Podczas obiadu jednak nie tknął ani kęsa, siedząc ze spuszczoną głową i co chwilę

zerkając na stół nauczycielski. Severusa nie było dzisiaj na żadnym posiłku, pomimo

iż nadal przebywał w zamku - Harry wiedział to, ponieważ przez cały dzień nosił przy

sobie mapę Huncwotów i sprawdzał, czy Severus już wyjechał.

- Harry! Harry!

Harry zatrzymał się i rozejrzał po korytarzu. Pomiędzy uczniami dostrzegł blond

czuprynę Luny, jednak wydawało się, że wszyscy omijają ją szerokim łukiem.

Dopiero kiedy podeszła bliżej, okazało się, dlaczego. Na głowie miała czapkę z

wymachującą pięścią ręką, którą Harry podarował jej na Gwiazdkę. Ron wytrzeszczył

oczy, kiedy ją zobaczył, a Harry stwierdził, że to chyba jednak nie był najbardziej

trafiony prezent.

- Cześć - uśmiechnęła się nieprzytomnie, zatrzymując się przed nimi i zerkając w

górę, na pokazującą właśnie środkowy palec rękę, na którą Ron gapił się z otwartymi

ustami. - Och, wiem, nie powinnam nosić jej na lekcjach, ale była taka samotna w

dormitorium, że nie mogłam jej tam znowu zostawić. Byłoby jej przykro.

Ręka w odpowiedzi zamachnęła się i spróbowała złapać ją za nos, ale Luna odgoniła

ją.

- Nie przeszkadzaj mi teraz - powiedziała do ręki, po czym zwróciła się do Rona i

Harry'ego. - Lubi się przekomarzać.

Ron przełknął ślinę, widząc jak zaciśnięta pięść kreśli w powietrzu kręgi,

przygotowując się do ciosu.

- Nie nazwałbym tego przekomarzaniem się.

- Och, ona nic mi nie zrobi. Za to wam może, więc lepiej nie podchodźcie zbyt blisko.

Ron odskoczył jak oparzony, ale Harry pozostał na miejscu.

- Chciałaś ze mną porozmawiać?

- Och, tak. Tonks kazała mi zapytać, czy możesz przyjść do niej trochę wcześniej, niż

się umawialiście.

Oczy Harry'ego rozszerzyły się. Lekcje z Tonks! Kompletnie o tym zapomniał!

- Eee...

Kurczę. Akurat teraz miał najmniej ochoty na dodatkowe zajęcia.

- Przekaż jej, że nie mogę dzisiaj przyjść. Mam... coś mi wypadło.

Luna zmarszczyła brwi i przechyliła lekko głowę, przyglądając mu się uważnie.

- Nie martw się. To nie wstyd, że zapomniałeś. Zawsze, kiedy jest się szczęśliwym,

zapomina się o całym świecie.

Harry poczuł, że na policzki wypływa mu lekki rumieniec.

Cholera, jak ona to zauważyła? Chyba nie miał tego wypisanego na twarzy?

- Pewnie na twoim miejscu też bym zapomniała - uśmiechnęła się do niego

przyjaźnie i odwróciła. - W takim razie do zobaczenia, Harry. - Po tych słowach

ruszyła w drugą stronę. Ręka na jej głowie odwróciła się do nich i pokazała im

środkowy palec.

- O czym ona mówiła? - zapytał Ron, podchodząc do Harry'ego.

- Ee...

- Co to za spotkanie z Tonks?

- Ach, to. To... nic. Po prostu poprosiłem Tonks o dodatkowe lekcje z Obrony.

Ron spojrzał na niego z zaskoczeniem.

- Po co? Przecież jesteś najlepszy w klasie. Ba, podejrzewam, że nawet najlepszy w

całej szkole. Chyba nie zamieniasz się w Hermionę?

Harry pokręcił głową.

- Nie, po prostu stwierdziłem, że chciałbym nauczyć się jeszcze kilku zaklęć. Tak na

wszelki wypadek.

- Przecież o Obronie wiesz wszystko.

- Niewystarczająco.

Ron wzruszył ramionami.

- Dobra, rób co chcesz. - Po tych słowach ruszył przed siebie, nie czekając na

Harry'ego. - Jeżeli przyjdzie ci ochota spędzić trochę czasu ze swoim przyjacielem,

to mnie zawiadom. - Rzucił jeszcze przez ramię.

Harry westchnął. Dlaczego Ron nie rozumiał, że... że co? Że wolał siedzieć sam w

dormitorium i myśleć o Snapie niż grać w jakieś idiotyczne gry albo fruwać bez celu w

śnieżycy?

Na litość Merlina, przecież wczoraj Severus go pocałował, obciągnął mu, rozebrał się

przed nim, kochał się z nim, Harry wyznał mu miłość! A dzisiaj... miałby grać z

Ronem w eksplodującego durnia? To wydawało mu się absurdalne.

Prawda jest taka, że lubił grać z Ronem i lubił, ba, kochał Quidditch. Ale w świetle

tego, co przeżył i co otrzymał, wszystko, co zawsze lubił, wydawało mu się teraz

całkowicie... bez znaczenia.

Priorytety.

***

Po zajęciach Harry szybko umknął Ronowi i popędził do dormitorium. Miał pewien

plan i musiał się pospieszyć, jeżeli chciał go zrealizować.

Siedząc na łóżku, otworzył dłonie i spojrzał na trzymane w rękach małe, czerwone

pudełko. Prezent, który przygotował dla Severusa na Walentynki, a którego do tej

pory nie miał okazji mu wręczyć.

Wahał się. Wiedział, że Severus jeszcze nie wyjechał i że wciąż przebywał w zamku.

Nie miał pojęcia, jak długo może go nie być. A chciałby... chciałby mu to dać, jeszcze

zanim wyjedzie. Żeby... żeby wiedział...

Pójdzie tylko na chwilkę. Zostawi pudełko i szybko wyjdzie. Przecież Severus

powiedział, że może przychodzić, kiedy tylko chce. Pożegnali się już. Podejrzewał,

że gdyby znowu go zobaczył, to ponownie przeżywałby to samo, co rano, a

kompletnie nie miał na to ochoty. Po prostu... zrobi mu niespodziankę przed

wyjazdem. Tak, właśnie tak!

Zerwał się z łóżka i wyciągnął spod poduszki Mapę Huncwotów. Tak jak się

spodziewał, Severus nadal przebywał w gabinecie Dumbledore'a, do którego wszedł

jakieś piętnaście minut temu. Ostatnio, z tego co pamiętał Harry, spędził tam prawie

godzinę, a to oznaczało, że ma dostatecznie dużo czasu. Szczególnie że, jak

Перейти на страницу:

Поиск

Книга жанров

Похожие книги