nosił się z zamiarem napisania listu do Lupina, ale ciągle coś mu przeszkadzało. A
raczej ktoś. A raczej spotkania z tym kimś. I myślenie o tym kimś niemalże przez cały
czas, kiedy tylko się nie uczył albo nie spał.
Cholerny Snape!
Jego Snape.
Znalazł Rona w tym samym sklepie, w którym go zostawił. Zaszył się w dziale z
poradnikami na temat skutecznych taktyk i technik obronnych i Harry bardzo się
namęczył, aby go stamtąd wyciągnąć. Hermionę spotkali obok Trzech Mioteł. Miała
pełną torbę książek i zaczerwienione z podekscytowania policzki. Przez całą drogę
do Hogwartu opowiadała im o najnowszej serii książek o numerologii, na które
natknęła się w księgarni i nie mogła się od nich oderwać.
Hagrid odprowadził ich aż pod same wrota zamku, po czym pomachał i obiecał, że
spotkają się wieczorem na imprezie, a oni, nadal rozmawiając, weszli do głównego
holu i ruszyli do wieży Gryffindoru razem z innymi powracającymi z Hogsmeade,
podekscytowanymi uczniami.
***
Kiedy weszli do gospody, musieli przystanąć, aby upewnić się, że trafili w
odpowiednie miejsce, ale obecność siwobrodego barmana i plątającej się gdzieś za
barem kozy potwierdziła ich przypuszczenia. Byli w Świńskim Łbie, ale... jakże
odmienionym.
Każdy skrawek głównej sali przystrojony został kolorowymi łańcuchami, bombkami i
świecidełkami. Stoliki, nakryte iskrzącymi w świetle płonących świec obrusami,
zastawione były przeróżnymi specjałami z Miodowego Królestwa. Na samym środku
utworzono specjalne miejsce do tańczenia, pokryte woskowanym parkietem w
kolorze błyszczącego gwiazdami ciemnogranatowego nieba.
- Jak tutaj pięknie... - wyszeptała Hermiona, rozglądając się z zachwytem. - Sama to
zrobiłaś?
Tonks uśmiechnęła się promiennie.
- Profesor Flitwick pomógł mi trochę z podłogą, a profesor Sprout zrobiła girlandy z
kwiatów.
Pokiwali głowami z uznaniem i poszli wybrać dla siebie stolik.
- A niech ją! - syknął Ron, kiedy już zajęli miejsca, wpatrując się niczym jastrząb w
Ginny, która trzymała za rękę jakiegoś wysokiego Krukona. Usiadła z nim w samym
rogu pomieszczenia, rzucając bratu od czasu do czasu pełne wyższości spojrzenia.
- Jak ona może tak bezczelnie... trzymać go za rękę? I to na moich oczach! Pójdę
tam zaraz i...
- Siadaj! - Hermiona z pomocą Harry'ego złapała go za koszulę i pociągnęła z
powrotem na miejsce. - Co ty wyprawiasz? Przecież oni nic nie robią! A Ginny może
chodzić z kim chce! Przestań wreszcie zachowywać się jak skończony kretyn i daj jej
trochę swobody!
Ron rzucił swoje najbardziej mordercze spojrzenie, ale nie zrobiło to na niej
wrażenia.
- Powiedz coś, Harry - Hermiona wbiła w niego wyczekujące spojrzenie.
- Ja... ee...
- Cześć wam! - Nagle tuż obok ich stolika wyrosła Luna. Miała na sobie zieloną
sukienkę przypominającą obwieszoną bombkami i łańcuchami choinkę. A na głowie
wielką, złotą gwiazdę. - Mogę się do was przysiąść?
- Jasne! - Harry jako pierwszy zrobił jej miejsce, wdzięczny za wybawienie go od
konieczności wmieszania się w kolejną kłótnię przyjaciół. Miał ich powoli dosyć, a
impreza nawet się jeszcze na dobre nie zaczęła.
- Ekhem... - Głos dobiegający ze środka sali zmusił ich do zamilknięcia i do
spojrzenia na stojącą w centralnym miejscu parkietu Tonks. - Chciałam was bardzo
serdecznie powitać i podziękować za przybycie. Mam nadzieję, że będziemy się
świetnie bawić i że ten wieczór zbliży nas do siebie... - Czy Harry'emu się wydawało
czy spojrzenie Tonks rzeczywiście na ułamek sekundy spoczęło na siedzącej tuż
obok niego Lunie? - ...jeszcze bardziej niż byliśmy... zbliżeni do tej pory. Ekhem,
chyba wszystko poplątałam. - Machnęła ręką i uśmiechnęła się z zakłopotaniem. -
Mniejsza z tym. Jedzcie, pijcie i bawcie się tak dobrze, jakby mnie tu wcale nie było. -
Kiwnęła różdżką w stronę stojącego w kącie gramofonu, z którego zaczęły wypływać
skoczne dźwięki świąteczno-imprezowych piosenek Fatalnych Jędz, Strachów Na
Lachy i wielu innych czarodziejskich zespołów. Harry większości z nich kompletnie
nie znał, ale szybko dał się wciągnął we wspólne śpiewanie razem z Ronem,
Hermioną, Luną i Tonks, która także przysiadła się do ich stolika.
Do obowiązkowej kolejki piwa kremowego Nimfadora wyciągnęła z kieszeni swojego
czarnego, nabijanego srebrnymi nitami płaszcza butelkę czegoś "specjalnego", co po złożeniu przysięgi, że nie powiedzą o tym żadnemu innemu nauczycielowi, dolała im
do piw.
Harry stwierdził, że smakowało podobnie jak martini, które pił u Snape'a, ale o wiele
bardziej paliło w język. I było trochę gorzkie, ale dzięki temu idealnie równoważyło
słodycz piwa kremowego. Tonks nalała sobie potrójną porcję i uśmiechnęła się
szeroko.
Policzki Luny już po pierwszej kwarcie piwa niebezpiecznie się zaczerwieniły.
Zaczęła im opowiadać o spisku, w którym Ministerstwo próbowało zatuszować swoje
akty terroru i napaści wobec żyjących samotnie czarownic, podejrzewając je o
porywanie i zjadanie mugolskich dzieci. Ale jej ojciec odkrył ich sposoby działania i
opublikował je w "Żonglerze", za co próbowali go zamknąć w Azkabanie, aby go