aby, utykając, pobiec dalej.

Musi dostać się do wieży Gryffindoru! Mgliście przypominał sobie, że miał się spotkać

z Ginny przed portretem Grubej Damy. Zaczął mozolnie wspinać się po schodach, na

przemian pojękując, zaciskając zęby i zagryzając wargę, ponieważ kolano dokuczało

mu coraz bardziej.

W końcu udało mu się dotrzeć na samą górę. Przystanął na chwilę, próbując złapać

oddech i odegnać krążący w nim gniew, który jeszcze nie do końca udało mu się

rozładować. Utykając, ruszył w stronę portretu. Ginny jeszcze nie było. Rozejrzał się

wokół, mając nadzieję, że lada chwila się pojawi.

I wtedy ponownie usłyszał kroki. Nieuchronnie zbliżające się kroki. Zamarł, zmrożony

strachem. Odwrócił się, aby rzucić hasło Grubej Damie i jak najszybciej znaleźć się

bezpiecznie w Pokoju Wspólnym, ale wtedy rozległ się głos Ginny:

- Hej, Harry! - Z przeciwległego korytarza wynurzyła się rudowłosa Gryfonka,

machając do niego. - Przepraszam za spóźnienie. Coś mnie... zatrzymało -

powiedziała, przystając przed nim z rumieńcem na policzkach i poprawiając

sukienkę.

Harry zerknął nerwowo na korytarz za sobą. Kroki ucichły. Może Snape

zrezygnował?

- Och, co ci się stało? - pisnęła cicho dziewczyna, wskazując na jego kolano, na

którym poszarpane spodnie odsłaniały zdrapaną skórę. - Krwawisz!

- Co? - Harry nieprzytomnym wzrokiem spojrzał na swoją nogę. - Aa... To...

Przewróciłem się po drodze.

- A co z twoimi dłońmi? - Ginny przypadła do niego i złapała jego ręce. - Masz

poranione i pokaleczone kostki. Harry! - Spojrzała na niego z przestrachem. - Biłeś

się z kimś?

- Nie - zaprzeczył szybko. - Ja tylko... skaleczyłem się przy upadku.

- Trzeba cię opatrzyć. Ja znam tylko zaklęcia leczące siniaki, ale może Hermiona

będzie wiedziała co robić. - Spojrzała na niego ze współczuciem. - Och, biedactwo...

Zajmę się tobą, niczym się nie przejmuj.

Zajmę się tobą...

Te słowa, odbijające się echem w jego głowie, sprawiały teraz tylko ból. Czy to były

kłamstwa?

Pokiwał głową z wdzięcznością. A jednak komuś na nim zależało...

- Dzięki - wymamrotał.

- Nie ma za co. - Ginny uśmiechnęła się. - Wiesz, że zawsze możesz na mnie liczyć.

- Wiem - wyszeptał cicho.

I wtedy poczuł się dziwnie. Po niespodziewanej eksplozji ciepła, nadszedł błogi

spokój i rozluźnienie. Nagle niezwykle ważne wydało mu się zawrócenie i pójście do

łazienki. Tak, musiał to zrobić jak najszybciej. Już teraz.

- Harry? - zapytała Ginny.

- Muszę iść do toalety - oznajmił. - Nie czekaj na mnie. Idź przodem.

- Ale przecież... - zaczęła, lecz Harry nie słuchał jej. Odwrócił się i sztywnym krokiem, jakby coś nim kierowało, ruszył z powrotem w stronę, z której przyszedł. Kiedy minął

zakręt, kątem oka dostrzegł czający się w mroku cień, który ruszył za nim. Wszedł do

łazienki, a cień wśliznął się za nim i zamknął drzwi.

Snape opuścił różdżkę, a Harry poczuł, jak dziwna siła opuszcza jego ciało. Zachwiał

się i o mało nie upadł. I wtedy zrozumiał, gdzie jest i co się stało.

Snape. Imperius.

Bał się odwrócić. Nie chciał się odwrócić. Nie chciał tu być. Tak bardzo nie chciał...

- Potter! - Głos Snape'a, pomimo że starał się być ostry, zabrzmiał dziwnie głucho.

Harry zacisnął powieki i bardzo powoli odwrócił się. Kiedy otworzył oczy, natychmiast

wbił wzrok w podłogę. Drżał tak, jakby znalazł się nagle na błoniach w tę mroźną,

grudniową noc.

Wokół panowała cisza, wypełniona jedynie dwoma nierównymi oddechami.

Powietrze było ciężkie i zdawało się wchłaniać jakiekolwiek próby przerwania tej

ciszy. Jakby żadne słowa nie były wystarczające, aby ją rozproszyć.

- Potter... - zaczął Snape, ale urwał nagle. Kolejna nieudana próba zmierzenia się z

czymś, co wydawało się niemożliwe.

Harry powoli podniósł wzrok i spojrzał na przypatrującego mu się zmrużonymi oczami

mężczyznę. Na jego ściągniętej twarzy zobaczył wahanie. Tak, jakby chciał coś

powiedzieć, ale nie potrafił ubrać tego w słowa. On, który używał tak wyszukanych

zwrotów i każdym z nich potrafił zranić głębiej, niż niejednym ostrzem. Ale cisza była

zbyt gęsta, a powietrze pełne niewypowiedzianych słów. Każde z nich zawisło nad

ich głowami, nie nabierając kształtu, a jedynie nasiąkając uczuciami. I w

konsekwencji spadały na kamienną posadzkę, stając się zbyt ciężkie, aby można

było ich użyć.

Severus poruszył się i wyciągnął spod szaty mieniący się, zwinięty kawałek

materiału.

- Twoja peleryna. - Głos był opanowany, ale coś w nim zgrzytało. Jakby próbowało

wydostać się z zatrzaskiwanej z uporem klatki.

Harry zamrugał. Jego peleryna niewidka. Wybiegł tak szybko, że zapomniał ją

zabrać.

Przełknął ślinę i zrobił krok w stronę Snape'a. Skrzywił się, kiedy poczuł ból w

kolanie, ale szedł dalej. Utykając, zbliżył się do mężczyzny i wyciągnął rękę, aby

odebrać swoją własność. Ale wtedy wydarzyło się coś, czego się nie spodziewał.

Poczuł chłodne palce zaciskające się na jego nadgarstku i silne szarpnięcie. Został

przyciągnięty do odzianego w czerń ciała, mocno opleciony ramionami i przyciśnięty

do szorstkiej szaty, która drapała go trochę w twarz. Ale może to i lepiej.

Перейти на страницу:

Поиск

Книга жанров

Похожие книги