docierały jedynie urywki wypowiadanych przez nich zdań:
- ...obdarta ze skóry... wyobrażasz sobie...
- ...cztery doszczętnie spalone domy... okropieństwo...
- ...półtoraroczne dziecko... wszystkie kości były połamane i zmiażdżone...
- ...to straszne... dobrze, że zostałem w Hogwarcie...
Harry pragnął jedynie tego, żeby się zamknęli. Nie chciał na to patrzeć, nie chciał o
tym słuchać. Nie teraz, nie dzisiaj, nie w taki dzień!
- Harry, wszystko w porządku? Wyglądasz, jakby zaatakowały cię wyżeraki. To takie
małe stworzenia, które wchodzą przez nos, kiedy ktoś jest przygnębiony, i wyjadają
jego mózg. A przez to popada się w jeszcze większe przygnębienie, bo myśli mają
mniej miejsca i ciągle krążą w kółko.
Harry zamrugał i odwrócił głowę w stronę siedzącej obok Luny. Krukonka wbijała w
niego zatroskane spojrzenie i w pierwszej chwili miał ogromną ochotę opowiedzieć
jej o tym, o czym myślał przez resztę nocy, kiedy w końcu wrócił do swojego
dormitorium, o tym wszystkim, co nie pozwalało mu zasnąć. O tym, że to Snape
zamordował tych mugoli, a on się wczoraj z nim pieprzył, tuż po tym jak to zrobił... Że
nawet przez sekundę o nich nie pomyślał, kiedy z niedowierzaniem patrzył, jak
Severus zlizuje z palców jego spermę, smakując ją niczym ambrozję. O tym, że
Snape rzucił w niego klątwą, że chciał rzucić w niego Cruciatusem, ale on go złamał i
poczuł się wtedy tak niewymownie szczęśliwy, że wszystko inne przestało mieć dla
niego znaczenie. O tym, że jak wrócił do dormitorium i spojrzał w lustro, jego twarz
była pokryta ich krwią, którą Severus pozostawił na jego skórze niczym piętno. O
tym, że jego wnętrzności wywracały się za każdym razem, kiedy o tym pomyślał, ale
jednocześnie nie potrafił pozbyć się płonącej w sercu radości z powodu tego, że
udało mu się go złamać i że spędzi dzisiaj z nim wieczór, i noc, i Severus pozwolił mu
przynieść szczoteczkę i piżamę, i...
...do diabła!
- Tak, w porządku - wydusił w końcu. Dziewczyna zmarszczyła brwi, po czym
przeniosła wzrok na leżącą na stole gazetę, a na jej obliczu pojawiło się coś, jakby...
zrozumienie.
- Och, chyba znalazł się powód - powiedziała beztrosko, po czym, jak gdyby nigdy
nic, złapała gazetę i schowała ją w swojej kolorowej torebce ozdobionej paznokciami.
- Mój tatuś zawsze powtarza, że nie warto dręczyć się tym, na co nie mamy wpływu.
Ale dodaje, że w takim razie powinno się to opisać. Wtedy inni zaczną się tym
dręczyć. Ale nie sądzę, żeby to był taki dobry pomysł. Wtedy nie tylko inni mogliby
zacząć się dręczyć, ale też zadręczyliby nas... Nie uważasz? - Posłała mu szeroki
uśmiech.
Harry zamyślił się. Chyba nie miał głowy do takich zakręconych, filozoficznych
rozważań.
- Co? - zapytał, mrużąc oczy. Luna pochyliła się ku niemu i wyszeptała:
- Chodzi tylko o to, że najważniejsze jest to, co ty czujesz. A nie to, co dzieje się
wokół. Harry, tylko ty czujesz ból, kiedy zranisz się w rękę.
Chłopak zamrugał, kompletnie nie rozumiejąc, do czego zmierzała jego przyjaciółka.
- A więc nikt nie ma prawa wmawiać ci, że nie powinieneś go odczuwać. Bo ten ból
jest tylko twój, należy do ciebie. Oni go nie czują i nie rozumieją. A więc nie
powinieneś mieć z tego powodu wyrzutów sumienia.
Harry uśmiechnął się lekko i pokiwał głową. Nie powiedział nawet słowa, a ona i tak
wiedziała, co go gryzło. Jak?
Nie miał już jednak apetytu. W związku z tym pożegnał się i powolnym krokiem ruszył
w stronę Wieży Gryffindoru. Tej nocy w ogóle nie zmrużył oka. Zresztą kiedy wrócił
do siebie, była już prawie trzecia, a on był tak roztrzęsiony i podekscytowany
wszystkimi wydarzeniami, że nawet przez chwilę nie pomyślał o czymś tak
trywialnym jak sen. W jego głowie wirowały myśli i wspomnienia. I obraz Snape'a...
Snape'a ubranego w szaty Śmierciożercy, Snape'a pokrytego krwią, Snape'a
patrzącego na niego tak, jakby Harry był jakimś... cholernym cudem natury.
I jego serce roztapiało się, zapominając o brudzie i wyrzutach sumienia.
***
Po raz piąty w ciągu zaledwie dwóch minut Harry przejrzał się w lustrze,
sprawdzając, czy aby na pewno dobrze wygląda. Tym razem nie miał do dyspozycji
ani ekspedientki, ani Ginny, po reakcjach których mógłby to ocenić.
Severus powiedział, że przygotuje kolację, co samo w sobie było tak abstrakcyjne, że
wymagało szczególnego ubioru. Na dodatek miała to być ich ostatnia wspólna noc,
ponieważ jutro po południu mieli wrócić wszyscy uczniowie, a to oznaczało koniec ich
codziennych, a także całonocnych spotkań. Harry'emu było przykro z tego powodu,
szczególnie, że po tym, co wydarzyło się dzisiejszej nocy, podejrzewał, iż teraz
wszystko się zmieni i będzie wyglądać zupełnie inaczej. I miał szczerą nadzieję, że
będzie to zmiana na lepsze.
Ponownie spojrzał w lustro i spróbował wygładzić zagniecenia na ciemnogranatowej
przylegającej do ciała bluzce, uszytej z miękkiego, przyjemnego w dotyku materiału i
ozdobionej białymi paskami oplatającymi przeguby trochę zbyt długich rękawów.
Dopasował do tego równie ciemne, granatowe spodnie z materiału
przypominającego nieco dżins, ale znacznie gładszego w dotyku, i czarne buty.