to niemal natychmiast sięgnąć pod poduszkę i wyciągnąć spod niej mapę

Huncwotów, aby zaspokoić swoją ciekawość i zobaczyć, co też porabia Severus.

Znalazł go w jego gabinecie.

Ale mężczyzna nie był sam. Obok niego zobaczył kropkę z nazwiskiem Teodora

Notta. Snape rzadko przydzielał szlabany uczniom swojego domu, więc Ślizgon

musiał chyba naprawdę na to zasłużyć.

Harry odłożył mapę i zmusił się, aby pójść na kolację. Severusa nie było na niej, ale

spodziewał się tego. Spojrzał na stół Ślizgonów i przesunął po nim wzrokiem.

Co dziwniejsze, Notta także...

Poczuł kiełkujące w nim uczucie niepokoju, którego na razie nie potrafił sprecyzować,

dlatego tylko westchnął i wbił wzrok w swój talerz. Czuł się nieco zawiedziony, że nie

mógł zobaczyć Snape'a. Tak, to prawda, że widział się z nim wczoraj, ale już

zaczynał tęsknić.

Nie przyznał się jeszcze przyjaciołom, że zostaje na święta w Hogwarcie. Postanowił

zrobić to jutro. Może do tego czasu zdoła obmyślić jakieś rozsądne argumenty, które

do nich trafią i przekonają ich, aby wyjechali i zostawili go samego. A wiedział, że z

pewnością nie spodoba im się ten pomysł.

Po kolacji wraz z Ronem, Neville'em i Hermioną odrobił zadania z Transmutacji,

Zielarstwa i Zaklęć. Pomimo że święta zbliżały się wielkimi krokami, nauczyciele

zdawali się tego w ogóle nie zauważać, przynajmniej jeżeli chodziło o ilość

zadawanej pracy. A z doświadczenia wiedzieli, że lepiej nie robić sobie teraz

zaległości, jeżeli nie chcą później spędzić większej części świątecznej przerwy na

odrabianiu lekcji.

Kiedy Harry wrócił w końcu do dormitorium, było już dosyć późno. Chociaż nie było

jeszcze dziesiątej. Niemal natychmiast jego ręce powędrowały pod poduszkę, do

mapy. Kiedy ją rozwinął, niemal zakrztusił się żelkiem, który właśnie jadł.

Nott nadal przebywał w gabinecie Snape'a!

Harry przysunął twarz do pergaminu i zmarszczył brwi. Wyglądało na to, że Severus

siedział przy swoim biurku, albo przynajmniej przy nim stał, a Ślizgon - Harry nabrał

powietrza - znajdował się niebezpiecznie blisko niego, niemal go dotykając!

Gryfon poczuł nieprzyjemny uścisk w żołądku, a jego serce gwałtownie

przyspieszyło. Zacisnął zęby i pięści, gdyż nagle ogarnęła go przemożna ochota, aby

coś rozwalić. Jakaś część jego umysłu wiedziała, że to niedorzeczna reakcja, ale

została całkowicie zdominowana przez tą część, która najchętniej rozerwałaby Notta

na strzępy.

Severus i ten Ślizgon siedzą razem w gabinecie już ponad trzy godziny, jeśli nie

dłużej! Nie zjawili się na kolacji! I na dodatek są tak... blisko!

Harry zacisnął powieki, próbując pozbyć się nieprzyjemnych obrazów, wypływających

na powierzchnię jego umysłu. Obrazów, w których Severus i Nott...

Nie! Stop!

To głupie. Przecież Severus może przyjmować uczniów w swoim gabinecie. Jest

nauczycielem. To normalne, że... Ale dlaczego, do cholery, to trwa tak długo? Zwykłe

szlabany nie trwają dłużej niż trzy godziny.

Nie zdając sobie sprawy z tego, co robi, Harry zaczął obgryzać paznokcie i

wpatrywać się w mapę z taką intensywnością, iż jego oczy niemal zaczęły łzawić.

Zerknął nerwowo na zegarek.

Za dziesięć dziesiąta.

Dlaczego on nie wychodzi?

Za pięć dziesiąta.

Kropka poruszyła się i oddaliła od Severusa. Przez chwilę balansowała na środku

gabinetu, po czym... ruszyła ku drzwiom.

Harry odetchnął z ulgą. I niemal natychmiast parsknął śmiechem, nie potrafiąc

uwierzyć w niedorzeczność swoich podejrzeń i reakcji.

Severus miał rację. Jest zdecydowanie zbyt impulsywny. Chyba będzie musiał

popracować nad swoim opanowaniem. I nad swoją wybujałą wyobraźnią, jeżeli już o

tym mowa. Zresztą, przecież ufał Severusowi. Chyba.

Zerknął jeszcze raz na mapę. Mężczyzna zniknął w swoim laboratorium. Pewnie

znowu będzie tam siedział całą noc.

Harry sięgnął do kieszeni, zacisnął dłoń wokół kamienia i wysłał:

Dobranoc, Severusie.

Nie otrzymał odpowiedzi. Jak zwykle.

Westchnął głęboko, schował kamień i poczłapał do łazienki.

***

Jego podejrzenia okazały się słuszne. Hermiona i Ron nie byli zachwyceni

informacją, że Harry zostaje na święta w Hogwarcie. I to zupełnie sam.

- Daj spokój, przecież możemy zostać z tobą. Poproszę mamę i tatę, żeby

przyjechali. Dotrzymamy ci towarzystwa. Na pewno będą zachwyceni możliwością

spędzenia Gwiazdki w Hogwarcie.

- Nie, Ron. - Harry powtórzył to już chyba piąty raz z rzędu. - Dumbledore powiedział,

że nigdy się na to nie zgodzi, ponieważ nie chce psuć świąt twojej rodzinie. Zresztą,

co powiedzieliby Bill i Charlie? Tak rzadko maja okazję odwiedzić dom, a ty chcesz

ich zmusić do spędzenia świątecznej kolacji z ich starymi nauczycielami, którzy

zostaną w Hogwarcie. A Fred i George? Wątpię, że będą zachwyceni ideą siedzenia

przy jednym stole ze Snape'em. - Ron skrzywił się na te słowa. Najwyraźniej sam

także nie był tą wizją zachwycony.

- Ale moglibyśmy w takim razie zostać tylko my.

- Nie! Nie chcę psuć wam świąt. Powinniście spędzić je z rodziną. Dam sobie radę.

Naprawdę. Miewałem już gorsze święta. - Zrozumiał, jak to zabrzmiało, więc szybko

postarał się to naprawić szerokim uśmiechem. - To tylko kilka dni. Poradzę sobie.

Перейти на страницу:

Поиск

Книга жанров

Похожие книги