieć, gdzie jest góra, a gdzie dół, ponieważ
wszystko wokół niego wirowało, dotarł pod portret Grub...
Stanął, a właściwie zachwiał się, i zmarszczył brwi. Grubej Damy nie było na swoim
portrecie. A w zasadzie to nie było żadnego portretu. Przed oczami widział tylko
falujące dziwnie, ciężkie, drewniane drzwi. Zamrugał kilka razy, jakby spodziewając
się, że jeżeli zamknie oczy, to portret się pojawi, ale nic takiego się nie wydarzyło.
Wzruszył więc ramionami i wypowiedział głośno i wyraźnie:
- Wierzba Bijąca.
Drzwi nie zareagowały. Spojrzał na nie wyzywająco i powtórzył:
- Wierzba Bijąca.
Nic się nie wydarzyło. Dziwne. Był pewien, że to dobre hasło. Jeszcze rano działało.
- No otwórzcie się, wy głupie... Au! - syknął, kiedy kopnął w drewnianą powierzchnię,
a ona okazała się zadziwiająco i boleśnie twarda. Nie widząc więc innego wyjścia,
zaczął uderzać w nią pięściami.
- Ron! Ron! Wpuść mnie! Ron!
Ale nic się nie działo. Drzwi pozostały zamknięte. Harry westchnął z rezygnacją i
osunął się na podłogę.
Dobra, jeżeli nikt go nie chce wpuścić, to będzie spał tutaj! Oparł się plecami o drzwi, podwinął kolana i opuścił głowę. Dziwne, ale kiedy zamykał oczy, to wszystko
wirowało jeszcze bardziej. I to wcale a wcale nie było przyjemne.
Potrząsnął głową, próbując pozbyć się wykwitających mu pod powiekami, kolorowych
plam, ale wtedy drzwi otworzyły się i Harry, pozbawiony oparcia, wpadł do środka.
Uderzył głową o posadzkę i zacisnął powieki, czując tępy ból w czaszce.
- Ała! - jęknął. - To nie było miłe. Mogłeś na mnie zaczekać, Ron. I co się stało z
Grubą Damą? Wyjechała? - mamrotał, próbując otworzyć oczy.
Ron nie odpowiadał. Ale Harry słyszał nad sobą ciężki oddech, tak jakby ktoś
próbował oddychać przez zaciśnięte zęby. Po kilku nieudanych próbach, Harry'emu
udało się w końcu unieść powieki.
A to, co ujrzał, sprawiło, że natychmiast zacisnął je ponownie.
Chyba ma przywidzenia.
Ostrożnie otworzył jedno oko, później drugie, ale pochylająca się nad nim sylwetka
nie zniknęła. Wyglądała jedynie na absolutnie wściekłą.
Zaraz, coś się tu nie zgadzało...
Harry zmarszczył brwi i spojrzał prosto w odwrócone do góry nogami, ale równie
głębokie jak zawsze czarne oczy i zapytał:
- Co robisz w moim dormitorium, Severusie?
34. You have no idea.
You make this all go away
You make this all go way
I just want something
I just want something I can never have*
- Co robisz w moim dormitorium, Severusie?
Snape zmarszczył brwi i przewiercając Harry'ego wzrokiem, którym mógłby ciąć
szkło, syknął:
- W twoim do...? - urwał, zacisnął zęby i nie zastanawiając się długo, złapał Harry'ego
za bluzę, podciągnął do góry, popchnął go na ścianę i zatrzasnął drzwi.
Kiedy Harry'emu udało się w końcu przytrzymać ściany, ponieważ miał wrażenie, że
podłoga uwzięła się na niego i za wszelką cenę próbuje go przewrócić, przypomniał
sobie coś bardzo ważnego.
- Zaraz... jak to możliwe, że... że nmie... mnie wiś...dzisz? - Sięgnął do swojego
kaptura i stwierdził, że jest na miejscu. - Chyba peleryna mi się popsuła -
wymamrotał do siebie.
Usłyszał łopot szaty Snape'a, kiedy mężczyzna odwrócił się od zapieczętowanych i
wygłuszonych drzwi i spojrzał na Harry'ego wzrokiem bazyliszka.
- Potter! Jesteś kompletnie pijany!
- Nieprawda - obruszył się Harry, potrząsając głową, by pozbyć się plam przed
oczami. - Wypiłem tylko kilka... piw kremowych. - Zacisnął powieki, gdyż miał
wrażenie, jakby znalazł się na karuzeli. - Naprawdę powin... poniw... powinieneś
zrobić coś z tą podłogą, Severusie. Strasznie się trzęsie. I faluje. Nie jesteśmy chyba
na tym... no... na statku?
Harry był kiedyś na statku. Pamiętał, jak Dursleyowie zabrali go na wycieczkę i jak
Dudley przez cały czas wymiotował za burtę, a wuj Vernon wszczął awanturę i
zażądał natychmiastowego powrotu do portu. Było zabawnie.
Ale rozchwiane wspomnienia Harry'ego zostały przerwane przez pojawiającą się w
polu widzenia, ściągniętą z wściekłości twarz Mistrza Eliksirów. Snape przycisnął go
do ściany z taką siłą, jakby chciał go w nią wgnieść.
- Potter, wytłumacz mi, jak doszło do tego, że przylazłeś tutaj w środku nocy,
całkowicie odsłonięty, zacząłeś dobijać się do mojego gabinetu, robiąc hałas na cały
zamek, i rozwaliłeś się pod moimi drzwiami, uznając je za swoje posłanie? KAŻDY
MÓGŁ CIĘ ZOBACZYĆ!!! - Snape ryknął tak, że Harry'emu zaczęło dzwonić w
uszach.