- N-nie. Chyba raczej nie - odparł niepewnie. - To znaczy... - Zamyślił się. Severus
jakoś nigdy nie robił z tego problemu, o ile sobie dobrze przypominał. Chyba nie
przeszkadzało mu to, że Harry miał tylko szesnaście lat i był od niego ponad dwa
razy młodszy. Wyglądało nawet na to, że to... lubił. - Nie, nie wydaję mi się. - To było dziwne rozmawiać o tym z Luną. Ale była jedyną osobą w całej szkole, która znała
jego tajemnicę. I wydawała się ją w pełni akceptować.
- No właśnie - odparła marszcząc brwi. - Przecież to nie powinien być problem. Tak
samo jak to, że on jest twoim nauczycielem. Prawdziwa miłość lat nie liczy. Tak
mawiała moja mama - uśmiechnęła się do niego niepewnie. Dlaczego miał wrażenie,
że wcale nie rozmawiali o nim? - Kochasz go, prawda? - zapytała po chwili wahania.
- Co? - Harry wytrzeszczył oczy
Kochać? Severusa? Co to w ogóle za pytanie? Jak w ogóle...? Nie mógł... Nie, to
nie... Poczuł, że się rumieni i nie potrafi tego powstrzymać.
- Lubisz z nim przebywać? - zapytała w końcu rzeczowo, widząc, że Harry
najwyraźniej stracił mowę.
- Co? Tak, jasne - wymamrotał, wbijając wzrok w stół.
- Tęsknisz za nim w każdej sekundzie, kiedy się z nim nie widzisz?
- Ee... chyba tak. Raczej tak.
- Mógłbyś zrobić dla niego wszystko, łącznie z tym, co pozornie wydaje się szalone?
- Myślę, że tak - odparł ostrożnie, zagryzając wargę.
- Chciałbyś spędzać z nim każdą wolną chwilę?
Harry uśmiechnął się do siebie.
- O tak...
- I chciałbyś, żeby tak było zawsze?
Harry podniósł głowę i spojrzał na Krukonkę. Jej rozmarzony wzrok utkwiony był w
zmieniającej właśnie kolory włosów jak w kalejdoskopie, roześmianej Tonks.
- Uhm - mruknął, czując, że policzki płoną mu coraz bardziej.
- To oznacza, że go kochasz - odparła cicho Luna, odrywając wzrok od Tonks i
spoglądając na Harry'ego. Uśmiechnęła się smutno i spuściła głowę. Ale Harry
zdążył zauważyć pękniecie w jej dużych, błękitnych oczach.
To znaczy, że go kochasz
Dziwne, ale dokładnie takie samo pęknięcie poczuł właśnie w swojej piersi.
I ono... bolało.
* "Merry Christmas everyone!" by Shakin' Stevens
** "You don't know me" by Jann Arden
Tłum:
"Nie znasz tej osoby,
Która śni o Tobie w nocy,
Pragnie całować twoje usta,
I pragnie tulić Cię mocno.
Och, jestem tylko koleżanką
I tylko tym zawsze byłam
Ponieważ nie znasz mnie"
"Nigdy nie znałam sztuki uprawiania miłości
Moje serce cierpi z miłości do ciebie
Jestem zbyt przestraszona i nieśmiała i pozwalam, aby moja szansa odeszła
Szansa na to, abyś Ty pokochał mnie także"
_________________
--- rozdział 33 ---
33. "Let's get a party"
Część 2
Późnym wieczorem dołączył do nich Hagrid. Wszedł trochę niepewnie i przez chwilę
stał w drzwiach, rozglądając się z wyrazem bezbrzeżnego zdumienia na twarzy.
- Tutaj, Hagridzie! - Tonks pomachała do niego i zaprosiła go do stolika. - Co dla
ciebie? - zapytała, kiedy półolbrzym umościł się już pomiędzy nią a Harrym.
- Och, to co zawsze. - Hagrid machnął wielką dłonią. - Stary Aberfoth będzie
wiedział.
I rzeczywiście po kilku chwilach barman postawił przed nim ogromny kufel czegoś, co
parowało i ziało alkoholowym aromatem tak bardzo, iż Tonks i Harry byli zmuszeni
odsunąć się nieznacznie, ponieważ mieli wrażenie, jakby coś przewiercało im dziurki
w nosach.
- Co się stało z tą knajpą? - zapytał, kiedy wziął potężny łyk i z zadowolonym
uśmiechem na twarzy wytarł brodę. - Na Merlina, wygląda jakby ktoś wpuścił tutaj
lukrowego gnoma.
- Co to są lukrowe gnomy? - zapytał Ron, marszcząc brwi.
- To takie małe tałatajstwa, co to łażą tylko i próbują wszystko ozdabiać kokardami,
kwiatkami i różnymi śmieciami. Wygląda, jakby ktoś wpuścił ich tu całe stado.
Hermiona odchrząknęła, Neville spuścił głowę, a Tonks zaczerwieniła się tak bardzo,
że jej włosy przybrały barwę purpury.
Hagrid spojrzał na nich ze zdziwieniem i po chwili jego oczy rozszerzyły się w
zrozumieniu. Zarumienił się i wymamrotał w swoją brodę:
- Oj, chyba niepotrzebnie...
- Nie, nie przejmuj się. - Tonks machnęła ręką. - Chciałam po prostu, żeby było
ładnie. Ale chyba trochę przesadziłam. - Rozejrzała się po sali z wyraźnym
przygnębieniem na twarzy.
- No, może tr... - zaczął Ron, ale urwał i jęknął boleśnie. Spojrzał z wyrzutem na
Hermionę i zaczął rozmasowywać sobie bok.
- Wszystko jest bardzo ładnie przystrojone. Naprawdę nam się podoba. Prawda,
Ron? - zapytała Gryfonka, wbijając w chłopaka intensywne spojrzenie.
- Taa, bardzo ładnie... - wymamrotał, nadal rozmasowując sobie bok.
- Naprawdę ładnie - dodał Neville, uśmiechając się zachęcająco.
- Tak, bardzo - dorzuciła Anastassy.
Harry poczuł na sobie wyczekujące spojrzenia. Upił łyk piwa i zmarszczył brwi.
- Co? - zapytał. Przed chwilą układał w głowie wyjaśnienie "incydentu z Ginny" dla Snape'a, i nawet nie wiedział, o czym przyjaciele rozmawiali. A teraz wszyscy się na
niego gapili tak, jakby czegoś od niego oczekiwali. - O co chodzi? - powtórzył, nieco
rozdrażniony. Z opresji wybawił go cichy, nieco rozmarzony głos Luny:
- Piękne... - Wszystkie oczy skierowały się na nią. Dziewczyna podpierała dłońmi