chichotać, nawet pomimo karcącego wzroku Hermiony, a Harry poczuł, jak coś
lodowatego zaciska się wokół jego serca.
Wiedział, że najprawdopodobniej będzie musiał opuścić Hogwart na święta.
Pamiętał, jak zawsze cieszył się z tego wyjazdu, jak cieszył się z możliwości
spędzenia świąt z Weasleyami, Hermioną, Ginny... A teraz? Teraz miał wrażenie,
jakby to miała być dla niego największa kara. Wcale nie miał ochoty wyjeżdżać.
Chciał spędzić te święta z Severusem. Naprawdę o tym marzył. Przecież nie może
go tutaj zostawić samego. Ron miał rację. Snape pewnie zawsze spędzał święta
samotnie. I z tego powodu nigdy ich tak naprawdę nie obchodził. Nie miał nikogo, z
kim mógłby je spędzić, nikogo, kto chciałby spędzić je z nim.
Ale teraz to się zmieniło. Teraz miał Harry'ego.
- Jak myślicie? - kontynuował Ron, uśmiechając się złośliwie. - Czy ten oślizły dupek
kiedykolwiek dostał od kogoś chociaż jeden prezent? - Harry skrzywił się. Starał się,
ale nie potrafił słuchać bluzg pod adresem Severusa z kamienną miną. Z każdym
słowem czuł coraz większą złość na przyjaciela i nie potrafił tego powstrzymać. -
Hahaha, pewnie nie. Kto chciałby dawać mu prezenty? Jedyne, na co zasłużył, to
torebka łajnobomb. Może poproszę Freda i George'a, żeby mu jedną wysłali? Taką z
mechanizmem spustowym, która wystrzela przy otwarciu. Hahaha. Wyobrażacie to
sobie?
- Nie zrobisz tego - wycedził wściekle Harry, czując, że jeszcze chwila i mu przyłoży.
Przyjaciele spojrzeli na niego z zaskoczeniem. Na szczęście Gryfon potrafił jeszcze
na tyle trzeźwo myśleć, by natychmiast zrozumieć, co powiedział i błyskawicznie się
poprawić. - To znaczy... domyśliłby się, że to od nich, nie jest przecież durniem. I
kiedy wróciłbyś po przerwie świątecznej do Hogwartu, miałbyś przechlapane.
Zrównałby cię z ziemią. Daję ci po prostu dobrą radę, Ron - dodał, chociaż jedyne,
co chciał mu dać, to cios w twarz.
Lubił Rona, lubił jego towarzystwo. Ale czasami tak bardzo go irytował, iż z trudem
powstrzymywał się od tego, by nie wstać i po prostu nie odejść gdziekolwiek, byle
dalej od niego i jego idiotycznych tekstów. Albo nie odpowiedzieć mu czegoś, czego
potem mógłby żałować. Szczególnie, kiedy przyjaciel wpadał w tryb "Snape to
obrzydliwy, smrodliwy bydlak".
Ron skrzywił się i westchnął ciężko.
- Chyba masz rację, Harry... Ech, a mogłoby być tak zabawnie...
Hermiona pokręciła z politowaniem głową i zwróciła się do Harry'ego:
- Idziesz z nami na imprezę organizowaną przez Tonks, prawda?
Harry pokiwał głową, wbijając wzrok w stół. Nadal czuł płonący w swoim wnętrzu
gniew. Na Rona, za to, co mówił o Snapie. Na Hermionę, za to, że mu nie przerwała.
Na Weasleyów, za to, że jak co roku musieli zaprosić go na Gwiazdkę. I na siebie, za
to, że nie miał pojęcia, jak się z tego wykręcić. Nie mógł im tak po prostu powiedzieć,
że nie chce spędzić z nimi świąt, bo zamęczyliby go pytaniami "dlaczego", a on nie mógł im przecież wyjawić prawdy.
Więc co miał zrobić?
Będzie musiał coś wymyślić. I to bardzo szybko!
Może celowo złamie sobie nogę?
Nie, Pomfrey od razy by go wyleczyła...
Och, myśl, myśl!
- Harry! - usłyszał głos Hermiony. - Jakaś sowa do ciebie.
Gryfon oderwał się od swoich myśli i spojrzał na przypatrującą mu się płomykówkę,
która najwyraźniej wylądowała w śniadaniu Rona, który wyzywał ją właśnie od
"wrednych ptaszysk" i próbował wypędzić ze swojej rozgrzebanej jajecznicy. Harry z trudem ukrył uśmiech. Od razu ją polubił.
- Co to takiego? - zapytała Hermiona, kiedy chłopak wyjął z jej dzioba niewielką
karteczkę i rozwinął ją.
Harry, przyjdź po śniadaniu do mojego gabinetu. Chciałbym z tobą porozmawiać.
Hasło: "lukrowane laseczki".
Albus Dumbledore
- To od Dumbledore'a. Chce się ze mną dzisiaj spotkać - odparł, marszcząc brwi i
zastanawiając się, czego może chcieć od niego dyrektor.
Rozejrzał się po Wielkiej Sali. Dumbledore'a nie było na śniadaniu. Severusa
również, ale w jego przypadku było to nagminne. Pewnie znowu był zajęty pracą w
laboratorium i nie miał czasu nawet na to, aby jeść. Och, wyglądało na to, że Harry
będzie musiał zająć się jego posiłkami i go do nich po prostu zmusić.
Nie był już głodny, więc równie dobrze mógł pójść do dyrektora teraz. Zresztą i tak
niczego więcej by nie przełknął, był zbyt ciekawy i nieco zaniepokojony czekającym
go spotkaniem.
Odsunął talerz i rzuciwszy "Do zobaczenia", szybko wyszedł z Wielkiej Sali i
skierował swoje kroki do gabinetu dyrektora.
Kiedy dotarł na górę i został przepuszczony przez chimerę, zapukał ostrożnie i
odczekał chwilę na zaproszenie do środka. Dumbledore pochylał się nad jednym ze
swoich skomplikowanie wyglądających urządzeń.
- Och, Harry, nie myślałem, że stawisz się tak szybko. Nie chcę ci zabierać zbyt dużo
czasu, na pewno masz ciekawsze plany na dzisiejszy dzień. Usiądź.
Chłopak wykonał polecenie. Dumbledore zachowywał się uprzejmie jak zwykle i nie
patrzył na niego potępiająco, a więc z pewnością nie chodziło o jego i Snape'a.
Odetchnął z ulgą i dopiero teraz zorientował się jak bardzo był spięty.
Dyrektor usiadł za biurkiem i splótł dłonie na mahoniowym blacie, spoglądając na