Hermionę - ...mówiąc eufemistycznie, pokusę wzajemnej pomocy. Dlatego też każda
grupa będzie miała do uwarzenia inny eliksir. Listę eliksirów i przydzielonych do nich
osób znajdziecie na tablicy. - Krótkie, zdecydowane machnięcie różdżką. -
Zabierajcie się do pracy.
Harry miał wrażenie, że ten wibrujący głos rozbrzmiewa w każdym zakamarku jego
ciała, wdziera się siłą do uszu, wędruje po skórze, podrażniając zakończenia
nerwowe i doprowadzając do tego, iż wydawało mu się, że ten głos jest wszędzie...
jest wewnątrz niego. I porusza się.
Jeszcze mocniej zacisnął dłonie na książce.
Kurwa mać!
Usłyszał odgłos odsuwanego krzesła, kiedy Snape siadał przy biurku. W klasie
nastąpiło ogólne poruszenie, sugerujące, że uczniowie nerwowo rozglądają się po
sali, szukając najbliżej siedzących osób, którym przypadł ten sam eliksir, a następnie
wstają i udają się po składniki.
Ale Harry się nie poruszył. Patrzył na tablicę, jednak nie potrafił skupić na niej
wzroku, ponieważ litery rozmazywały mu się przed oczami.
Próbował jakoś wytłumaczyć samemu sobie to, co się z nim działo, ale każda teoria
wydawała mu się idiotyczna. A im dłużej nad tym myślał, tym bardziej był zły. Zły i
przestraszony.
Może to była sprawka Snape'a? Może rzucił na niego jakiś czar? Imperiusa? Ale po
co miałby to robić? Po pierwsze, nienawidzi Harry'ego, a po drugie i tak nic by mu to
nie dało. Nie, to nie było nic w tym stylu. Harry potrafiłby rozpoznać objawy zaklęcia,
miał z nimi do czynienia. To nie pochodziło z zewnątrz. To było w nim.
Usłyszał, że Ron i Hermiona także wstali i ruszyli po składniki. Kiedy rozmyślał nad
swoją teorią, jego spojrzenie mimowolnie powędrowało do siedzącego przy biurku
nauczyciela. Ale to, co miało być tylko szybkim zerknięciem, zamieniło się w
niezamierzoną kontemplację, kiedy z rosnącym w klatce piersiowej uciskiem
przyglądał się pochylonej nad biurkiem, ciemnej sylwetce i opadającym na twarz,
czarnym włosom.
W tej samej chwili Snape, jakby wyczuwając wwiercającą się w niego parę zielonych
oczu, poderwał głowę i spojrzał prosto na niego.
Harry gwałtownie uciekł wzrokiem, wbijając go w najbliżej znajdujący się obiekt, czyli
w tablicę.
Serce biło mu niemal w gardle.
Musi przestać! Musi się opanować! Snape przecież nie istnieje. Jest nikim. Po tym,
co zrobił, już zawsze będzie nikim.
Spróbował skupić spojrzenie na tablicy, ale im dłużej się w nią wpatrywał, tym mniej
na niej widział.
Zaryzykował kolejne zerknięcie, aby przekonać się, czy Snape cokolwiek zauważył.
Nadział się wprost na twarde spojrzenie tych czarnych, zmrużonych oczu.
Do diabła! Czyli zauważył.
Jak bardzo zdoła się jeszcze pogrążyć podczas tej lekcji?
Gdyby Hermiona usłyszała w tej chwili myśli Harry'ego, byłaby zaskoczona ilością
przekleństw, jakich potrafi używać.
Kiedy wrócili przyjaciele, Harry, czując na sobie ich zaskoczone spojrzenia, podniósł
się szybko i również skierował do składziku, chociaż nie miał pojęcia, jakie
ingrediencje będą mu potrzebne. Nie wiedział nawet, jaki w ogóle ma uwarzyć eliksir.
Odwrócił się, aby przeczytać jego nazwę na tablicy i w tej samej chwili poczuł, jak
coś podcina mu nogi. Stracił równowagę i grzmotnął na podłogę, uderzając się
boleśnie w łokieć. Zdążył jednak zauważyć cofającą się szybko stopę Zabiniego.
Ślizgon zatrzymał się nad nim, a jego twarz wykrzywił złośliwy uśmieszek.
- Potter, znowu zasłabłeś? Może powinniśmy wezwać Pomfrey i po raz kolejny
odwołać lekcje z twojego powodu? Przecież tak lubisz, kiedy inni się nad tobą
użalają, co? Mały, biedny Złoty Chłopczyk...
Harry podniósł się powoli, kompletnie nie zwracając uwagi na ciche śmiechy
dochodzące od strony ławek Ślizgonów. Wyprostował się i spojrzał wprost w małe,
szaroniebieskie oczy Zabiniego, niemal rozkoszując się powracającą stalą. Zimną,
twardą i ostrą. Idealną, by wbić ją głęboko w stojącego naprzeciw Ślizgona.
Zrobił krok w przód, jakby chciał go ominąć, ale zatrzymał się na sekundę i wyszeptał
mu do ucha lodowatym głosem, który nie wydawał się należeć do niego:
- Jeżeli nie chcesz spotkać się z Malfoyem w jego największych koszmarach, to
dobrze ci radzę, nigdy więcej się do mnie nie zbliżaj. - Zabini zbladł i spojrzał na
niego rozszerzonymi oczami. Harry nie czekał na dalszy rozwój wypadków. Ruszył
dalej, słysząc za plecami przecinający powietrze, ostry głos Snape'a:
- Proszę siadać, panie Zabini i zająć się swoim eliksirem. I nie chcę słyszeć już ani
słowa więcej. Jeżeli jeszcze ktoś spróbuje się odezwać, to zostanie wyrzucony z
zajęć. Czy to jasne?
Harry odwrócił głowę, aby po raz kolejny spojrzeć na tablicę i przy okazji musnął
wzrokiem wykrzywioną grymasem wściekłości twarz Zabiniego.
Kompletnie go ignorując, odczytał w końcu nazwę eliksiru, który powinien
przygotować - Eliksir Odkażający. Na chybił trafił wybrał kilka składników, które
uznał, że powinny się w nim znaleźć. I tak był pewien, że go spartaczy, skoro
podczas lekcji, na której owa mikstura była omawiana, leżał nieprzytomny w szpitalu.
Wiedział, że Snape celowo wybrał dla niego ten eliksir. Chciał, aby Harry zawalił.