– Trzeci Fanie – przerwała Shangguan Lü jego potok wymowy – skończysz wreszcie gadać czy nie? – warknęła.
– No, skończyłem, już skończyłem.
Zarzucił torbę na ramię. Powrócił do stanu upojenia i zataczając się, poczłapał w kierunku wyjścia.
Shangguan Lü złapała go za ramię.
– Jak to, Trzeci, idziesz sobie?
Trzeci Fan uśmiechnął się ironicznie.
– Szwagierko droga, nie słyszałaś, co krzyczał starosta z Rezydencji? Wszyscy z wioski pouciekali, a kto tu jest w końcu ważniejszy, jakiś osioł czy ja?
– Myślisz, że ci poskąpię nagrody? Dwie flaszki zacnej wódki i świński łeb to chyba niemało? To ja rządzę w tej rodzinie i na pewno cię nie skrzywdzę!
Trzeci Fan zerknął z uśmiechem na obu Shangguanów.
– O tak, wiem o tym doskonale! W tej kowalskiej rodzinie to ty trzymasz szczypce, ty masz gołe plecy i walisz młotem, jedyna taka stara kobieta w całych Chinach! Co za siła! – Roześmiał się jakoś dziwnie.
Shangguan Lü klepnęła go po plecach.
– Masz tutaj zostać, stary skurczybyku! Tu chodzi o dwa życia! Ogier to przecież twój synalek, a moja oślica – twoja synowa, no nie? A ten mały mułek w jej brzuchu to akuratnie twój wnuczek! Więc bierz się do roboty, użyj swoich sposobów. Jak wyżyje, to ci podziękuję i zapłacę, a jak zdechnie – nie będę miała pretensji do ciebie, tylko do swojego marnego losu.
– Zrobiłaś ze mnie członka końsko-oślej rodziny, i co ja mam na to powiedzieć? – rzekł z wahaniem. – No dobra, wypróbujmy naszą sztukę ożywiania na wpół zdechłych osłów…
– Wreszcie gadasz z sensem. Nie słuchaj bredzenia tego wariata Simy, co nas obchodzą jacyś Japończycy? W dodatku zrobisz dobry uczynek, a demony nie ruszają porządnych ludzi.
Trzeci Fan otworzył skórzaną torbę i wyjął butelkę zielonej, oleistej cieczy.
– To jest specjalne lekarstwo, według tajnej receptury, przechowywanej w naszej rodzinie od pokoleń. Doskonałe na ciężkie porody u zwierząt domowych. Jeśli to nie poskutkuje, to znaczy, że nawet Sun Wukong [6] nic by nie poradził. Drogi panie – zwrócił się do Shangguana Shouxi – proszę się łaskawie zbliżyć i mi pomóc.
– Ja ci pomogę – sprzeciwiła się Shangguan Lü – on ma dwie lewe ręce i nogi…
– Widzę, że w rodzinie Shangguan kwoka dziobie koguta za to, że nie znosi jajek – zauważył Trzeci Fan.
– Trzeci Braciszku, jeśli chcesz mi przygadać, to mów prosto z mostu – rzucił Shangguan Fulu.
– Wkurzyłeś się, co? – odparł Trzeci Fan.
– Nie gryźcie się tam! Mów lepiej, co mam robić! – zwróciła się do Fana Shangguan Lü.
– Unieś oślicy łeb. Muszę jej dać lekarstwo.
Shangguan Lu rozstawiła nogi, zebrała siły, objęła oślicę za szyję i dźwignęła. Łeb oślicy zakołysał się, zwierzę głośno wypuściło powietrze nosem.
– Wyżej trochę! – polecił Fan.
Shangguan Lü znów się natężyła, głośno sapiąc.
– A wy, panowie, co, trupem padliście? – rzekł Fan.
Ojciec i syn z rodu Shangguan zerwali się do pomocy, o mało się nie potykając o ośle nogi. Shangguan Lü wzniosła oczy do nieba w niemej rozpaczy, a Trzeci Fan pokręcił głową. W końcu udało się unieść ośli łeb wystarczająco wysoko. Oślica wywinęła wargi, ukazując rząd długich zębów. Fan wetknął jej do pyska lejek zrobiony z bawolego rogu i wlał do środka płyn z butelki.
Shangguan Lü z trudem chwytała powietrze.
Trzeci Fan wyjął fajkę, nabił ją, skrzesał ogień i zapalił. Zaciągnął się dymem, dwie białe smużki wydobyły się z jego nozdrzy.
– Japończycy zajęli stolicę powiatu, zabili naczelnika Zhanga Weihana i zgwałcili wszystkie kobiety z jego rodziny – oznajmił.
– To od rodziny Sima znasz te wszystkie rewelacje? – spytała Shangguan Lü.
– Wcale nie, wiem to od mojego przyjaciela, mieszka tam, niedaleko wschodniej bramy.
– Prawdziwe wieści nie rozchodzą się dalej niż na dziesięć li [7].
– Chcesz prawdziwych wieści? Sima Ku kazał sługom rozpalić ogień na moście – wtrącił Shangguan Shouxi.
Shangguan Lü spojrzała groźnie na syna.
– A ty nigdy nie słuchasz, co się do ciebie mówi, ale głupotę każdą musisz powtórzyć! Też mi mężczyzna, ojciec dzieciom – masz na karku łeb czy pustą tykwę? Nie przyszło wam do głów, że Japończycy też mają ojców i matki? Co im do nas, zwykłych ludzi? Co nam zrobią, powystrzelają nas? A umiecie uciekać przed kulami? Kryć się? Ile można się ukrywać?
Wysłuchawszy tej tyrady, syn i ojciec zwiesili głowy w milczeniu. Fan wytrząsnął popiół z fajki.
– No cóż, muszę przyznać, że szwagierka ma nieco szersze spojrzenie na całą sprawę – oznajmił pojednawczo. – Twoje słowa, szwagierko, uspokoiły moje serce. Masz rację, dokąd mamy uciekać? Gdzie się kryć? A zresztą my możemy uciekać i się ukrywać, ale co się stanie z moim osłem, z moim ogierem – są jak góry, a czy można ukryć górę? Schowasz się pierwszego, ale jak przeżyjesz do piętnastego? Niech to diabli, niech się dzieje, co chce. Zajmijmy się lepiej wyciąganiem tego muła, a potem się zobaczy.
– Dobrze powiedziane! – rzekła Shangguan Lü z wdzięcznością.
Trzeci Fan zdjął kurtkę, poprawił pas i odchrząknął, niczym mistrz sztuk walki przed wejściem na arenę. Shangguan Lü pokiwała głową z aprobatą.