– Nawet ktoś taki jak syndyccy przywódcy musi zdawać sobie sprawę z tego, jak ogromny szok wywoła informacja o tym, że z rozmysłem doprowadzili do kolapsu wrót hipernetowych, niszcząc własny system gwiezdny i całą zamieszkującą go ludność. Strach przed władzą był spoiwem Światów Syndykatu, ale jeśli ci ludzie zrozumieją, że i tak będą zabijani na taką skalę, nic ich już nie powstrzyma przed rewoltą.
– Egzekutywa obwini nas za ten kataklizm – zapewniła go Rione. – Rozpowiedzą wszem wobec, że flota Sojuszu doprowadziła do kolapsu kolejnych wrót po tym, jak przećwiczyła tę operację na Sancere i Kaliksie, ale tym razem stała się ofiarą własnej broni. W taką wersję zdarzeń uwierzy wystarczająco wielu Syndyków, by zapobiec buntom.
Desjani bardzo formalnym tonem dorzuciła:
– Przecież nawet Syndycy musieli już przyjąć do wiadomości, że nasza flota pod dowództwem admirała Geary’ego nie dopuszcza się takich okrucieństw.
– To też prawda – przyznała Rione. – Ale marnym pocieszeniem będzie dla nas, jeśli ta przykrywka Egzekutywy okaże się niewypałem, skoro ta flota przestanie istnieć. Czy mamy jeszcze szanse na wydostanie się z tego systemu? – zapytała Geary’ego. – Możemy zawrócić i odlecieć stąd tą samą drogą, którą przybyliśmy, zanim Syndycy zdołają zareagować?
– Raczej nie. – Geary się zastanawiał, jak długo Syndycy będą zwlekali z wydaniem rozkazu zniszczenia wrót. – Jesteśmy około czternastu godzin lotu od punktu skoku, jeśli zdołamy przez cały czas zachować prędkość co najmniej .01 świetlnej. Syndycy są znacznie bliżej punktu skoku na Mandalona. Jeśli wydadzą rozkaz zniszczenia wrót w chwili, gdy zobaczą, że zawracamy, tylko cud zdoła nas uratować.
– Zatem lećmy szybciej. Skoro i tak będą wiedzieli, że się wycofujemy…
– Nie mogę nakazać natychmiastowego zwrotu całej flocie, tak samo jak nie przyspieszy ona w tym samym tempie, bo to nie pojedynczy okręt. Może udałoby się nam uciec, gdybyśmy wykonali ten manewr natychmiast, chociaż i to jest wątpliwe… – Zamilkł na moment, aby się zastanowić, czy to rzeczywiście rozsądne rozwiązanie nawet w sytuacji, gdy tylko ucieczka gwarantuje ocalenie floty.
– Przecież nie możemy po prostu zawrócić i uciec do punktu skoku! – Desjani kręciła głową, starała się nie podnosić głosu, lecz przemawiała z ogromną pasją. – To nie Lakota, gdzie tłumaczyliśmy odwrót możliwością zaatakowania kolejnej formacji wroga. To będzie wyglądało na paniczną ucieczkę z tego sytemu, i to bez powodu. Flota wierzy w pana, admirale Geary, ale proszę nie wystawiać tej wiary na tak wielką próbę. To będzie sprzeczne ze wszystkim, co liczy się dla tych ludzi, prócz szacunku do pana rzecz jasna. – Przeniosła spojrzenie na Rione. – Co więcej, ci ludzie mogą nie przyjąć do wiadomości, że to pan wydał rozkaz odwrotu, i oskarżą o to polityków, przed którymi pan się ugiął. Czy mam opisać szczegółowiej, do czego to doprowadzi?
Rione patrzyła jej w oczy z obojętną miną, w końcu skinęła głową Geary’emu.
– Ona ma całkowitą rację. Pańscy podwładni obwinią nas, polityków, o to, że sprzedaliśmy Sojusz, obojętne, czy za pieniądze czy ze strachu, i nakazaliśmy panu odwrót.
Geary westchnął głośno z irytacji.
– Dlaczego wasze porozumienie zawsze musi oznaczać jakąś poważną komplikację?
– Dobre rady to do siebie mają – rzuciła Rione. – A gdyby pan jeszcze tego nie wiedział, złe rady poprawiają człowiekowi samopoczucie, ale tylko na krótką metę.
Desjani rzuciła okiem na wyświetlacze.
– Z każdą sekundą wchodzimy głębiej w syndycką pułapkę, ale jeśli wykonamy gwałtowny zwrot i przyspieszymy, wróg wyda rozkaz zniszczenia wrót, jak tylko to zauważy. Zginiemy, zanim zdołamy uciec, albo zostaniemy zabici przez zbuntowane załogi. Nie mam pomysłu, jak wybrnąć z tej sytuacji.
Geary bębnił palcami po podłokietniku fotela, szukając alternatywy.
– Czy zdołamy dotrzeć do wrót hipernetowych, zanim syndycka flotylla znajdzie się w punkcie skoku na Mandalona? Gdybyśmy dotarli w ich pobliże, moglibyśmy doprowadzić do najbezpieczniejszego kolapsu.
– Sprawdźmy. – Palce Desjani zatańczyły na klawiaturach, gdy sprawdzała kolejne manewry. Kiedy skończyła, minę miała nietęgą. – I tak, i nie. Możemy dotrzeć do wrót, jeśli nasze liniowce przyspieszą do maksimum, a potem wykonają podobny manewr hamowania. Teoretycznie mogłyby dotrzeć tam na czas, ale żeby mogły skontrować próbę kolapsu zainicjowaną przez Syndyków, musiałyby znaleźć się naprawdę blisko, co oznacza przejście przez pola minowe. Stracimy na nim wszystkie okręty, które tego spróbują. Moglibyśmy wprawdzie wyciąć sobie drogę, korzystając z pól zerowych, ale to wymagałoby znacznego spowolnienia tempa marszu.
– Czyli nie ma szans na to, byśmy dotarli tam na czas.
– Nie ma, nawet jeśli Syndycy wstrzymają się z wydaniem rozkazu do momentu ewakuacji swoich sił.
– Możecie wystrzelić głowice kinetyczne – podpowiedziała Rione.