innej. Przeklinając w duchu swoją bezmyślność (chociaż był przekonany, że zabrał
cały zestaw), ruszył do małego kredensu znajdującego się w drugim końcu sali, aby
wziąć jedną ze szkolnych fiolek. Zanim zdążył wrócić i ponownie ją napełnić, klasa
już niemal opustoszała, a przy biurku zostało tylko kilkoro uczniów. Pięknie, wygląda
na to, że będzie ostatni. Tego mu tylko brakowało.
Wziął głęboki oddech i starając się zmusić swoje trochę zbyt szybko bijące serce do
spokojnej pracy, ruszył w stronę biurka, zatrzymując się na samym końcu maleńkiej
kolejki złożonej z Neville'a i dwóch Ślizgonek. Ron i Hermiona wrócili już do ławek i
zaczęli się pakować.
Starał się patrzeć w każdą stronę, byle tylko nie przed siebie. Byle tylko nie w stronę
tej ciemnej, majaczącej na granicy widzenia sylwetki.
Nie spojrzy na niego. Nie spojrzy. Po prostu zostawi fiolkę i sobie pójdzie. Nie musi
na niego patrzeć, aby to zrobić. Ślizgonki zostawiły swoje eliksiry i pognały do ławek
po torby. Został tylko Neville. I Harry.
Neville drżącą dłonią postawił fiolkę na blacie ciemnego biurka i ze spuszczoną
głową odwrócił się i odszedł.
To teraz. To ta chwila. Już nic ich nie dzieliło. Tylko biurko. I Harry czuł się tak, jakby był goły. Jakby nie zostało nic, co osłaniało go przed tym świdrującym spojrzeniem.
Miał wrażenie, jakby tym razem uniosły się absolutnie wszystkie włoski na jego ciele.
Wpatrując się uparcie w zakurzony słój stojący na jednej z półek, wyciągnął rękę i
postawił swoją fiolkę na blacie. I kiedy miał ją cofnąć, Snape poruszył się gwałtownie
i Harry zamarł, czując długie, chłodne palce oplatające się wokół jego zaciśniętej na
fiolce dłoni. Całkowicie zaskoczony, odwrócił głowę i spojrzał wprost w te czarne
oczy. Oczy, które patrzyły na niego w taki sposób, że aż zakręciło mu się w głowie i
ugięły się pod nim kolana. Nie było w tym spojrzeniu nawet odrobiny pogardy,
pożądania, ognia, czy czegoś równie intensywnego. Nie. Było w nich coś takiego...
coś, co widział zaledwie kilka razy. Łagodność.
I wtedy Snape zrobił coś, co posłało w napięte ciało Harry'ego dreszcze tak silne, że
poczuł je aż w palcach u nóg. Z czułością pogładził jego dłoń. Wrażenie było takie,
jakby skóra Harry'ego w miejscu, w którym dotknęły jej chłodne palce Snape'a,
pokryła się iskrami.
Nie! Dosyć tego! Tym razem nie nabierze się na jego sztuczki!
Wyrwał rękę i odwrócił się od niego, pragnąc jak najszybciej stąd uciec i uciszyć
galopujące w piersi serce. W kilku krokach znalazł się przy wciąż pakujących swoje
rzeczy przyjaciołach, złapał swoją torbę i wypadł na korytarz.
Jak on śmiał? Jak śmiał go dotknąć? Jak w ogóle pomyślał, że może go dotknąć? Po
tym wszystkim?
Ten jeden drobny gest wywołał w nim taką reakcję jak opadająca na rozgrzany olej
kropla wody. Kipiał od zdenerwowania i czuł się całkowicie rozbity.
Chciał się gdzieś ukryć. Musiał się gdzieś ukryć. Teraz, zaraz.
Po przeciwległej stronie korytarza znajdowały się drzwi do łazienki. Nie zwracając
uwagi na zdumione spojrzenia rozchodzących się we wszystkie strony uczniów,
wpadł do środka i z całej siły zatrzasnął za sobą drzwi.
--- rozdział 51 ---
51. Haunted by the Shadow
Hunting you
I can smel you
Alive
Your heart pounding in my head*
*
If I stand al alone will the shadows
hide the colours of my heart
blue for tears, black for the night
I don't wanna talk about it
How you broke my heart**
Część 2
Łazienka była opustoszała. Harry przebiegł przez nią i wpadł do pierwszej z brzegu
kabiny, zamykając się w środku. Rzucił torbę na podłogę, usiadł na zamkniętej
klapie, zdjął okulary i ukrył twarz w dłoniach.
Nie wiedział dlaczego, ale zachowanie Snape'a na lekcji całkowicie wytrąciło go z
równowagi. Myśli szaleńczo wirowały mu w głowie, a walące w piersi serce jakoś nie
potrafiło się uspokoić.
Chciał po prostu zapomnieć. Chciał go po prostu nienawidzić. Ale Snape nie
pozwalał mu na to. Byłoby mu o wiele łatwiej, gdyby nie czuł na sobie przez cały czas
tego świdrującego spojrzenia, gdyby nie spotykał go na każdym kroku, gdyby Snape
zachowywał się tak jak zawsze. Jak wredny, podły, niesprawiedliwy dupek, którym
był przez te wszystkie lata. Byłoby mu o wiele łatwiej, gdyby Snape szydził, odbierał
punkty, wyśmiewał się z Neville'a, kpił z Gryfonów... Harry mógłby wtedy patrzeć na
niego ze wstrętem i myśleć o tym, jak bardzo go nienawidzi i jak dobrze, że to
wszystko już się skończyło.
Pamiętał, jak Snape bez słowa omijał całkowicie spartaczone eliksiry, jak doradzał i
pomagał, jak nie wrzasnął na Neville'a za zniszczenie składnika... i wiedział, że
powinien czuć do niego odrazę i niechęć, ale czuł tylko narastające zdenerwowanie
oraz gniew, który rozprzestrzeniał się po jego ciele niczym jad, ponieważ domyślał
się, do czego dąży Snape i co chce osiągnąć takim zachowaniem. Ten podstępny,
wyrachowany łajdak robił to wszystko specjalnie, ponieważ doskonale wiedział, że to
zadziała. Starał się w ten sposób załagodzić sytuację, uspokoić burzę, którą wywołał.