zapomniał o wszystkim. O absolutnie wszystkim.

Jakiś metr od niego, na tej samej lodowatej posadzce leżał... Severus. Jego szczupłe

ciało, napięte niczym struna i wprawione w drgawki, uderzało głucho o podłogę,

czarne, rozrzucone włosy były lepkie od spływającego po czole potu. Miał obnażone

zęby i zaciśnięte mocno powieki, a jego twarz była pokryta siecią głębokich

zmarszczek, tak głębokich, jakby miała za chwilę zapaść się w sobie, byle tylko

odciąć się od cierpienia.

Ten widok sprawił, że Harry poczuł gdzieś głęboko w swoim wnętrzu ból tak

ogromny, że nawet najsilniejszy Cruciatus nie mógł się z tym równać. Był to ból

przenikający wszystkie mięśnie i komórki ciała, ból sięgający daleko poza granice

świadomości, rozcinający umysł, rozpruwający duszę i rozrywający serce.

- Nieeeeee!!!

I w tym samym momencie, w którym z jego gardła wydobył się ten rozdzierający

krzyk, na jego zmaltretowane ciało spadło kolejne zaklęcie:

- Lacrima!

Jego skóra eksplodowała. Coś rozcięło ją niczym skalpel i zaczęło odrywać i tym

razem wiedział, że to już nie jest jedynie wrażenie. Ale nie zamknął oczu. Wciąż

wpatrywał się w Severusa. Na skórze mężczyzny także pojawiły się rozcięcia.

Trysnęła krew, znacząc czerwone ślady na bladych ramionach i pokrywając je

misterną siatką przypominającą sieć wyszarpniętych z ciała żył. I Harry wiedział, że z

jego ciałem dzieje się w tej chwili to samo, ale ból był zbyt straszny, by ktokolwiek

mógł to znieść, wobec tego jego świadomość skapitulowała i przerzuciła go na drugą

stronę, daleko od cierpienia, w miejsce, z którego zaledwie krok dzielił go od

wiecznej ciemności. Wszystko przestało mieć znaczenie. Liczył się tylko Severus.

Severus, który odwrócił głowę w jego stronę i z trudem uniósł powieki. Harry

dostrzegł w nich przygasający blask, który mówił, że wciąż stara się walczyć, jednak

wie, że tej jednej bitwy nie uda mu się wygrać.

Ostatnim wysiłkiem woli, Harry przesunął rękę i wyciągnął ją w stronę Severusa.

Chciał go dotknąć. Ten jeden, ostatni raz. Tylko ten jeden raz.

Ciało nie chciało go słuchać. Widział krew spływającą potokiem po swojej skórze,

oczy zasnuła mu mgła. Zacisnął zęby i spróbował przesunąć rękę jeszcze dalej, w

nadludzkim wysiłku dosięgnięcia, dotknięcia... Desperacko poruszał palcami.

Jeszcze tylko kilka centymetrów, tylko kilka...

Musi go dotknąć. Musi! Nie może patrzeć jak... jak gaśnie... Wszystko tylko nie to!

Nie! Nie! Nie!

- Nieeeee!!!

- Harry, uspokój się!

Zerwał się do pozycji siedzącej. Przypominało to wynurzenie z oceanu bólu i strachu.

Do jego płuc wdarło się powietrze, a wyciągnięta ręka złapała otaczającą łóżko

zasłonę. Rozejrzał się błędnym wzrokiem.

Gdzie się podział Severus? Gdzie Voldemort? Gdzie byli Śmierciożercy? Gdzie

krew?

Obok łóżka stał jedynie Ron.

- Wszystko w porządku? - zapytał zatroskanym, przestraszonym głosem. - Miałeś zły

sen, Harry.

Harry zamrugał. Po jego ciele spływały strugi potu, a serce dudniło mu w piersi tak

bardzo, jakby miało zamiar połamać mu żebra.

- Sen? - zapytał zachrypniętym głosem, czując że jest mu słabo z ulgi. - Tak, sen -

poprawił się szybko, widząc minę Rona. Z sąsiedniego łóżka wystawała przerażona

głowa Neville'a. - Przepraszam, że was obudziłem. Nic mi nie jest. Miałem tylko... zły

sen. Przepraszam. To nic takiego. Chodźmy spać - wydukał, chociaż najchętniej

pobiegłby do łazienki i zwymiotował.

- Jesteś pewien? - zapytał niepewnie Ron. - Wrzeszczałeś tak, jakby cię torturowali.

Harry zaklął szpetnie w myślach. Zapomniał rzucić na siebie przed snem zaklęcie

wyciszające. Chociaż możliwe, że gdyby nie Ron... Nie! Nic by się nie stało! To był

tylko sen! Jakiś okropny, chory sen!

Jego myśli powędrowały ku leżącej pod poduszką Mapy Huncwotów.

Musi to sprawdzić. Musi sprawdzić, czy...

- Naprawdę nic mi nie jest. Śniło mi się, że... zaatakowali mnie dementorzy. Czasami

mam takie sny. Wszystko w porządku, Ron.

Przyjaciel jeszcze przez chwilę wpatrywał się w niego z przestrachem, po czym

burknął "No to dobranoc" i poczłapał do łóżka. Harry zaciągnął zasłony i wciąż trzęsącymi się dłońmi sięgnął pod poduszkę, wyciągając spod niej mapę i różdżkę.

Stuknął w pergamin, wypowiedział szeptem regułkę i wbił spojrzenie w pojawiające

się na papierze linie. Szybko odszukał odpowiednią stronę i... zamknął oczy, czując

ogromną, spływającą mu zimnym strumieniem po plecach ulgę.

Severus był bezpieczny. Leżał na łóżku w swojej sypialni i najwyraźniej spał. Nic mu

nie groziło.

Harry wziął płytki, drżący oddech i opuścił mapę na kolana. Spojrzał na zegarek. Była

druga w nocy. Wiedział, że już nie zaśnie. W ogóle nie było o tym mowy. Był tak

poruszony, jakby właśnie przed chwilą rozegrał najważniejszy mecz Quidditcha w

swoim życiu. Wiedział, co zrobić. Wiedział, co chce, co musi zrobić. Odczeka tylko,

aż przyjaciele zasną, i wtedy...

*

W zamku panowała aksamitna cisza, kiedy Harry zaklęciem otwierał drzwi do

biblioteki. Skrzywił się, kiedy zaskrzypiały lekko. Wśliznął się do środka i zamknął za

sobą drzwi. Miał na sobie pelerynę niewidkę i zaklęcie wyciszające kroki. Bez

Перейти на страницу:

Поиск

Книга жанров

Похожие книги