Jednakoż wszystkie myśli na dany temat, nawet jeżeli byłoby ich tak wiele, iż li z

trudem zmieściłyby się w myślodsiewni, lecz usunięte dokładnie, umiejętnie i na

krótki okres czasu, nie powinny dokonać większych zmian w umyśle. De facto, na

pewien czas całkowicie usuwa się ze swej przepastnej pamięci niepożądane myśli,

skojarzenia i wspomnienia, zostawiając jeno te, które są akuratne. Można także

zastąpić prawdziwe myśli fałszywymi, jednakoż działanie takie jest wielce ryzykowne

i wymaga talentu oraz lat przygotowań. Jeśliś jednak ciekaw, w jaki sposób tego

dokonać, przeczytać o tym możesz na stronicy dwieście pięćdziesiątej trzeciej.

Harry z poruszeniem przerzucił sztywne stronice i znalazł... resztki kilku wyrwanych

kartek. Jego oczy rozszerzyły się ze zdumienia. Ktoś musiał wyrwać te strony

specjalnie, aby nikt, poza nim, nie dowiedział się, w jaki sposób zafałszować myśli.

Książka była tak stara, że mógł to zrobić każdy na przestrzeni przynajmniej stu lat

wstecz. Albo i dwustu. Ale po co to zrobił? Przecież chyba istniały gdzieś inne

egzemplarze? A jeżeli nie? Jeżeli ten był jedyny? I tylko ta jedna osoba wie teraz

(albo i wiedziała), że w ogóle czegoś takiego można dokonać? Tonks nic im na ten

temat nie mówiła.

Harry przetarł oczy. Był już zmęczony. Podłoga była zimna i twarda, wszystko go

bolało od siedzenia na niej od kilku godzin. Westchnął i oparł głowę o ścianę,

wbijając spojrzenie w ciągnący się przed nim mrok. Był poruszony tym wszystkim,

czego się dowiedział, a zostało jeszcze tyle pytań, na które wciąż nie znał

odpowiedzi...

W uszach dzwoniła mu cisza. Gdyby tak... gdyby tak miał kogoś, z kim mógłby o tym

porozmawiać. Gdyby mógł zapytać... tak, gdyby mógł zapytać Snape'a o wszystkie

gnębiące go szczegóły. Gdyby mógł... opowiedzieć mu o swoim śnie... Gdyby mógł...

siedzieć teraz w jego komnatach, a nie na tej lodowatej podłodze w

najmroczniejszym zakątku biblioteki, otoczony jedynie przygnębiającą aurą

emanującą z niezliczonych ksiąg poświęconych złu. Całkowicie sam. Zdany jedynie

na siebie. W miejscu, które było dla niego zupełnie obce. Wciąż pamiętał obraz

gasnących powoli, czarnych oczu ze snu, i miał ochotę jedynie schować głowę w

ramionach i krzyczeć tak długo, aż zdarłby sobie gardło.

Opuścił głowę i oparł czoło o podciągnięte kolana, oplatając je ramionami, mocno

zaciskając powieki i walcząc z ponownie zakradającym się do jego serca strachem,

zwątpieniem i... pustką. Czuł się tak straszliwie, niewypowiedzianie samotny.

To już tydzień. Tydzień, od kiedy on i Snape... Tydzień powtórnego uczenia się życia,

tym razem w pojedynkę. Tydzień wypełniony brakiem dźwięku, zapachu, dotyku...

Myślał, że sobie poradzi. Że jeżeli tylko bardzo będzie tego chciał, to o wszystkim

zapomni. Myślał, że to, co robił teraz Snape... nie miało dla niego żadnego

znaczenia.

Mylił się.

I dopiero teraz, kiedy siedział tutaj sam w ciemności... dopiero teraz odczuwał w pełni

ogrom tego... tej samotni. Samotni wypełnionej jedynie nauką, wieloma godzinami

prób, przygotowaniami do nieuniknionego oraz celem. Bo przecież miał cel. Widział

go przed sobą całkiem wyraźnie. Och, ileż oddałby, aby znowu zakopać go gdzieś w

mrokach przyszłości...

Chociaż w głębi duszy wiedział, że jeszcze więcej oddałby, aby mieć obok siebie

kogoś... kto ponownie przysłoniłby mu ten cel i nie pozwolił, aby kiedykolwiek jeszcze

musiał go oglądać.

***

Harry szedł na śniadanie, powłócząc nogami i wbijając wzrok w podłogę. Bolała go

głowa i oczy kleiły mu się od całonocnego czytania oraz niewyspania. Zaczytał się

tak bardzo, że dopiero przed chwilą zorientował się, że jest już ranek i że powinien

pójść na śniadanie. Miał nadzieję, że Ron nie wszczął alarmu, kiedy zobaczył, że nie

ma go w łóżku. Może pomyślał sobie, że Harry po prostu wstał wcześniej i już

wyszedł. Wcale nie miał ochoty iść na posiłek, ale już wczoraj ominął kolację i

wiedział, że jeżeli czegoś nie zje, to prawdopodobnie całkiem opadnie z sił.

Wszedł do wypełnionej gwarem setek uczniów Wielkiej Sali i nie spoglądając na stół

nauczycielski, ruszył prosto do stołu Gryfonów. Ron i Hermiona siedzieli obok siebie i

kiedy Harry podszedł bliżej, zauważył, że jego zwyczajowe miejsce jest zajęte i

najwyraźniej będzie musiał usiąść po drugiej stronie stołu. Obszedł go na około i

usiadł na ławie, naprzeciw swoich przyjaciół, ale - co było najgorsze - na wprost stołu

nauczycielskiego.

- Cześć - burknął niewyraźnie, przysuwając do siebie talerz i ani razu nie podnosząc

wzroku wyżej. Gdzieś w oddali, na granicy pola widzenia majaczyła ciemna sylwetka,

ale Harry starał się jej w ogóle nie dostrzegać.

- Harry! - wykrzyknęła Hermiona. - Gdzie byłeś? Martwiliśmy się!

- Spacerowałem - odparł Harry drewnianym głosem, sięgając po półmisek z

parującymi tostami. Poczuł na sobie taksujące spojrzenie Hermiony.

- Stary, wyglądasz okropnie. - Ron odsunął od ust w połowie zjedzoną kanapkę. -

Jakbyś nie spał całą noc. Dobrze się czujesz?

- Ron powiedział, że miałeś jakiś koszmar. - Wyszeptała Hermiona, pochylając się do

niego. - Wiesz, jeżeli miał on związek z...

Перейти на страницу:

Поиск

Книга жанров

Похожие книги