usiadł niepewnie, czując dziwne ciepło w żołądku, kiedy uświadomił sobie, że właśnie

będzie jadł kolację z Severusem. Patrzył jak mężczyzna przywołuje dwa puchary i

czerwone wino.

Harry pochylił się nad swoją porcją. Po raz pierwszy jadł posiłek z Severusem. To

było... niesamowite. Prawie tak, jakby byli prawdziwą... parą - dokończył w myślach,

rumieniąc się. Zerknął na Severusa, który z uwagą i skupieniem przeżuwał pieczeń,

popijając ją winem. Jeżeli chciał dopiąć swego, musiał zacząć działać już teraz, póki

Snape jest zajęty jedzeniem. Mając pełne usta nie będzie mógł na niego krzyczeć.

To zwiększało jego szanse.

- Ekhem - odchrząknął, prostując się w fotelu i biorąc głęboki oddech. - Tak

naprawdę to... przyszedłem, bo chciałem o czymś z tobą porozmawiać, Severusie.

Mężczyzna nie spojrzał na niego.

- Domyśliłem się tego, chyba że tą "bardzo pilną" sprawą, o której chciałeś

porozmawiać, jest częstotliwość moich posiłków.

- Nie. To znaczy, to też, ale... Och, chciałem po prostu porozmawiać z tobą o

świętach.

Dłoń Severusa znieruchomiała w połowie drogi do ust. Palce zacisnęły się na

widelcu. Zmrużone oczy przeszyły Harry'ego tak, jakby chciały przebić się przez

niego na wylot.

- Z tego, co słyszałem, to wybierasz się do Weasleyów. Nie widzę więc powodu, dla

którego miałbyś o tym ze mną rozmawiać, chyba że chciałbyś poznać jakiś skuteczny

sposób na powstrzymanie ich od rozmnażania się w tak zastraszającym tempie i

zalewania czarodziejskiego świata plagą rudowłosych, niekompetentnych imbecyli.

Harry przewrócił oczami.

Och, dlaczego Severus musiał wszystko tak komplikować?

- Tak właściwie, to Dumbledore zaproponował mi, abym został na święta w

Hogwarcie - odparł Harry, wbijając w mężczyznę wyzywające spojrzenie.

Przez chwilę panowała cisza. Snape wydawał się nieporuszony tą informacją. Uniósł

jedną brew, patrząc na Harry'ego wyczekująco.

- I?

Harry odchrząknął.

- I pomyślałem, że chyba zdecyduję się zostać.

Mężczyzna zmrużył oczy i jeszcze głębiej wbił w Harry'ego nieprzyjemny wzrok.

- A co to ma wspólnego ze mną?

- No... ee... - Chłopak kręcił się pod wpływem tego spojrzenia, czując, że traci całą

odwagę. Ale musiał to powiedzieć, dopóki jeszcze została mu jej chociaż odrobina. -

No i pomyślałem, że mógłbym spędzić święta z... t-tobą.

Oczy Severusa rozszerzyły się na chwilę, by sekundę później zamienić się w

ciskające błyskawicami czarne dziury.

- Nie, nie mógłbyś - wycedził Snape, wkładając w słowa tyle przekonania, jakby od

tego zależało jego życie.

Harry poczuł, jak do jego serca wkrada się nieprzyjemny chłód.

- Dlaczego?

- Nareszcie mam okazję odpocząć od nieodpowiedzialnych, niepotrafiących używać

mózgów i czerpiących przyjemności z prześladowania mnie swoim bezcelowym

istnieniem uczniów i nie pozwolę, aby jakiś napalony gówniarz plątał mi się pod

nogami i psuł mój zasłużony odpoczynek.

Harry wypuścił ze świstem wstrzymywane do tej pory powietrze.

- Nie będę plątał ci się pod nogami. To... to nie o to chodzi! I nie jestem gówniarzem!

- warknął, rozdrażniony odpowiedzią Snape'a. - Po prostu... chciałbym, abyśmy

spędzili te kilka dni razem. Nie chcę być gdzie indziej. Chcę być z tobą.

Severus zacisnął usta.

- Wykluczone - warknął i powrócił do jedzenia, tak jakby uważał ten temat za

zamknięty.

Harry zasępił się. Plan A nie wypalił. Czas przejść do planu B. Planu, który obmyśliła

ślizgońska część jego natury. I niezależnie od tego, jak bardzo jej nienawidził i się jej wypierał, czasami była bardzo przydatna.

Odchylił się w fotelu i westchnął.

- Och, szkoda... Wygląda na to, że będę musiał jednak spędzić święta z Weasleyami.

Pójdę zaraz do dyrektora i poinformuje go, że nie zostanę w Hogwarcie.

Severus poderwał nagle głowę i spojrzał na Harry'ego z zaskoczeniem w oczach. Ale

to był jedynie przebłysk. I najwyraźniej udało mu się szybko opanować, ponieważ

jego rysy wyostrzyły się, a twarz ściągnęła gniewnie. Wbił wzrok z powrotem w talerz

i zaczął jeść, ale Harry widział, że zmarszczka pomiędzy jego brwiami znacznie się

pogłębiła.

To była dziwna reakcja. Snape wyglądał na... złego? Niby dlaczego? Powinien się

chyba cieszyć. A może zaskoczyło go po prostu to, że Harry w końcu dał sobie

spokój? Po chwili otwartego gapienia się, Harry stwierdził jednak, że lepiej będzie,

jeżeli przejdzie już do sedna swojego planu, ponieważ przez to wszystko niemal

zapomniał, co miał powiedzieć.

Spojrzał w ogień, wzruszył obojętnie ramionami i starając się brzmieć na

beztroskiego, kontynuował:

- Pani Weasley i Ginny z pewnością się ucieszą, że do nich przyjadę. Poproszę

Ginny, żeby upiekła te ciasteczka, które tak uwielbiam. Mam tylko nadzieję, że nie

będzie chciała znowu mnie nimi karmić... - Kątem oka zerknął na Severusa, który

przestał żuć i wyglądał, jakby zastanawiał się, czy dokończyć i połamać sobie zęby,

które zaciskał w próbie zapanowania nad sobą, czy też wypluć to, co miał w ustach i

rzucić tym w Harry'ego.

Chłopak uśmiechnął się do siebie w myślach. Zrobił już niewielką szparę, ale musiał

wiercić dalej, dopóki Severus się nie złamie.

Перейти на страницу:

Поиск

Книга жанров

Похожие книги