Musi to wyjaśnić. Jutro podczas szlabanu zapyta o to Snape'a. Jeżeli nie ma niczego
na sumieniu, to powie mu prawdę. Ale jeżeli będzie kłamał...
Westchnął jeszcze raz, wstał i poszedł do łazienki.
***
Poniedziałkowe lekcje zdawały się niemożliwie ciągnąć. Historia Magii trwała chyba
dwa razy dłużej niż zwykle. Tak się przynajmniej wydawało Harry'emu. Kiedy w
końcu nadeszła wyczekiwana przez niego lekcja Eliksirów, poczuł jednocześnie ulgę
i ogromne napięcie, które pod koniec zajęć wzrosło niemal do stanu krytycznego,
ponieważ przez całą lekcję Severus uparcie unikał jego wzroku. Za to zadziwiająco
często zerkał w stronę stołu, przy którym siedział Nott. A chłopak odpowiadał na to
spojrzenie, mrużąc oczy i wydymając wargi.
Harry zacisnął zęby i niemal złamał łyżkę, którą mieszał swój eliksir. Miał wrażenie,
że jeszcze chwila i wybuchnie tak, jak ostatnio jego kociołek. A siła tego wybuchu z
pewnością zmiecie Notta z powierzchni ziemi.
- Harry, wszystko w porządku? - zapytała zaniepokojona Hermiona, widząc, że Harry
od dłuższego już czasu miesza w kociołku samym kikutem łyżki i wygląda, jakby w
ogóle tego nie dostrzegał. - Eliksir wystarczy zamieszać tylko pięć razy zgodnie z
ruchem wskazówek zegara, a ty już...
- Mam to w dupie! - warknął Harry, wpatrując się w Notta ze zmrużonymi oczami i
snując marzenia o tym, w jaki sposób mógłby go torturować. Na początek Crucio. A
potem coś się wymyśli...
Dziewczyna podążyła za jego wzrokiem, ale zobaczyła tylko kilkoro zajętych pracą
Ślizgonów, więc wzruszyła ramionami i powróciła do swojej mikstury.
Harry zmarszczył brwi, widząc, że Snape postanowił w końcu przejść się po klasie i
ocenić prace uczniów. I niemal zapalił się żywym ogniem, kiedy nauczyciel zatrzymał
się przy kociołku Notta, zajrzał do niego i... uśmiechnął się! To musiał być uśmiech!
Nic innego! Harry wiedział, jak Severus się uśmiecha, przecież sam to widział kilka
razy. I teraz właśnie to robił! Uśmiechał się, kurwa, do tego pierdolonego Notta!
Och, skoro tak chce grać, to proszę bardzo! Niech tylko skończy się lekcja... Wymyśli
jakiś sposób, aby mógł zostać i poważnie z nim porozmawiać!
A najgorsze było to, że kiedy Snape podszedł do jego kociołka i do niego zajrzał (tak,
Harry doskonale wiedział, że kompletnie go spieprzył, ale jak miał się skupić w takich
warunkach?), skrzywił się tylko i poszedł dalej. Nie spojrzał na niego i, co
najważniejsze, nie uśmiechnął się do niego! Więc dlaczego, do cholery, uśmiechnął
się do Notta?! Snape mógł uśmiechać się tylko do Harry'ego! Tylko! Tylko on na to
zasługiwał! Tylko on przeszedł piekło, aby to osiągnąć! Więc dlaczego...?
Zacisnął powieki, czując nieprzyjemne pieczenie i gorzki uścisk w gardle. Wszystko
było nie tak!
Kiedy tylko zabrzmiał dzwonek, Harry wyjaśnił przyjaciołom, że musi zapytać
Snape'a o to, czy w związku z nadchodzącymi świętami daruje mu dzisiejszy szlaban
(nic innego nie mógł wymyślić). Poprosił, aby poszli przodem i obiecał, że niedługo
do nich dołączy. Ale kiedy tylko klasa zaczęła pustoszeć i Harry odwrócił się w stronę
biurka, niemal wpadł na własną ławkę.
Nott stał obok Snape'a i rozmawiał z nim! I wyglądało na to, że nie miał zamiaru
szybko kończyć, ponieważ postawił swoją torbę na podłodze i oparł się nonszalancko
o biurko, krzyżując ręce na piersi i zachowując się tak swobodnie, jakby nie
rozmawiał z nauczycielem, tylko z...
Wzrok Harry’ego został zatopiony w ognistej czerwieni furii. Czarne oczy Severusa
na chwilę oderwały się od Ślizgona i spoczęły na Harrym. Chłopak poczuł eksplozję
takiej wściekłości, iż z trudem powstrzymał się, aby nie zrobić czegoś głupiego.
Jedyne, czego w tej chwili pragnął, to rzucić się na tego obrzydliwego Ślizgona i
odciągnąć go od Severusa! Od jego Severusa!
Zacisnął pięści niemal do białości, odwrócił się na pięcie i wymaszerował z klasy, nie
zapominając trząsnąć za sobą drzwiami. Zrobił to chyba nawet nieco za mocno,
ponieważ idący przed nim uczniowie podskoczyli ze strachu, a ze ściany odpadło
trochę tynku.
Ron i Hermiona odwrócili się, zaskoczeni. Harry podbiegł do nich i warknął:
- Rozmyśliłem się! Nie będę o nic prosił tego oślizgłego drania!
Po czym minął ich i ruszył przed siebie z taką szybkością, że przyjaciele ledwie
dotrzymywali mu kroku.
Och, niech tylko nadejdzie wieczór...
***
Harry nie poszedł na kolację. Siedział w dormitorium i wpatrywał się w mapę. Nott i
Snape poszli po lekcji do gabinetu mężczyzny i przez cały czas tam siedzieli. Przez
cały cholerny czas! I oni także nie poszli na kolację. To nie było normalne!
Nie, już dłużej nie wytrzyma! Pójdzie tam! Już teraz! I dowie się, o co chodzi!
Jego szlaban zaczynał się o dziewiętnastej, tuż po kolacji, ale przecież może zjawić
się trochę wcześniej.
Szybko wcisnął mapę do kieszeni, założył buty i zdecydowanym krokiem ruszył do
lochów.
Zanim tam dotarł, przez jego głowę przewinęło się kilka planów działania. Od
wpadnięcia tam z różdżką i przeklnięcia ich obu (o ile drzwi nie będą zamknięte, a
jeżeli będą, to znaczy, że coś tam robią...), poprzez sforsowanie wejścia, posłanie