Hermiona, która przez większą część rozmowy nie odzywała się i tylko patrzyła na
Harry'ego z niepokojem i współczuciem, westchnęła i posłała mu smutny uśmiech.
- Masz rację, Harry. Moi rodzice nie mogą przyjechać do Hogwartu, a chciałabym
spędzić te święta razem z nimi. - Spojrzała z obawą na Rona, ale chłopak nie
skomentował tego, wpatrując się z przygnębieniem we własne dłonie. - Ostatnie
spędziłam z wami, a robi się coraz niebezpieczniej. Wiecie, o co mi chodzi. Możemy
już nie mieć później okazji... - Spuściła głowę, jakby zakłopotana swoimi słowami.
Ron zerknął na nią, wyglądając na pokonanego.
Hermiona miała rację i dobrze o tym wiedzieli.
To mogą być pierwsze i... ostatnie święta, które Harry będzie miał szansę spędzić z
Severusem. I zrobi to! Nie zmarnuje tej szansy! Miał już w głowie zarys planu, jak
zmusić do tego mężczyznę, ponieważ, znając go, będzie bronił się przed tym rękami
i nogami, a możliwe, że także zębami. Ale w końcu da za wygraną. Harry był o tym
tak mocno przekonany, iż nic nie było w stanie osłabić jego pewności.
Po południu dostali wiadomość od Tonks, która chciała się z nimi spotkać i omówić
szczegóły imprezy. W końcu zostały do niej tylko trzy dni. Dowiedzieli się, że zabawa
odbędzie się w Gospodzie Pod Świńskim Łbem, ponieważ Trzy Miotły są zbyt
zatłoczone i nie uda się wynająć tam całej sali tylko dla nich. Kiedy wymienili
pomiędzy sobą sceptyczne spojrzenia, Tonks zapewniła, że osobiście wszystko
przyozdobi i nie poznają tego miejsca. Teren zostanie otoczony barierą ochronną
stworzoną przez Dumbledore'a i nauczycieli, więc nie będzie możliwości oddalenia
się za bardzo od karczmy. Oczywiście, będzie można odejść na pewną odległość i
schronić się w stojących na tyłach szopach, gdyby ktoś zapragnął nieco prywatności.
Mówiąc to, roześmiała się i mrugnęła do nich porozumiewawczo, sprawiając, że Ron
zaczerwienił się aż po czubki włosów, Hermiona dostała ataku kaszlu, a Harry wbił
wzrok w ławkę, zagryzając wargę i próbując się nie roześmiać. Dopiero kiedy widział
tego typu reakcje dwójki swoich najlepszych przyjaciół, dostrzegał tę ogromną
przepaść, która istniała pomiędzy nimi. Gdyby tylko dowiedzieli się o tym, co on i
Severus...
Och, wolał sobie tego nie wyobrażać. Wiedział jedynie, że absolutne zdruzgotanie
byłoby pierwszą reakcją. Później mogłoby być tylko gorzej.
Po spotkaniu z Tonks złapała ich McGonagal i kazała pomóc przy rozwieszaniu
dekoracji świątecznych na błoniach. Hagrid przyciągnął największą choinkę, jaką w
życiu widzieli. Ustawienie jej i ubranie zajęło im całe popołudnie i większą część
wieczoru. Profesor McGonagal wydawała się mniej surowa niż zwykle i można
byłoby nawet pokusić się o stwierdzenie, że była dla nich wyjątkowo miła. Widocznie
jej również udzielił się świąteczny nastrój. Nawet, gdy Ron przez przypadek podpalił
czubek choinki, spojrzała jedynie na niego z politowaniem, pokręciła głową i szybko
ugasiła ogień.
Kiedy Harry wrócił w końcu do dormitorium, był jeszcze bardziej wykończony niż
poprzedniego dnia. Ale nie przeszkodziło mu to zerknąć do mapy. Na szczęście tym
razem Severus był sam. Harry tak długo wpatrywał się w kropkę przemieszczającą
się po pergaminie, aż w końcu zasnął.
Obudził się w środku nocy. Nadal miał na sobie ubranie, a obok niego na poduszce
leżała mapa.
Pięknie, nie dość, że zasnął w ubraniu, to na dodatek nie był w łazience. Wstał,
przetarł obolały kark i przeciągnął się, postanawiając wziąć prysznic i przebrać się,
zanim ponownie pójdzie spać. Sięgnął po mapę i bezwiednie zerknął na kwatery
Severusa.
Nie było go w nich. Wyglądało na to, że znowu spędzał całą noc w laboratorium.
Kiedy on sypia? Przecież nie może wciąż tak ciężko pracować.
Harry westchnął i sięgnął po różdżkę, aby wyczyścić mapę, ale jego uwagę
przyciągnął ruch w samym rogu pergaminu. Wytrzeszczył oczy, czując, jak jego
serce gwałtownie przyspiesza.
Severus.
I Nott.
Szli razem korytarzem w lochach. Wyglądało, jakby skądś wracali.
Harry poczuł nagły przypływ wściekłości i rozczarowania. W ostatniej chwili
powstrzymał się, by nie podrzeć mapy.
Jak on mógł?! Co oni robili razem w środku nocy? Gdzie byli? Dlaczego Snape
chodził gdzieś z Nottem po nocach, a jemu nigdy nie pozwolił zostać? Dlaczego?!
Śledził ich tak uważnie, jakby chciał wskoczyć w mapę i znaleźć się tam, gdzie oni.
Kiedy doszli do gabinetu Snape'a, przystanęli na chwilę.
Harry zagryzł wargę.
Proszę, nie wchodźcie tam, nie wchodźcie!
Nott poruszył się i zaczął przemieszczać w stronę dormitorium Ślizgonów, a Snape
wszedł do swego gabinetu.
Harry poczuł ulgę. Ale niemal natychmiast została ona zepchnięta do kąta przez
gorzkie poczucie zdrady, które wybuchło w jego sercu i umyśle. Jego ręce drżały,
kiedy odkładał mapę. Zacisnął je w pięści i spróbował poskładać myśli. Ale co tu było
do składania? Snape włóczył się nocami z jakimś wstrętnym Ślizgonem, którego
ojciec był Śmier...
Harry rozszerzył oczy.
Czyżby tu chodziło o to? Czyżby to było takie proste?
Niemożliwe.
Zacisnął powieki i westchnął głęboko, próbując pozbyć się pragnienia zamordowania
zarówno Severusa, jak i Notta.