Pobyt w sanatorium znosili astronauci lżej niż na statku. Czekały ich tam laboratoria, sale koncertowe, kąpiele kombinowane z elektryczności, muzyki, wody i wibracji falowych, codzienne spacery w lekkich skafandrach po górach i okolicach sanatorium. Mieli również łączność z planetą macierzystą, co prawda nie zawsze regularną, ale przecież wystarczało zaledwie pięciu godzin, by wysłane stąd komunikaty dotarły na Ziemię.
Silikolowy sarkofag Nizy przeniesiono do sanatorium zachowując wszelkie środki ostrożności. Erg Noor i biolog Eon Tal opuścili „Tantrę” ostatni. Stąpali lekko mimo balastów, założonych po to, by nie wykonywać nagłych skoków wskutek małej siły ciążenia na tej planecie.
Zgasły reflektory świecące dokoła lądowiska. Tryton wychodził na oświetloną przez Słońce stronę Neptuna. I chociaż światło odbite przez Neptuna było szarawe i blade, jednak olbrzymie zwierciadło ogromnej planety znajdującej się zaledwie w odległości trzystu pięćdziesięciu tysięcy kilometrów od Trytona rozpraszało mrok, tworząc na satelicie jasną szarówkę, podobną do wiosennej szarej godziny na wysokich szerokościach Ziemi.