takiego złapał... - Hagrid zacisnął wielką pieść, a jego rysy wyostrzyły się. - Tylko że oni przyłażą jedynie nocą. I muszą dobrze znać las, bo wybierają takie drogi, co to
ich nikt, poza psorami, nie zna.
Harry zmarszczył brwi. Gdzieś w głębinach jego umysłu pojawiła się bardzo
nieprzyjemna myśl, ale błyskawicznie ją zdusił. Była zbyt przerażająca.
- Mam nadzieję, że w końcu go złapiecie. Albo ich. Mógłbym spróbować pomóc,
gdybym...
- Nie, Harry, nie mieszaj się w to. Psor Dumbledore i tak ukręciłby mi głowę przy
samym siedzeniu, gdyby wiedział, że ci to wypaplałem.
Harry zasępił się. Dlaczego wszyscy musieli traktować go jak dziecko? Dlaczego
ukrywali przed nim prawdę? Dlaczego nikt mu nie chciał niczego powiedzieć i
wszystko musiał wyciągać niemal siłą? Czy było coś jeszcze, o czym nie wiedział?
Na razie nie otrzyma odpowiedzi na te pytania i musi się z tym pogodzić. Ale miał
nadzieję, że już niedługo...
Jego uwagę rozproszył błysk po lewej stronie. Odwrócił głowę i zatrzymał się tak
nagle, że idący za nim ludzie niemal na niego wpadli.
Stał przed wystawą sklepu z upominkami. Na jednej z półek znajdowała się figurka. A
właściwie dwie figurki, połączone ze sobą. Lśniącego złotem lwa oplątał mieniący się
srebrzyście wąż. Przesuwał się powoli pomiędzy jego łapami, ocierał łbem o miękką
grzywę, oplatał pierś i zakleszczał go w uścisku, a lew odwdzięczał się lizaniem jego
migoczących łusek.
Harry tylko stał i wpatrywał się jak zaczarowany w to, co widział.
Obok stało kilka podobnych figurek, symbolizujących domy w różnych kombinacjach,
ale jego interesowała tylko ta jedna.
- Zaczekaj tu, Hagridzie. Zaraz wrócę - rzucił do przyjaciela i wszedł do sklepu.
Pomieszczenie wypełnione było uczniami, którzy kupowali prezenty dla swoich
bliskich. Harry zauważył czwartorocznego na oko Ślizgona, który rumieniąc się i
rzucając wokół spłoszone spojrzenia, tak jakby obawiał się zostać złapanym przez
swoich kolegów, kupował figurkę z wężem i borsukiem.
Harry uśmiechnął się pod nosem. I to by było na tyle, jeżeli chodzi o sympatie i
antypatie pomiędzy domami. Zawsze znajdzie się ktoś, kto nie będzie zwracał uwagi
na stereotypy i pójdzie własną drogą.
Tak, tylko że Ślizgon mógł już stąd wyjść z prezentem, a Harry wciąż stał na środku
pomieszczenia, czując się niezwykle głupio i nie mając odwagi podejść do lady. Ale
pewnie nie będzie musiał zbyt długo czekać...
- Och, pan Potter! - zaszczebiotała ubrana w różowy fartuszek ekspedientka,
klaszcząc w dłonie. - To zaszczyt widzieć tu pana. Przyszedł pan po prezent dla
kogoś bliskiego?
...no właśnie.
- Ee... - wydukał Harry, czując na sobie spojrzenia wszystkich zebranych w sklepie
osób. - Ja... ekhem... To znaczy... Przyjaciel poprosił mnie, żebym kupił coś dla jego
d-dziewczyny - wydusił, czując, że zaschło mu w gardle. Sprzedawczyni rzuciła mu
długie spojrzenie i uśmiechnęła się.
- Och, a czy ten "przyjaciel" chciałby coś konkretnego?
- Ekhem... tak. Bardzo podoba mu się ta figurka z wystawy. Z lwem i... i... - Och,
dlaczego ona musiała uśmiechać się w taki denerwujący sposób? - ...wężem -
dokończył, czując jak coś ściska jego płuca. Dziewczyna uniosła brwi i spojrzała na
zaglądającego przez okno Hagrida.
Pięknie, teraz wszyscy będą już wiedzieć, że jego prawdopodobna dziewczyna jest
ze Slytherinu. Po prostu cudownie! Chyba że jakimś cudem ktokolwiek uwierzył w tę
bajeczkę o "przyjacielu", ale widząc minę ekspedientki równie dobrze mógłby
opowiedzieć o stadzie goniących go krwiożerczych pufków, przez które musiał ukryć
się w tym sklepie, i które teraz czaiły się przed wejściem, aby odgryźć mu stopy.
Na szczęście dziewczyna nie komentowała już więcej, tylko wyjęła spod lady figurkę i
zapakowała ją, tłumacząc Harry'emu, że jest zaczarowana w taki sposób, iż można
"nagrać" na niej jakiekolwiek słowa albo dźwięki i po wypowiedzeniu odpowiedniej frazy, figurka będzie je odtwarzać.
Harry podziękował cicho, zapłacił i wypadł ze sklepu jak burza, wciąż czując na sobie
jej rozbawiony wzrok.
Ale kiedy tylko znalazł się na zewnątrz, przestało mieć to dla niego znaczenie.
Najważniejsze było, że w końcu znalazł odpowiedni prezent dla Snape'a. Uśmiechnął
się do siebie na samą myśl o minie Severusa, kiedy zobaczy figurkę. Ale musiał ją
kupić! Była taka... perfekcyjna.
Harry zatrzymał się w jeszcze kilku sklepach i kupił prezenty dla przyjaciół, a dla
siebie czerwoną, atłasową koszulę i czarny krawat na świąteczną kolację.
Hagrid był bardzo przyjemnym towarzyszem. Nie zadawał mu dociekliwych pytań i
nie próbował podejrzeć, co kupił. Z Ronem i Hermioną nie udałoby mu się załatwić
tego wszystkiego tak, aby nie skończyło się na wielkiej kłótni. Okazało się, że Hagrid
słyszał o imprezie organizowanej przez Tonks i że tak, z chęcią się na nią wybierze,
jeżeli Harry go zaprasza, bardzo chętnie, będzie mógł z nimi pogadać i w ogóle, bo
tak rzadko mają czas, aby go odwiedzić.
Na tę uwagę Harry'emu zrobiło się trochę głupio. Snape tak bardzo wypełniał każdą
jego chwilę, że zapomniał o całej reszcie świata. W ogóle to już od jakiegoś czasu