dzięki temu, że przez cały czas miał zamknięte oczy, mógł wyobrażać sobie, że
tańczy z Severusem.
Nie, to była głupi myśl. Obaj nienawidzili tańczyć. Ale może... może kiedyś...
Mógłby wtedy stanąć bliżej niego. O, właśnie tak. I owinąć ramiona wokół jego pasa,
czując pod palcami szorstkie szaty, szeleszczące cicho wokół nich. Tak jak teraz. I
mógłby położyć głowę na jego ramieniu i...
...i wtedy usłyszał zdezorientowany głos Ginny:
- Co ty wyprawiasz, Harry?
Jej słowa zmieszały się z nagłym, nieprzyjemnym uczuciem wzrostu napięcia, które
spowodowało, że wszystkie włoski na jego ciele uniosły się. Harry otworzył oczy, a
jego wzrok padł na drzwi. Drzwi, w których stał Dumbledore i... Snape.
Harry potknął się o własne nogi, zachwiał, pociągnął za sobą Gryfonkę i wylądował
na podłodze. A Ginny na nim. Potrzebował chwili, aby się otrząsnąć i wypluć z ust jej
włosy. Kiedy mu się to udało i zerknął w kierunku drzwi, niemal udławił się własnym
językiem, widząc spojrzenie, które wbijał w niego Severus.
Mroziło.
Szybko zrzucił z siebie zaskoczoną Gryfonkę i zerwał się na równe nogi. Greg
podbiegł do swojej dziewczyny i pomógł jej się podnieść, ale Harry nie zwracał na to
uwagi. Próbował nie drżeć pod wpływem lodowatego, płonącego wściekłością
spojrzenia Severusa. Czuł, że gdyby tylko byli tutaj sami, nie wyszedłby z tej
konfrontacji bez szwanku.
Tonks niemal opluła się swoim piwem, widząc podchodzącego do niej,
uśmiechniętego dyrektora. Zerwała się na równe nogi, aby go powitać, ale
Dumbledore ręką dał jej znak, aby nie wstawała. Przez zasłonę lodowatego
przerażenia, które go ogarnęło, Harry usłyszał uspokajający głos dyrektora, iż wpadł
tylko na chwilkę, aby zobaczyć czy wszystko w porządku i czy dobrze się bawią. A
profesor Snape był na tyle uprzejmy, że zgodził się mu towarzyszyć.
Harry przełknął ślinę i wbił wzrok w podłogę, próbując uciec przed tym morderczym
spojrzeniem, które niemal wypalało mu dziurę w czaszce. Dlaczego miał wrażenie,
że właśnie narobił sobie bardzo, ale to bardzo poważnych kłopotów?
- Harry, wszystko w porządku? - usłyszał zmartwiony głos Ginny. - Nagle stałeś się
bardzo blady. Źle się czujesz?
Harry pokręcił głowa.
- Nie, to tylko... to piwo. Za dużo piwa. Tak. Lepiej usiądę. Dzięki - wymamrotał
nieskładnie, podchodząc do stolika i ciężko opadając na krzesło, ponieważ poczuł,
że jego kolana drżą.
Kurwa! Jak to musiało wyglądać? Co Severus sobie mógł pomyśleć? Że on i Ginny...
Nie!
Z przerażeniem spojrzał jeszcze raz na drzwi, ale zarówno dyrektor, jak i mroczna
sylwetka Mistrza Eliksirów zniknęły tak szybko, jak się pojawiły. Jednak unosząca się
w powietrzu groźba pozostała i Harry poczuł, że potrzebuje czegoś mocniejszego,
aby wyrzucić ją ze swojej głowy.
- Muszę się napić - sapnął, łapiąc piwo kremowe Tonks i wypijając je niemal
duszkiem.
- Czyli kostka przestała cię już boleć - powiedziała cicho Anastassy. Harry spojrzał na
nią ze zdziwieniem. O czym ona mówiła? Był teraz tak roztrzęsiony, że wszystko, co
nie wiązało się ze Snape'em, który przed chwilą niemal zamordował go wzrokiem,
wyparowało z jego umysłu. - No bo pomyślałam, że skoro tańczyłeś z Ginny, to
moglibyśmy zatańczyć teraz razem...
O nie!
Harry złapał resztkę swojego piwa, wstał bez słowa, tak jakby w ogóle nie usłyszał
wypowiedzi dziewczyny, po czym złapał zaskoczoną Lunę za rękę i odciągnął ją na
bok, do najbliższego wolnego stolika.
- Czy możemy tu chwilę posiedzieć? - zapytał, kiedy z westchnieniem opadł na
krzesło. - Może w końcu jej się znudzi i sobie pójdzie - szepnął, wskazując głową na
stolik za sobą.
- Nie ma sprawy - mruknęła Luna, obserwując Harry'ego uważnym wzrokiem.
Przeniosła spojrzenie na zamknięte drzwi, a później z powrotem na wpatrującego się
ponuro w iskrzące się na obrusie cekiny Harry'ego.
- Nie martw się, Harry - szepnęła po chwili namysłu. - Przejdzie mu. Wcale nie
wyglądało, jakbyś z nią tańczył, a później ją obmacywał, a później... jakby na tobie
leżała. To znaczy... może trochę.
- Bardzo ci dziękuję - wymamrotał, marząc jedynie o kolejnej porcji piwa z ekstra
dodatkiem. A może lepiej o dodatku z piwem.
- To chyba dobrze, że jest o ciebie zazdrosny? To znaczy, że mu na tobie zależy.
Gdyby mu nie zależało, nie byłby zazdrosny - wyjaśniła Luna, chociaż język trochę jej
się plątał.
- Taa - mruknął Harry, zerkając do tyłu na swoich roześmianych i rozgadanych
przyjaciół, a następnie przenosząc wzrok ponownie na siedzącą obok niego
Krukonkę. Zmarszczył brwi, kiedy dostrzegł na jej twarzy autentyczny... smutek. -
Wszystko w porządku? - zapytał. Dziewczyna uśmiechnęła się i spuściła wzrok.
Miała zarumienione policzki i wodniste oczy. Wyglądała, jakby zmagała się ze sobą.
Spojrzała na opowiadającą coś z entuzjazmem Tonks i ponownie spuściła wzrok.
- Tak, tylko... tak się zastanawiam. Jak sobie z tym radzisz, Harry? To znaczy... czy
on nie ma nic przeciwko temu, że jesteś taki młody?
Harry zamrugał. Luna wyglądała na bardzo poważną. W zasadzie to nigdy nie widział
na jej twarzy wyrazu takiego... zagubienia.