Wydawało mu się, że prezentuje się dobrze, ale brak jakiegokolwiek potwierdzenia

sprawiał, iż wcale nie był tego taki pewien. Chciał po prostu ładnie się ubrać. To miał

być w końcu wyjątkowy wieczór. Miał nadzieję, że i tym razem Snape to doceni. W

końcu czekał na tę chwilę przez cały dłużący mu się niemiłosiernie dzień.

Severus nie pojawił się na żadnym posiłku, a Harry został jeszcze przed obiadem

zaprzęgnięty przez profesor McGonagall do czyszczenia Wielkiej Sali po

sylwestrowych fajerwerkach. Po południu udał się w odwiedziny do Hagrida. Przy

pożegnaniu oznajmił, że nie przyjdzie na kolację, ponieważ jest zmęczony po

poprzedniej nieprzespanej nocy i chciałby się wcześniej położyć.

Kilka razy przygładził sterczące na wszystkie strony włosy, co okazało się, jak

zwykle, całkowicie bezskutecznym działaniem, po czym uśmiechnął się do swojego

odbicia w lustrze, złapał torbę, do której zapakował wcześniej piżamę i kosmetyki

wraz z Mapą Huncwotów. Zarzucił na siebie pelerynę niewidkę i, przełykając

zdenerwowanie oraz niecierpliwy uścisk w żołądku, zszedł do lochów.

Kiedy zatrzymał się przed drzwiami, był już tylko chodzącym kłębkiem nerwów. Nie

wiedział, czego może się spodziewać. Co prawda Severus zachowywał się wczoraj,

kiedy Harry opuszczał jego komnaty, wyjątkowo... hmm, można by powiedzieć, że

uprzejmie, gdyby to słowo, w połączeniu z Severusem Snape'em nie stanowiło

takiego oksymoronu. No, powiedzmy, że wyjątkowo... spokojnie. Ale Harry znał go

już na tyle, aby wiedzieć jedno - nigdy nie był w stanie przewidzieć jego zachowania,

a świadomość tego, poza tym, że niewątpliwie denerwująca, była jednocześnie

niezwykle... ekscytująca.

Podniósł więc rękę, aby dotknąć drzwi, które, jak zawsze, otworzyły się samoczynnie,

i przeszedł przez gabinet, zdejmując po drodze pelerynę i czując pełne

niecierpliwego oczekiwania drapanie w żołądku. Kiedy wszedł do salonu

pogrążonego w drgających miękko na ścianach półcieniach, pierwszym, co zobaczył,

było wbite w niego i nieruchome spojrzenie czarnych oczu siedzącego w fotelu i

najwyraźniej czekającego na niego od jakiegoś już czasu Severusa. Miał nieodparte

wrażenie, że kiedy tylko wszedł, spojrzenie stało się jeszcze bardziej przenikliwe, a

lekki uśmiech, który pojawił się na twarzy mężczyzny, wytrącił go z równowagi. Tak

samo, jak te niesamowite oczy, które ześliznęły się po jego ciele, obejmując całą

sylwetkę w niemal fizyczny sposób. Uśmiech na twarzy Severusa stał się szerszy i

Harry niemal całkowicie zapomniał, do czego służą struny głosowe, kiedy zorientował

się, że mężczyzna najprawdopodobniej właśnie... ucieszył się na jego widok.

- Ee... - wydukał w końcu. - Dobry wieczór, S-Severusie.

- Dobry wieczór, Potter - odparł spokojnie mężczyzna i Harry miał przez chwilę

wrażenie, że zaraz będzie zmuszony szukać na podłodze swojej szczęki.

Snape mu odpowiedział. Cóż, to było... osobliwe.

Jego spojrzenie padło na zastawiony kilkoma talerzami stolik. Dojrzał pieczonego

królika, rybę w galarecie i chyba... gruszki polane czekoladą. Zamrugał, zaskoczony,

ponieważ nie przypominał sobie, aby tego typu dania kiedykolwiek zagościły na

stołach uczniów Hogwartu. Wyglądało na to, że Snape przygotował wszystko sam.

Kolejna rzecz do odnotowania na liście "szoków wieczoru".

Obok pustych talerzy stały po dwa kieliszki. W jednym znajdował się

ciemnoczerwony, aksamitny płyn, w drugim jasnożółty, przezroczysty napój z

bąbelkami.

- Och, to wygląda naprawdę smakowicie - powiedział w końcu Harry, kiedy udało mu

się pokonać zaskoczenie. Odłożył na bok pelerynę oraz torbę i podszedł bliżej, a

następnie opadł miękko na fotel. Mężczyzna śledził uważnie każdy jego ruch.

Dlaczego Severus patrzył na niego w taki dziwny sposób? Zupełnie inny niż

zazwyczaj. Harry czuł się nieswojo pod wpływem tego spojrzenia, ale nie potrafił

określić, dlaczego.

- Sam to wszystko przygotowałeś? - zapytał, spoglądając na zastawiony potrawami

stół.

- Czasami umiejętność warzenia trucizn i eliksirów przydaje się na coś - odparł

mężczyzna, uśmiechając się samym kącikiem ust. - W porównaniu z nimi tego typu

rzeczy nie wydają się skomplikowane. - Po tych słowach pochylił się i nałożył na

talerz Harry'ego kawałek królika w pachnącym sosie winnym.

- Dla mnie to jest bardzo skomplikowane - odpowiedział Harry, biorąc do ręki widelec

i uśmiechając się szeroko. - Pomimo, że gotowałem dla Dursleyów, odkąd

skończyłem osiem lat, i tak nie potrafiłbym zrobić czegoś takiego. Kiedyś przypaliłem

naleśniki francuskie i za karę przez trzy dni dostawałem tylko wodę i chleb. - Widząc,

że oczy Severusa nienaturalnie się rozszerzają, wepchnął sobie do ust widelec z

jedzeniem, postanawiając że lepiej będzie, jeżeli już się zamknie, bo za chwilę

pogrąży się całkowicie. - Mmmm, pyszne - wymruczał z zachwytem, kiedy przełknął

pierwszy kęs.

Snape nie tknął jedzenia. Patrzył na Harry'ego tak, jakby zobaczył go po raz pierwszy

w życiu.

- Czy Dumbledore wiedział o tym, że twoi krewni cię głodzili? - zapytał w końcu.

- Ee... - Harry zamarł z widelcem w połowie drogi do ust. - Ja.. nie wiem. Może.

Перейти на страницу:

Поиск

Книга жанров

Похожие книги