bliżej, że możliwe, iż następny ostry zakręt będzie tym ostatnim...
I pomimo że musiał znieść bardzo wiele ciosów, przetrzymać bardzo wiele upadków,
to teraz, z perspektywy czasu wiedział, że było warto. Ponieważ dzisiejszej nocy
Severus... oddał mu całego siebie. Odsłonił się przed nim całkowicie. Tak jakby
wcześniej wciąż próbował walczyć, jakby wciąż coś mu na to nie pozwalało, ale kiedy
ten mur został w końcu zburzony... to, co było po drugiej stronie, to, co na niego
napierało, uwięzione i kontrolowane, to wszystko, czego Severus nigdy wcześniej nie
chciał mu dać, przed czym się wzbraniał... nareszcie zostało uwolnione i runęło w dół
niczym wodospad. I Harry po prostu nie mógł uwierzyć, że jeszcze pół roku temu
Severus nie był go w stanie nawet objąć. Wydawało mu się, że od tamtej chwili
minęły całe wieki. Całe tysiąclecia pomiędzy tamtym okrutnym, bezlitosnym Mistrzem
Eliksirów, a... tym czułym, zmysłowym mężczyzną.
Oddech Severusa stał się głębszy, równomierny.
Harry ostrożnie uniósł głowę, spoglądając na jego pogrążoną we śnie twarz.
Zdobyłem cię. I już nigdy nie pozwolę ci się uwolnić.
Ułożył głowę z powrotem, zamknął oczy i przycisnął wargi do szyi Severusa w
miejscu, w którym pod skórą pulsowała krew. Czuł jej ciepło. I wiedział, że należała
do niego. Że teraz wszystko w tym chłodnym mężczyźnie należało do niego.
Nie mylił się. To był najcudowniejszy dzień jego życia.
Kiedy odpływał już w krainę snu, w jego głowie krążyła tylko jedna myśl...
Zdobył swoje największe pragnienie. Zdobył swoje desiderium intimum.
--- rozdział 55 ---
55. The beginning of the end
Suddenly my eyes are open,
Everything comes into focus, oh,
We are al il uminated,
Lights are shining on our faces, blinding
We are, we are, blinding.*
Harry'ego obudził trzask drzwi. Uniósł powieki, ale obraz przed jego oczami był
rozmyty. Widział nad sobą jedynie ciemne sklepienie. Odwrócił głowę na bok i
spojrzał na puste miejsce obok siebie. Miejsce, w którym powinien znajdować się...
Severus!
Gwałtownie uniósł się na łokciach i rozejrzał po pogrążonej w mroku sypialni,
poszukując znajomej, ciemnej sylwetki. Wtedy usłyszał dźwięk odkręcanej wody i
cichy chlupot. Uśmiechnął się do siebie i opadł z powrotem na poduszkę. Przez
ułamek sekundy uderzyła go przerażająca myśl, że wszystko mu się przyśniło. Że to
wszystko, co wydarzyło się wczoraj, było jedynie... jakimś pięknym, nierealnym
snem, z którego właśnie się obudził.
To nie był jednak sen.
Podciągnął się do pozycji siedzącej, oparł o wezgłowie łóżka i sięgnął po leżące na
szafce nocnej okulary. Obraz przed jego oczami wyostrzył się. Rozejrzał się i
dostrzegł swoje ubranie, wciąż leżące na podłodze sypialni. Szata Severusa
zniknęła.
Nie miał pojęcia, która mogła być godzina. Tutaj zawsze panował półmrok. Całkowity
brak okien powodował, że nawet w środku dnia wydawało się, że jest noc. Być może
przegapił śniadanie. Być może powinien właśnie być na jakiejś nudnej lekcji. Być
może wszyscy go szukają... ale w tej chwili kompletnie go to nie obchodziło. Czuł w
sercu takie ciepło, jakby płonął w nim niemożliwy do stłamszenia, wieczny ogień. Miał
wrażenie, jakby wypełniał go oślepiający blask i wszystko, o czym tylko pomyślał,
ginęło w jego cieniu, nic nieznaczące, nic niewarte. Mógłby nazwać to szczęściem,
gdyby nie to, że to słowo nawet w połowie nie oddawało tego, co właśnie czuł.
Kiedy tylko zamykał oczy, od razu przypominał sobie każdy najmniejszy szczegół z
wczorajszej nocy. Każdy pojedynczy pocałunek, każdą bruzdę na ciele Severusa,
każde muśnięci dłoni. Wszystko było tak wyraźne, jakby oglądał mugolski film. Nie
potrafił przestać się uśmiechać.
Powrócił do rzeczywistości dopiero wtedy, kiedy szumiąca woda przestała płynąć i w
łazience zapadła cisza. Otworzył oczy i spojrzał na drzwi. Tęsknił za Severusem.
Chciał go nareszcie zobaczyć. Miał wrażenie, że czas wlecze się jak gumochłon.
W końcu je usłyszał. Kroki. Jego serce momentalnie przeszło na szybszy bieg. A
kiedy zobaczył poruszającą się klamkę, niemal wyfrunęło mu z piersi.
W drzwiach łazienki stanął Severus, ubrany w swe czarne szaty, z lekko wilgotnymi
włosami. Harry poczuł się tak, jakby ogień ogrzewający serce objął teraz całe jego
ciało, zalewając go potokiem radości. Na jego wargi wypłynął promienny uśmiech.
Och, Severus wyglądał tak samo, a jednak tak... inaczej. A może to Harry patrzył
teraz na niego inaczej? Ani te cienkie wargi, ani głęboka zmarszczka pomiędzy
brwiami, ani czarne, świdrujące oczy - nic się w nim nie zmieniło, a jednak Harry miał
wrażenie, że zmieniło się wszystko. Jakby do tej pory mógł oglądać śmiertelnie
groźną bestię jedynie zza grubej szyby, a teraz mógł jej dotknąć, nie obawiając się,
że zostanie ukąszonym. Że prawdopodobnie jest jedyną osobą na świecie, która
może podziwiać ją z tak bliska. Której udało się ją oswoić.
- Dzień dobry - powiedział radośnie. Zobaczył, jak zmarszczka pomiędzy brwiami
Severusa pogłębia się, a na twarzy pojawia się dziwny, niepasujący do sytuacji wyraz
melancholi .