- Wczoraj? - Ponownie zerknął na zegar. - Przecież minęło tylko kilka godzin.

Hermiona i Ron wymienili porozumiewawcze spojrzenia, po czym Hermiona

przysiadła na krześle obok i pochyliła się nad nim.

- Harry, jest sobota. Spałeś ponad dwadzieścia osiem godzin. Pani Pomfrey dała ci

środek nasenny, żebyś odzyskał siły.

Co???

Harry nie mógł uwierzyć w to, co usłyszał. Przespał cały dzień? Przecież miał się

uczyć, miał ćwiczyć zaklęcia, miał... do jasnej cholery!

To była jego wina. To jego wina, że się tak zaniedbał. Powinien normalnie jeść i

sypiać. Tak bardzo skupił się na Voldemorcie, że zapomniał o sobie, zapomniał o

tym, że musi mieć siły, aby się z nim zmierzyć.

- Trochę cię ominęło, stary - powiedział Ron, uśmiechając się. Zachowywał się tak,

jakby pomiędzy nimi nic się nie wydarzyło. Jakby kompletnie zapomniał o tym, że byli

pokłóceni i żartami próbował załagodzić swoje wcześniejsze zachowanie. - Możesz

żałować, że nie byłeś świadkiem tej historycznej chwili, kiedy Hermiona po raz

pierwszy w życiu nie uwarzyła eliksiru. A najlepsze jest to, że Snape w ogóle nie

zwrócił na to uwagi.

Serce Harry'ego momentalnie szarpnęło się i podskoczyło, a ucisk w klatce

piersiowej pogłębił się.

Szybko spuścił głowę i wbił spojrzenie w kołdrę.

Co to było?

Wyraźnie czuł szybkie, nerwowe bicie własnego serca.

Dlaczego tak reagował? Przecież... otaczała go cisza. I chłód. Powinna go otaczać...

Gdzie się podziała?

Próbując skierować swoje myśli w inną stronę, odwrócił głowę i zerknął na stolik, na

którym dopiero teraz dostrzegł niewielką kartkę z wystającym z niej zasuszonym

kwiatem, a obok jabłko z powtykanymi weń szpilkami o różnokolorowych główkach,

układających się - kiedy przechylił głowę pod odpowiednim kątem i zmrużył oczy - w

obrazek węża wijącego się wokół serca. Zamrugał, zaskoczony.

- Luna i Ginny tu były - wyjaśniła Hermiona, widząc jego minę. - Odwiedziły cię,

kiedy... spałeś. I zostawiły prezenty. - Harry pokiwał głową. O ile prezent od Ginny go

nie zdziwił, to tylko Luna mogła wpaść na pomysł, aby dać mu w prezencie najeżone

szpilkami jabłko... nie mówiąc już o tej bijącej po oczach sugestii... Westchnął i

ponownie przeniósł wzrok na swych przyjaciół. Hermiona uśmiechnęła się, ale w jej

uśmiechu nie było już takiej radości jak wcześniej. Teraz pojawiła się w nim troska.

Głośny trzask w pomieszczeniu oznajmił przybycie Zgredka z kolacją.

- Zgredek przyniósł kolację Harry'emu Potterowi! - oznajmił skrzat. - Wybrał najlepsze

dania! Wszystko, co lubi Harry Potter.

- Bardzo ci dziękujemy, Zgredku - odparła Hermiona, wstając i wyjmując z rąk

podekscytowanego skrzata tacę z kolacją. - Mam nadzieję, że to nie był dla ciebie

zbyt duży kłopot.

- Och nie! Zgredek zrobił to z przyjemnością! - Skrzat uśmiechnął się szeroko. -

Niech Harry Potter zawoła, jeżeli tylko będzie czegoś potrzebował. - Po tych słowach

Zgredek aportował się z kolejnym głośnym trzaskiem.

Hermiona postawiła tacę na kolanach Harry'ego.

- Nie wyjdziemy stąd, dopóki nie zjesz tego wszystkiego.

Harry wziął do ręki widelec i spojrzał na parujące dania. Kiełbaski, tuczone ziemniaki,

pudding ryżowy i sok z dyni. Jego żołądek zaburczał donośnie. Chyba nigdy w życiu

nie był tak głodny jak teraz, dlatego, niewiele myśląc, zabrał się za jedzenie.

Hermiona obserwowała każdy jego ruch, każdy kęs, który wkładał do ust, każdy łyk

soku z taką uwagą, jakby bała się, że kiedy tylko odwróci wzrok, taca z jedzeniem

wyląduje za oknem.

W końcu Harry nie wytrzymał tego. Przełknął i mruknął do niej:

- Hermiono, czy mogłabyś przestać tak się we mnie wpatrywać? Nie mogę się

skupić. Obiecuję, że nie upuszczę ani okruszka. Mogę nawet wylizać talerz, jeżeli

poprawi ci to humor.

Hermiona rzuciła mu niedowierzające spojrzenie, a jej usta otworzyły się ze

zdumienia.

O co jej chodziło? Czyżby powiedział coś aż tak niezwykłego?

Zanim jednak zdążył o to zapytać, drzwi gabinetu otworzyły się i wyszła zza nich pani

Pomfrey, niosąc w rękach kilka butelek różnobarwnych eliksirów, które postawiła z

trzaskiem na stoliku obok łóżka.

Harry spojrzał na eliksiry i jęknął w duchu.

Chyba uwolnienie się stąd będzie go kosztowało znacznie więcej wysiłku niż

początkowo sądził...

--- rozdział 60 ---

60. I don't believe you

Jeszcze tego samego wieczoru Harry wyszedł ze szpitala. Kiedy w końcu udało mu

się uciec od Rona i Hermiony, nie marnował już więcej czasu i od razu zabrał się za

naukę. Czuł się najedzony, wyspany i wypoczęty, mógł więc całą noc spędzić nad

książką, którą wyszukał ostatnio w bibliotece, a której nie miał jeszcze okazji

dokładnie przestudiować.

Położył się dopiero nad ranem, ale i tak nie mógł zasnąć. Dwadzieścia osiem godzin

snu bardzo skutecznie naładowało jego akumulatory. Rano posłusznie poszedł z

Ronem i Hermioną na śniadanie, a następnie skierował swoje kroki do biblioteki,

gdzie czekał go szlaban. Nie miał jednak najmniejszego zamiaru wykonywać

swojego zadania w sposób, którego od niego oczekiwano. Stwierdził, że to będzie

doskonała okazja do dokładnego przyjrzenia się zbiorom biblioteki i może nawet uda

Перейти на страницу:

Поиск

Книга жанров

Похожие книги