klejnot. Ale zawsze myślał, że Snape ignoruje jego wiadomości. Nigdy mu nie
odpowiedział.
Czy Snape siedział i czekał na wiadomość od Harry'ego? Czy to oznaczało, że... lubił
je otrzymywać? Że się do nich przyzwyczaił? I kiedy Harry mu jej nie wysłał, domyślił
się, że coś jest z nim nie w porządku?
Nie, to chyba niemożliwe. Może po prostu pracował do późna nad jakimś eliksirem i
tak sobie o nim pomyślał i zorientował się, że Harry nie przesłał mu "dobranoc" i domyślił się, że nie śpi i postanowił zapytać, dlaczego i...
Och, do diabła z tym!
Nie mogę zasnąć - odesłał po chwili wahania. - Posiedzę sobie w Pokoju Wspólnym i
pójdę spać trochę później. Dobranoc.
Tak, to wystarczy. Odłożył kamień i ponownie ukrył twarz w dłoniach. Łzy przestały w
końcu płynąc, ale oczy nadal go szczypały. Zdjął okulary i zaczął trzeć powieki,
próbując pozbyć się tego nieprzyjemnego uczucia, że lada chwila znowu się
rozpłacze.
Nie może płakać. Nie jest dziewczyną. Tylko dziewczyny płaczą.
Zresztą... powinien szukać dobrych stron. Przynajmniej nie powiedział Snape'owi, że
go kocha. Tak, to zdecydowanie była jaśniejsza strona. Przecież gdyby powiedział
mu coś takiego... byłby skończony.
Wziął kilka głębokich oddechów, próbując uspokoić swoje bijące zdecydowanie za
szybko serce i pozbyć się uścisku w gardle.
Spokojnie, wszystko będzie dobrze...
Tak, jasne...
Założył okulary ponownie i po prostu ukrył twarz w dłoniach, próbując dojść do
porozumienia z trzepoczącymi nieprzyjemnie w jego sercu uczuciami.
I wtedy usłyszał szelest odsuwającego się portretu.
No pięknie, brakowało mu tylko jakiegoś spóźnionego, wracającego z nocnej
wyprawy Gryfona, który będzie zakłócał jego spokój. Może go nie zauważy? Może po
prostu sobie pójdzie do dormitorium i nie będzie go zaczepiał?
"Proszę, idź sobie" - powiedział w myślach. - "Chcę być sam."
- Potter?
Harry poderwał gwałtownie głowę.
To niemożliwe!
Odwrócił się i spojrzał prosto w przypatrujące mu się uważnie, zmrużone czarne oczy
stojącego tuż za nim Mistrza Eliksirów.
Wszystkiego mógł się spodziewać, ale... Snape... w Pokoju Wspólnym Gryffindoru...
Snape tutaj?!
Poderwał się z kanapy i potknął o stolik.
- Ja... Co ty tu...? Co się...? Ja nie... - jąkał się, próbując jednocześnie złapać
równowagę. Wyprostował się, po czym natychmiast spuścił głowę i szybko uciekł
wzrokiem, wbijając go w odległy kąt pokoju.
Snape nie może zobaczyć jego twarzy! Harry podejrzewał, jak musiał wyglądać. Nie
chciał... nie chciał, żeby Severus to dostrzegł... Cholera, gdyby przyszedł chwilę
wcześniej, mógłby zobaczyć...
Usłyszał cicho wymamrotane zaklęcie i poczuł, jakby wszystko wokół nagle ucichło.
Nie słyszał trzasku ognia w kominku czy dochodzącego z góry chrapania. Ani
odgłosu tykającego cicho zegara.
Snape musiał rzucić jakieś zaklęcie wyciszające, albo coś w tym rodzaju. I
maskujące, jeżeli o tym mowa, ponieważ Harry zauważył rozrastające się, migoczące
niczym bańka mydlana pole, które ich otoczyło.
No tak, jak zawsze ostrożny...
- Potter. - Głos mężczyzny zabrzmiał wyjątkowo głośno w otaczającej ich ciszy. -
Wiem, że nie byłbyś sobą, gdybyś nie zignorował mojego polecenia, ale w tej
sytuacji... - urwał na chwilę i wyglądało na to, że zastanawia się nad kolejnym
zdaniem. Harry nie uniósł ani nie odwrócił głowy. W jego umyśle kotłowało się zbyt
dużo pytań. I zbyt dużo emocji. Czego Snape mógł od niego chcieć? Przecież chyba
nie przyszedł aż do wieży Gryffindoru, żeby kazać mu iść do łóżka. - Mam ci coś
ważnego do powiedzenia i chciałbym, żebyś dobrze mnie wysłuchał - kontynuował
mężczyzna. Jego głos był już cichszy, spokojniejszy. Ale coś w nim zgrzytało. - I
radzę ci przestać wgapiać się w ten niewymownie interesujący deseń na dywanie i
spojrzeć na mnie, kiedy do ciebie mówię.
Harry zagryzł wargę, czując, że jego serce zaczyna bić coraz szybciej.
Nie było mowy, aby mógł zignorować to polecenie. Ale nie chciał podnosić głowy.
Tak bardzo nie chciał. Nie chciał, żeby Snape się dowiedział... Nie chciał, żeby wziął
go za jakiegoś mazgaja, który nie potrafi uporać się ze swoimi uczuciami. Przełknął
ślinę, czując się całkowicie rozdarty.
- Nie każ mi tego drugi raz powtarzać. - Głos mężczyzny stał się ostrzejszy,
chłodniejszy.
Harry westchnął i powoli uniósł głowę, spoglądając prosto we wbijające się w niego
czarne oczy.
W momencie, kiedy wzrok mężczyzny padł na twarz Harry'ego, na jego
zaczerwienione oczy i nie do końca jeszcze zaschnięte ślady łez na policzkach...
jego źrenice rozszerzyły się gwałtownie, a usta rozchyliły nieznacznie, wciągając ze
świstem powietrze. Wyglądał tak, jakby ktoś trafił w niego zaklęciem oszałamiającym.
A Harry czuł się wyjątkowo głupio, wiedząc, że wszystkie ślady miotających nim
uczuć są wyraźnie widoczne na jego twarzy. Zarumienił się i natychmiast opuścił
głowę ponownie. To był błąd, nie powinien był w ogóle...
W powietrzu zawisła cisza. Teraz jeszcze bardziej doskwierająca, kiedy nie słychać
było wokół żadnego innego dźwięku, poza dwoma oddechami. Jednym
przyspieszonym i jednym spokojnym. I szelestem szat. I odgłosem kroków.