Snape'owi wiadomości, że wie o wszystkim, aż do... podsłuchiwania pod drzwiami, w
nadziei, że może czegoś się dowie. I na to się ostatecznie zdecydował. Na razie.
Przyłożył ucho do drewnianej powierzchni, ale nie słyszał niczego poza absolutną
ciszą. A to oznaczało, że Severus z pewnością rzucił zaklęcie wyciszające.
A niech go!
Harry kopnął w drzwi. Raz i drugi. Jak przewidywał, nic się nie wydarzyło. Cofnął się i
sięgnął po różdżkę, aby rozwalić je w drobny mak, ale wtedy... otworzyły się nagle.
Harry zamarł z dłonią w kieszeni. Przed nim stał Nott. Kiedy zobaczył Harry'ego,
zmarszczył brwi w zaskoczeniu. Ale bardzo szybko na jego usta wypłynął krzywy
uśmieszek.
- Potter... Co za niespodzianka?
Harry niemal się zapowietrzył z wściekłości, szybko przeszukując swój wirujący
umysł w poszukiwaniu jakichś adekwatnych przezwisk, którymi mógłby obdarzyć
Ślizgona, ale był w takim stanie, że nic kreatywnego nie przychodziło mu do głowy,
poprzestał więc na:
- Ty oślizgły, pask... - zaczął, ale urwał, kiedy za plecami Ślizgona pojawił się
Severus. Jego oczy zmrużyły się ostrzegawczo, kiedy padły na Harry'ego.
- To wszystko na dzisiaj, panie Nott. Może pan odejść. Będziemy kontynuowali nasze
zajęcia po świętach - powiedział, po czym zwrócił się do Harry'ego: - Proszę wejść,
panie Potter. Nie podejrzewałem, że aż tak tęskni pan za swoimi szlabanami, skoro
przybył pan tu wcześniej.
"Ha! Nie spodziewałeś się tego, co?" - pomyślał Harry. - "Zaskoczyłem cię!
Przerwałem to, co tam robiliście i teraz jesteś wściekły... Ha!"
- Przyszedłem wcześniej, bo potem jestem umówiony na randkę! - warknął Harry i
poczuł złośliwą satysfakcję, widząc, że Snape ściąga brwi w zaskoczeniu.
- Dobranoc, profesorze. - Nott skłonił się lekko, jakby nieświadomy iskrzącego w
powietrzu napięcia, i minął Harry'ego, rzucając mu pogardliwy uśmieszek. Ręka
Gryfona mimowolnie powędrowała do różdżki, ale zatrzymała się pod wpływem
warknięcia Snape'a:
- Potter. Do środka. Już.
Harry zmusił się do cofnięcia ręki, pomimo tego, że przed jego oczami pojawiały się
już cudowne wizje, w których Nott wije się w spazmach bólu u jego stóp, po czym
prychnął i przeszedł obok mężczyzny, nie zaszczycając go nawet jednym
spojrzeniem. Czuł w sobie tak natarczywą, gryzącą, pożerającą go od środka złość i
rozczarowanie, iż wiedział, że jeszcze chwila i z pewnością coś rozwali. I że
najprawdopodobniej będą to plecy oddalającego się Notta.
Kiedy tylko drzwi się zamknęły, Severus rzucił na nie zaklęcie blokujące i
wyciszające, a następnie przeszedł przez gabinet i usiadł przy biurku.
Wszystko wewnątrz Harry'ego drżało z gniewnego napięcia. I wiedział, że wystarczy
jedno mocniejsze szarpnięcie, aby naciągnięte do granic wytrzymałości nerwy
puściły i pogrążyły go w ataku szału.
- Siadaj. Jeszcze nie skończyłem. Skoro postanowiłeś przyjść wcześniej i do tego
bez zapowiedzi, zachowując się jak spieniony pies, którego ktoś przez przypadek
spuścił ze smyczy, to chwilę sobie poczekasz i dopiero kiedy ochłoniesz, wyjaśnisz
mi swoje zachowanie. I mam nadzieję, że będziesz miał dobre wytłumaczenie,
dlaczego wyglądałeś tak, jakbyś chciał przekląć jednego z moich uczniów, bo nie
mam zamiaru...
Te słowa przelały czarę. Przyszedł tu dowiedzieć się prawdy, ponieważ Snape
najwyraźniej oszukiwał go od samego początku, a on zachowywał się tak, jakby nie
wiedział, o co chodzi i na dodatek śmiał mieć o to do niego pretensje?!
- TY WSTRĘTNY DRANIU! - ryknął, czując jak cała złość i frustracja, które w sobie
dusił, przerwały w końcu tamę i przelewały się przez jego usta, pragnąc zostać
uwolnione. - JAK MOGŁEŚ?! JAK MOGŁEŚ TO ZROBIĆ?!
Severus zamilkł i przez chwilę patrzył na niego z zaskoczeniem. W końcu zmarszczył
brwi i wbił w chłopaka surowe spojrzenie.
- Nie odzywaj się do mnie takim tonem, Potter.
- A właśnie, że będę! - Harry w kilku krokach znalazł się przy biurku. Oparł dłonie na
blacie i wbił w Snape'a zalany płonącą wściekłością wzrok. - Wiem, co z nim robisz!
Nie oszukasz mnie! Wiem o wszystkim! Widziałem, ile czasu z nim spędzasz!
Widziałem, jak chodziłeś z nim w w nocy po Hogwarcie! Widziałem, jak się do niego
uśmiechałeś!! Dlaczego to z nim robisz? Już ci nie wystarczam? - Jego głos załamał
się nieznacznie i Harry musiał przerwać, by nabrać tchu.
Severus przez chwilę patrzył na niego ze zdumieniem, ale bardzo szybko zmieniło
się ono w... kpiące rozbawienie. Odchylił się na krześle, skrzyżował ręce na piersi i
zmarszczył brwi.
- A więc to tak, Potter. Ubzdurałeś sobie, że "zdradzam cię" z tym Ślizgonem, więc postanowiłeś wpaść tutaj i urządzić to żałosne przedstawienie. Wybacz, że nie biję ci
braw, ale mam trochę lepkie palce. Nie zdążyłem rzucić zaklęcia czyszczącego,
kiedy postanowiłeś przerwać nam naszą małą schadzkę - powiedział Severus,
uśmiechając się złośliwie.
Harry poczuł eksplozję nienawiści.
- NIE KPIJ SOBIE ZE MNIE! - wrzasnął, zrzucając w ataku szału wszystko, co
znajdowało się na biurku. Pergamin, atrament, kilka butelek i książek wylądowało na
podłodze. Harry usłyszał rozbijające się szkło, ale niemal to do niego nie dotarło.