– Tak – odparł Geary, wiedząc, że ta uwaga kapitana Badai miała oznaczać, że Rione potrafiła odgadnąć podstępy syndyckich przywódców, ponieważ sama myśli w podobnie pokrętny sposób.
– Czy pozostali politycy sprawiają panu jakieś problemy?
Znajdująca się za plecami Badai Wiktoria posłała Geary’emu ostrzegawcze spojrzenie. Odpowiedział, ostrożnie dobierając słowa, zupełnie neutralnym tonem:
– Senatorowie nie sprawiają mi żadnych problemów.
– Świetnie. I lepiej, żeby nie zapominali, kto tu naprawdę dowodzi. – Badaya uśmiechnął się, zasalutował i zniknął.
Rione spojrzała badawczo na Geary’ego.
– Co pan zrobi, gdy on w końcu odkryje, że nie rozkazuje pan naszemu rządowi?
– Nie mam bladego pojęcia.
Desjani wstała od stołu chwilę po tym, jak Badaya się rozłączył.
– Proszę o wybaczenie – odezwał się do niej Geary. – Wiem, że bardzo pani chciała zgłosić do tej misji „Nieulękłego”.
Desjani wzruszyła ramionami.
– Dowodzenie flagowcem niesie ze sobą dodatkowe zobowiązania. Byłoby z mojej strony szaleństwem, gdybym zapomniała, jak atrakcyjnym celem będą te liniowce.
Nie udało jej się zagrać osoby pogodzonej z sytuacją.
– Też się tego obawiam – zapewnił ją Geary.
– Powinien pan bardziej pilnować Kattniga – poradziła mu.
Spojrzał na nią.
– Co panią w nim niepokoi?
– To samo co pana. Widzę to wyraźnie. Jest zbyt chętny. Może nie jest aż tak nadpobudliwym idiotą jak Midea, ale i tak za bardzo się wyrywa.
– Tak. – Geary pokiwał głową. – Duellos będzie go miał na oku.
– Tulev bardziej by się do tego nadawał, tyle że nie mógł pan publicznie odstrzelić Roberta. To kwestia wizerunkowa. A skoro o niej mowa, admirale, jeśli zobaczymy, że wrota się zapadają, i zaczniemy formować szyk ochronny, gdzie będzie miejsce „Nieulękłego”?
Odwrócił na moment wzrok.
– Taniu, jeśli dojdzie do tego…
– Jeśli dojdzie do tego, szanse na przetrwanie któregokolwiek z naszych okrętów będą niewiele wyższe od zera. Dlatego proszę: jeśli załoga „Nieulękłego” ma polec, niech zrobi to z honorem na pozycji, którą powinien zajmować okręt flagowy. – Jej głos był spokojny, lecz zdecydowany.
Nie potrafił znaleźć dobrego argumentu, by odmówić tej prośbie.
– Gdzie chciałabyś się widzieć, Taniu? W pierwszym szeregu między pancernikami?
– Nie, sir. Tym sposobem stworzylibyśmy słabszy punkt w najmocniejszym punkcie linii obrony. „Nieulękły” powinien lecieć w pierwszym szeregu za nimi.
Geary przymknął oczy, nie chciał bowiem patrzyć, jak wypowiadała słowa równoznaczne z jej wyrokiem śmierci. I jego też przy okazji, ale to się nie liczyło, i tak od czasu wybudzenia żył już na kredyt.
– Dobrze, kapitanie. „Nieulękły” znajdzie się na takiej właśnie pozycji, jeśli będziemy musieli stawić czoło fali uderzeniowej w otwartej przestrzeni.
– Dziękuję, sir.
Otworzył oczy, by zobaczyć, jak salutuje, patrząc mu z wdzięcznością w oczy.
– Tyle jestem winien pani i „Nieulękłemu” – dodał, odpowiadając na salut. – Mam jednak nadzieję, że do tego nie dojdzie. A jeśli…
–
Rione przyglądała się jej przez chwilę, potem pokręciła głową.
– Czym zasłużyliśmy sobie na to, by ludzie jej pokroju za nas umierali? – zapytała.
– Wydawało mi się, że pani jej nie lubi.
– Bo nie lubię. Jest prawie tak wielką suką jak ja. Ale dziękuję żywemu światłu gwiazd, że to ona dowodzi tym okrętem, a nie ktoś pokroju Badai.
Geary usiadł, nie spuszczając oczu z Rione. Hologramy pozostałych senatorów zniknęły na samym początku, politycy nie zdawali więc sobie sprawy, że Rione może pozostać dłużej, by porozmawiać na osobności z admirałem.
– Badaya to naprawdę kompetentny oficer. Gdyby udało nam się odbudować jego wiarę w rząd Sojuszu, mógłby być ozdobą tej floty.
Rione uśmiechnęła się, choć bardzo melancholijnie.
– Wydaje mi się, że dopóki nie nastąpi jakaś katastrofa, kapitan Badaya będzie przekonany, iż to pan pociąga za wszystkie sznurki w radzie Sojuszu, tyle że robi pan to bardzo dyskretnie. I nie on jeden będzie w to wierzył.
Nie chciał wkraczać na ten grunt, nie chciał rozmawiać o sytuacji po wojnie, skoro jeszcze nie zdołał jej zakończyć.
– Pani współprezydent, czy przemyślała pani kwestię tego, co mamy powiedzieć albo zrobić, aby Syndycy uznali, że nie mamy pojęcia o tym, co zrobili z wrotami? Musimy ich zwodzić, póki się nie znajdziemy wystarczająco blisko stożka cienia gwiazdy.
Rione przygryzła wargę w zamyśleniu.
– Myślę, że powinniśmy robić to co do tej pory. Nasze działania i słowa muszą emanować wielką pewnością siebie. Powinien pan ponowić żądanie, by rada przystąpiła do negocjacji, używając tym razem nieco bardziej aroganckiego tonu i traktując z pogardą DONa, który dowodzi ich flotyllą. Może kilka drwin z tego, że jest o wiele mniejsza niż ta, która powitała nas tutaj ostatnim razem, odniesie pożądany efekt.
– Może wymyśleniem wystarczająco obraźliwych drwin zająłby się jeden z emisariuszy naszego rządu? – zasugerował Geary.