Miiko kucnęła przy samym skraju skały i usiłowała dojrzeć coś w dole. Nie było tu mielizny przybrzeżnej ani odłamków kamieni. Urwisko iskrzyło się w promieniach słońca oślepiającym blaskiem. Tam, gdzie odcięte przez skałę światło prostopadle padało w wodę, można było dostrzec równe dno pokryte jasnym piaskiem.

— Co pani tam widzi, Miiko?

Zamyślona dziewczyna odwróciła się dopiero po chwili.

— Nic. Pana pociągają wyspy bezludne, a mnie dno morza. Wydaje mi się, że można tam zawsze znaleźć coś ciekawego, dokonać odkrycia.

— Po cóż więc pracuje pani na stepie?

— To nie jest takie proste. Morze to dla mnie tak wielka radość, że nie powinnam być ciągle w jego pobliżu. Nie można słuchać ciągle ulubionej muzyki. Za to spotkanie z nim bardzo sobie cenię…

Dar Wiatr skinął ze zrozumieniem.

— Damy tam nurka? — wskazał na głębię. Miiko uniosła ku górze swe wygięte brwi.

— A czy pan aby potrafi? Tu jest chyba ze dwadzieścia pięć metrów. To tylko dla doświadczonych nurków…

— Spróbuję. A pani?

Zamiast odpowiedzi Miiko wstała, rozejrzała się i przydźwigała wielki kamień na skraj skały.

— Najpierw ja spróbuję, jeśli pan pozwoli. Z kamieniem to wbrew moim zasadom. Ale żeby tam tylko nie było prądu podwodnego… Coś dno jest zbyt czyste…

Dziewczyna uniosła ręce, zrobiła skłon w przód i wyprostowała się wyginając tułów do tyłu. Dar Wiatr obserwował jej ćwiczenia oddechowe, chcąc je sobie przyswoić. Miiko nie odezwała się już ani słowem. Po kilku ćwiczeniach chwyciła kamień i rzuciła się z nim, jak w przepaść, w ciemną głębię.

Kiedy minęła minuta, a Miiko nie wypłynęła, Dar Wiatr zaniepokoił się. Zaczął także szukać odpowiedniego kamienia i pomyślał sobie, że powinien posłużyć się znacznie większym. Ledwie jednak zdążył podnieść czterdziestokilogramowy kawał andezytu, gdy zjawiła się Miiko. Dziewczyna oddychała ciężko i wyglądała na bardzo zmęczoną.

— Tak… Tam… koń — ledwie zdołała wymówić.

— Co takiego! Jaki koń?

— Posąg ogromnego konia… w niszy. Za chwilę obejrzę dokładnie.

— Miiko, przecież to bardzo trudne. Popłyniemy z powrotem, zabierzemy aparaty nurkowe i łódź.

— O, nie! Chcę sama, natychmiast! Będzie to moje zwycięstwo, a nie aparatu. Potem zawołamy wszystkich.

— Wobec tego razem ze mną! — Dar Wiatr chwycił swój kamień. Miiko uśmiechnęła się.

— Proszę wziąć mniejszy, o ten. A jak z oddechem?

Dar Wiatr wykonał posłusznie kilka ćwiczeń i machnął kozła wraz z kamieniem do morza. Woda uderzyła go w twarz, poczuł ucisk w piersiach i ból w uszach. Przezwyciężał go, wytężając mięśnie, zaciskając szczęki. Zimny, szary półmrok gęstniał ku dołowi, wesoły blask dnia zmierzchł. Zimna i wroga głębina pokonywała go, mąciło mu się w głowie, piekły oczy. Nagle twarda dłoń Miiko dotknęła jego ramienia; poczuł pod nogami mętnie srebrzący się piasek. Z wysiłkiem odwrócił głowę w kierunku wskazanym przez Miiko, wygiął się, puścił z rąk kamień i natychmiast podrzuciło go w górę. Nie pamiętał, jak się znalazł na powierzchni, bo nic nie widział poprzez czerwoną mgłę. Z trudem chwytał powietrze ustami… Po krótkiej chwili skutki podwodnego ciśnienia ustąpiły, a w pamięci odżyło to, co zobaczył. Przez krótkie mgnienie zdążył przecież uchwycić tak wiele szczegółów.

Ciemne skały tworzyły u góry ogromny, strzelisty łuk, pod którym stał posąg olbrzymiego konia. Ani jedna muszla, ani jeden wodorost nie przylgnął do polerowanej powierzchni posągu. Nieznany rzeźbiarz pragnął przede wszystkim wyobrazić siłę konia. Powiększył przednią część tułowia, zrobił niezmiernie szeroką pierś, uniósł wysoko wygiętą w łuk szyję. Lewa przednia noga była podniesiona, okrągłe kolano wysunięte do przodu, ogromne kopyto prawie dotykało piersi. Trzy inne nogi z wysiłkiem odrywały się od podstawy, wskutek czego zdawało się, że kolosalny koń lada chwila runie na patrzącego i zmiażdży swym ciężarem. Grzywa na karku wyglądała niby zębaty grzebień, pysk dotykał piersi, a oczy patrzące spode łba ciskały błyskawice gniewu, o którym również świadczyły stulone kształtne uszy.

Miiko widząc, że Dar Wiatr czuje się nieźle, pozostawiła go na brzegu i znów zanurzyła się w głębię. Wreszcie, zmęczona nurkowaniem, gdy się nasyciła widokiem swego znaleziska, usiadła obok Dara i długo milczała, odzyskując normalny oddech.

— Ciekawe, z jakich czasów może pochodzić posąg? — zapytała jakby samą siebie.

Dar Wiatr wzruszył ramionami. Przypomniało mu się, co go najbardziej zdziwiło.

— Dlaczego posąg nie porósł muszlami i wodorostami?

Miiko odwróciła się do niego gwałtownie.

— Otóż to właśnie! Znam podobne znaleziska. Były powleczone specjalną substancją, która nie dopuszczała do przyrastania istot żywych. W takim razie posąg powstał mniej więcej w ostatnim stuleciu Ery Rozbicia Świata.

Перейти на страницу:

Похожие книги