Ale czy Roberto powinien się na to decydować? Geary raz jeszcze przyjrzał się zamieszaniu w syndyckiej formacji. Jeśli nawet dojdzie do kompletnego rozprzężenia, wróg będzie nadal zbyt silny jak na Duellosa. W dodatku ten atak może przynieść skutek odwrotny do zamierzonego.
– Kapitanie Duellos, mówi admirał Geary. Proszę zmniejszyć prędkość dochodzenia. Syndycy wdali się w dyskusję, więc jeśli pan na nich uderzy, mogą dojść do wniosku, że ważniejsze jest trzymanie się razem i walka ze wspólnym wrogiem. Proszę zwolnić na tyle, by mógł pan wykonać uderzenie z przeciwległego kierunku, gdy reszta floty ich zaatakuje. Podkreślam, że moje rozkazy nie są podyktowane niewiarą w pańskie umiejętności. Nie wątpię też w odwagę pańskich ludzi. Proszę obserwować uważnie zachowanie Syndyków. Jeśli dostrzeże pan wyjątkową okazję, może pan dokonać ataku na własną rękę, zanim flota znajdzie się na pozycjach wyjściowych.
Wkrótce z jednostek Duellosa nadeszły raporty donoszące głównie o pomniejszych uszkodzeniach. Potem zameldował się „Zręczny”, tym razem informacje były o wiele poważniejsze w wymowie. Geary zaklął, czytając ostatnią listę, a potem od razu wywołał dowódcę „Tanukiego”.
– Kapitanie Smyth, proszę wyznaczyć jednostkę, która podejdzie do „Zręcznego”, jak tylko usuniemy zagrożenie ze strony wrogiej flotylli. Chciałbym, aby jak najszybciej przywrócono mu zdolność manewrową.
Smyth odpowiedział z kilkusekundowym opóźnieniem:
– Wiem, że chciałby pan, abyśmy jak najszybciej przywrócili „Zręcznemu” zdolność manewrową. Przydzielę do tego zadania „Wiedźmę”, ale zaznaczam od razu, że bardzo mi się nie podobają nadesłane właśnie raporty o naruszeniu struktury szkieletu kadłuba. Te uszkodzenia mogą być zbyt poważne jak na zdolności naprawcze moich jednostek.
– Rozumiem. – Geary usiadł wygodniej, nie spuszczając wzroku z wyświetlaczy. – Ludzie, którzy zatwierdzają tak słabe konstrukcje, powinni mieć przywilej siedzenia wewnątrz nowych okrętów podczas bitwy.
Desjani skrzywiła się, słysząc te słowa.
– „Zręczny” został tak poważnie uszkodzony z winy własnego dowódcy.
– Nie wiemy jeszcze, dlaczego „Sprytny” zmienił kurs.
– Nie otrzymał pan raportów z jego pokładu?
– Otrzymałem.
– Czy jest w nich odniesienie do jakiegokolwiek problemu z systemem manewrowym? – drążyła Desjani.
– Nie. Zmiana kursu nastąpiła po wprowadzeniu komendy przez sternika. Nie wiem tylko, dlaczego ją wprowadzono.
– A czy to ważne? – Zamilkła na moment, a potem dodała, wolno cedząc słowa: – Czytałam o Beowulfie i o innych dokonaniach Kattniga z ostatnich miesięcy. Zaczęłam się też zastanawiać, dlaczego oficer, który brał udział w tak krwawych walkach, zachowuje się jak nadrabiający miną młodzik, jakby nie wiedział, czy da sobie radę w sytuacji kryzysowej.
– Rozumiem. To wygląda, jakbyśmy mówili o dwóch różnych osobach.
– Być może mówimy o dwóch różnych osobach – dokończyła Desjani, zniżając głos. – Może widział już zbyt dużo krwi, stracił zbyt wiele okrętów. Może Beowulf był tą bitwą, która przelała czarę goryczy, I po niej już nie jest w stanie wytrzymać napięcia. Takie rzeczy się zdarzają.
Geary nie spuszczał z niej oczu.
– Wydawało mi się, że komisja medyczna floty jest w stanie wyłapać takie przypadki.
– Nie zawsze. Rozmowa z lekarzami jest jak przesłuchanie, wiemy tylko to, w co chce wierzyć delikwent, który staje przed komisją. Jeśli zdołał przekonać siebie, że jest zdrowy, my będziemy uważali tak samo. – Pokręciła głową. – Może Kattnig nie był tego świadomy, nie zdawał sobie sprawy, że załamie się w takiej sytuacji. Ale straciliśmy przez niego co najmniej jeden okręt. A najprawdopodobniej dwa.
– Nadal nie… – odwrócił wzrok.
– Kapitan Duellos przejął tymczasowo dowodzenie „Sprytnym”, ale nie ma uprawnień do usunięcia Kattniga ze stanowiska i zamknięcia go w areszcie. Pan może i powinien to zrobić.
Geary odwrócił się, by spojrzeć jej w oczy.
– Ten rozkaz dotrze do nich dopiero za godzinę. Dlaczego pani tak bardzo chce uwalić Kattniga? Ten człowiek ma nieposzlakowaną kartotekę. Komisja medyczna także go oczyściła.
– Miał nieposzlakowaną kartotekę. A skoro przekroczył granicę załamania nerwowego, powinien sam to zgłosić, zanim doprowadził do ofiar wśród ludzi.
– Jeśli usunę go teraz ze stanowiska, w oczach wielu oficerów i marynarzy będzie to równoznaczne z uznaniem go za tchórza, który zdezerterował w obliczu wroga! Naprawdę chce pani podjąć tak pochopną decyzję i zniszczyć człowieka, który tak wiele zrobił dla Sojuszu? – zaczął podnosić głos.
Oczy Desjani zapłonęły, pochyliła się ku niemu, wsuwając głowę za pole siłowe otaczające stanowisko dowodzenia. Twarz jej poczerwieniała, oddychała szybko i płytko.