spokojne bicie jego serca i wiedział, że tu jest jego miejsce. Dokładnie tu, przy nim, w tych chłodnych ramionach, które oplatały go teraz powoli, jakby niepewnie... i także
przyciągały do siebie.
Harry zacisnął powieki i po prostu wtulał się w ciemność, otoczony zapachem i
oddechem Snape'a. I marzył tylko o tym, aby mógł zostać tak już na zawsze.
Wiedział, że nie cofnąłby niczego, co zrobił, nie zmienił żadnego swojego wyboru,
który doprowadził go aż tutaj, do tego miejsca. Że każda decyzja, każda cena, którą
zapłacił, była tego warta. I zawsze będzie.
- Czy teraz pójdziesz spać? - usłyszał cichy głos tuż nad swoją głową. Mruknął coś w
odpowiedzi, wtulając się głębiej w ramiona Severusa. - Potter, zadałem ci pytanie. -
Głos stał się nieco ostrzejszy i Harry westchnął z rezygnacją. Lepiej nie wystawiać na
próbę cierpliwości Severusa. Poza tym znajdowali się przecież w Pokoju Wspólnym
Gryffindoru. Snape może i rzucił na nich jakieś maskujące zaklęcia, ale to nadal nie
było zbyt bezpieczne miejsce.
Harry westchnął jeszcze raz, puścił Severusa i odsunął się, spoglądając na niego z
uśmiechem.
- Pójdę - odparł cicho, sięgając po dłoń mężczyzny i przysuwając ją do swoich ust. -
Pójdę, oczywiście. Już zaraz. Tylko... - wymamrotał, po czym zamilkł i po prostu
pocałował chłodne palce. Opuścił powieki i całował. Całował opuszki palców,
knykcie, szorstką, poprzecinaną bliznami i stwardnieniami skórę wewnętrznej strony
dłoni. I nie potrafił przestać. Przepełniała go taka radość i wdzięczność, że nie byłby
jej w stanie wyrazić nawet tysiącami pocałunków. - Dziękuję - wyszeptał jeszcze raz,
całując po raz kolejny opuszki palców. Uniósł powieki i spojrzał we wbite w siebie,
migoczące oczy Severusa.
Tak, widział w nich blask. Teraz jeszcze wyraźniejszy niż przedtem. I znacznie
bliższy. Severus oblizał wargi i łagodnie wyciągnął dłoń z uścisku Harry'ego.
- Wystarczy już, Potter. Miałeś iść spać.
Harry zmusił się, aby puścić jego rękę.
- A tak. Już. Spać. Jasne. - Uśmiechnął się szeroko i zrobił kilka kroków w tył.
Och, i tak wiedział, że nie zaśnie. Czuł się zbyt szczęśliwy, a to uczucie płonęło w
nim i nasycało go energią. Wydawało mu się nieprawdopodobne, że jeszcze chwilę
temu rozklejał się na tej kanapie, a teraz miał wrażenie, że niewiele dzieli go od
podskakiwania.
Od depresji do szczęścia w kilka chwil. Tylko Snape potrafił go do tego doprowadzić.
Podszedł tyłem do schodów, nie spuszczając wzroku z przypatrującego mu się
zmrużonymi oczami mężczyzny.
Ale zanim odwrócił się, aby wbiec na górę, uśmiechnął się jeszcze raz i powiedział
radosnym szeptem:
- Dobranoc, Severusie.
Na wargach Snape'a pojawił się krzywy uśmieszek.
- Dobranoc.
Harry odwrócił się i wbiegł po schodach, czując, że jego serce jest lżejsze niż
kiedykolwiek.
* "Something I can never have" by Nine Inch Nails
_________________
--- rozdział 35 ---
35. Christmas Time
I'm lost in you everywhere I run
Everywhere I turn I'm finding something new
Lost in you, something I can't fight
I cannot escape
I could spend my life lost in you! Lost in you!*
Część 1
Harry obudził się w niezwykle dobrym humorze, pomimo tego, że zasnął dopiero nad
ranem, kiedy niebo już się rozjaśniało. Nawet metaliczny posmak w ustach, język
przylepiony do podniebienia i pulsujący ból głowy nie potrafiły mu zepsuć
samopoczucia. I nie czuł się wcale zmęczony. No, może odrobinę... To nieważne, że
nogi się pod nim uginały, a kiedy wstał, zakręciło mu się w głowie i musiał usiąść
ponownie na łóżku, aby się nie przewrócić. Przepełniała go radosna energia i
przyjemne podekscytowanie. Po tym, co się wczoraj wydarzyło, najbliższe dziesięć
dni przerwy świątecznej zapowiadało się jeszcze lepiej, niż wcześniej. Musi, musi
dopilnować, aby mieć jak najwięcej czasu, który będzie mógł spędzić z Severusem.
Choćby miał przez cały czas jedynie siedzieć w kącie i gapić się na niego. To
wystarczy.
Przepełniony energią zerwał się z łóżka i po kilku chwiejnych krokach, nie czekając
ani na Rona, ani na Nevil e'a, poszedł wziąć prysznic, po czym zbiegł na dół na
śniadanie. Severusa nie było. Och, a tak bardzo chciał go zobaczyć! Ale może to
dobrze, że go nie było. Nie potrafiłby się chyba powstrzymać, aby się do niego nie
uśmiechać, a to wydałoby się podejrzane.
Wszystko było dobrze, a przynajmniej jego przepełniony endorfinami umysł mu to
wmawiał, dopóki nie spojrzał na ociekające tłuszczem smażone kiełbaski i jajecznicę
na bekonie.
Nagle, nie wiedząc dlaczego, poczuł się bardzo, bardzo źle i ku zaskoczeniu kilkorga
uczniów, którzy tak jak on, przybyli na śniadanie wcześniej, wybiegł z Wielkiej Sali
kierując się prosto do najbliższej ubikacji. Po spędzeniu kwadransa nad jedną z
umywalek, przemył twarz wodą i poczłapał z powrotem. Ron i Hermiona siedzieli już
przy stole i także wyglądali na nieco chorych, ale nie przeszkadzało im to zajmować
się sobą i ledwie zwracać uwagę na otoczenie. Uśmiechali się do siebie, rumieniąc
się na przemian i szepcząc coś zawzięcie. Harry nawet nie starał się podsłuchiwać.