– Nie. Wprawdzie moglibyśmy za ich pomocą zniszczyć wrota, Syndycy jednak zauważyliby je dużo wcześniej i zdążyliby aktywować kolaps, zanim kamyki by dotarły do celu. Może straciliby przez to własną flotyllę, ale ostrzeliwując z tej odległości wrota, na pewno doprowadzilibyśmy do zagłady naszych okrętów. Bez względu na to, jak bardzo potrzebują tych sił, na pewno poświęciliby je bez wahania, gdyby stawką było unicestwienie floty Sojuszu.
Desjani przytaknęła.
– Czym jest dla nich kolejna flotylla albo system gwiezdny? To tylko kolejne liczby na arkuszu bilansowym, dopóki nie będzie nikogo, kto obwini ich o te straty.
Zawrócenie nie wchodziło w grę. A lot dalej oznaczał wejście prosto w pułapkę zastawioną przez Syndyków.
– A ostrzegała mnie pani – mruknął Geary do Rione. – Nie zacznij przypadkiem uważać, że jesteś Black Jackiem, mówiła pani. Tymczasem ja w siebie uwierzyłem. Uznałem, że jestem najsprytniejszy ze wszystkich. Tyle że Syndycy przewidzieli, iż mogę coś takiego wymyślić, i przygotowali się także na taką ewentualność.
– Nie jest pan jedynym, który nie dostrzegł zagrożenia – poprawiła go Wiktoria wyniosłym tonem. – Ale z pewnością jest pan tą osobą, która może nas ocalić.
– To prawda – poparła ją Desjani.
– Przestańcie wreszcie być takie jednomyślne! – warknął Geary. Wiedział, że obie mają rację, lecz wciąż nie potrafił się przyzwyczaić do słuchania ich zgodnych opinii, zwłaszcza w tak stresującej dla niego sytuacji. – Jesteśmy zbyt daleko od punktu skoku, by dotrzeć do niego, jeśli nawet zawrócimy w tej chwili. Odwrót niczego nie da, jeśli Syndycy zastawili na nas taką pułapkę, o jaką ich podejrzewamy. Nie możemy też pozostać w tej części systemu, co oznacza, że musimy nadal się kierować na najbardziej zaludnioną planetę albo lecieć za wrogą flotyllą do czasu, aż nie znajdziemy innego rozwiązania. Dopóki Syndycy uważają, że wlatujemy głębiej w ich pułapkę, dzięki czemu zyskują szanse na ocalenie swoich okrętów, nie powinni rozpocząć kolapsu wrót. Czy obie zgodzicie się z takim rozumowaniem?
Desjani wzruszyła ramionami.
– Spodziewałam się, że zginę, gdy byłam tutaj poprzednim razem. Jeśli ma się to stać teraz, wolałabym umrzeć, walcząc albo przynajmniej kierując się na wroga.
Rione odpowiedziała dopiero po chwili.
– Na razie nie potrafię wymyślić innego rozwiązania, admirale Geary, ale mam nadzieję, że jedno z nas wpadnie na nie, zanim będzie za późno.
– Zatem pokażmy Syndykom to, co chcą zobaczyć. – Zajął się przeliczeniem manewru, który pozwalałby im obrać kurs na przejęcie flotylli, i zaraz przesłał go na pozostałe okręty. – Może powinienem też wysłać odpowiedź temu DONowi?
– A co by pan chciał mu powiedzieć? – zapytała Rione.
– Coś, co na pewno nie spodobałoby się mojej mamie.
– W takim razie lepiej niech trwa w niepewności. Zanim zabierze pan głos, powinien pan dokładnie przemyśleć treść swojego wystąpienia
A to będzie zależało od dalszego rozwoju sytuacji. Wiele by dał, żeby wiedzieć, co przyniesie najbliższa przyszłość.
– Chyba się przejdę. Muszę to sobie przemyśleć. – Jeśli mają rację, w najbliższym czasie nie powinno się nic wydarzyć, a bezczynne siedzenie na mostku doprowadzało go na skraj szaleństwa. Spacer dawał mu przynajmniej poczucie, że robi coś sensownego, i pozwalał się skupić na szukaniu odpowiedzi.
Rione zeszła mu z drogi.
– Pan zawsze znajdował rozwiązanie.
– Ponieważ w przeszłości zawsze miałem ich kilka do wyboru. A dzisiaj nie widzę nawet jednego.
Ku swojemu zaskoczeniu zauważył, że Desjani uśmiecha się do niego mimo mocno zaciśniętych zębów.
– Przeczytał pan tekst, który widnieje na godle „Nieulękłego”?
– Rzuciłem na niego okiem. – Informacja na tablicy umieszczonej w samym sercu kadłuba zawierała dane o dacie wprowadzenia go do służby i wyliczała inne jednostki o tej dumnej nazwie, które go poprzedzały, sięgając do czasów, gdy flota pływała wyłącznie po morzach i oceanach Ziemi.
– Na nasze motto też? – zapytała Desjani.
– Zdaje się, że jest spisane w jakimś starożytnym języku. – Geary nie potrafił nawet zliczyć, ile razy zamierzał poprosić kogoś o przetłumaczenie mu tej frazy, lecz za każdym razem nadmiar obowiązków sprawiał, że ulatywało mu to z pamięci.
– Tak, to starożytny język, równie stary jak nazwa tego okrętu. Każdy dowódca „Nieulękłego” był informowany, co znaczy to motto.