kufel, prowadzi ożywioną dyskusję z barmanem.

Luna odstawiła czwarty, pusty już kufel kremowego piwa, i uśmiechnęła się

niepewnie.

- Nie wiedziałam, że to jest takie dobre, Harry. Z chęcią naci... napiłabym się jeszcze

jednego - powiedziała, rozglądając się zachwyconymi, błyszczącymi oczami po

pomieszczeniu. - Wszystko jest takie... świecące. I falujące. To naprawdę

niesamowite. - Harry, który sam miał już trudności ze skupieniem wzroku, również

rozejrzał się po wypełnionej w większości migdalącymi się parami sali. - Wszyscy

wydają się mieć taki... dobry humor - dodała Krukonka, przyglądając się całującej się

przy stoliku obok parze. Po chwili spuściła wzrok, zarumieniona, i spojrzała w

iskrzący się obrus. Zerknęła na siedzącą obok Tonks i uśmiechnęła się do niej

nieśmiało. Ale Nimfadora zdawała się tego nie zauważyć, zbyt zajęta rozglądaniem

się po sali i uśmiechaniem pod nosem z powodu roztaczającego się wszędzie

widoku.

- Och - zachichotała, wskazując dyskretnie na Rona, który próbował właśnie, nieco

nieudolnie i bezskutecznie, pocałować Hermionę. - Czyż to nie urocze? Kto by

pomyślał, że odrobina...

- Masz prześliczne włosy - wystrzeliła nagle Luna, która od paru chwil nie odrywała

od niej wzroku. Harry zakrztusił się piwem, które właśnie sączył, i szybko zerknął na

Tonks. Jej włosy, jeszcze chwilę temu jasnoróżowe, przybrały barwę karmazynowej

czerwieni. Tak samo jak twarz. - A teraz są jeszcze ładniejsze - dodała Krukonka,

uśmiechając się nieprzytomnie i wyciągając dłoń w stronę ciemniejących coraz

bardziej włosów Tonks. Nimfadora odsunęła się błyskawicznie, odtrącając rękę Luny.

- Przestań - syknęła cicho, wbijając w dziewczynę pociemniałe, nieprzyjemne

spojrzenie. Zerknęła nerwowo na Harry'ego, który uważnie przyglądał się drżącym

oczom Luny, ale nie śmiał się odezwać. - Twoja przyjaciółka chyba za dużo wypiła,

Harry - zachichotała nerwowo Tonks, ale jej włosy nie rozjaśniły się.

- Nie zwracaj się do mnie tak, jakby mnie tutaj nie było - wyszeptała Luna, wbijając w

nią nieco rozmyte spojrzenie. - Wiesz, jak mam na imię.

Harry przełknął swoje piwo i przeniósł wzrok na Tonks, czekając na jej reakcję. Po

raz pierwszy widział taką mozaikę uczuć na wiecznie rozmarzonej twarzy Luny. Był

już niemal pewien, że wszystkie jego podejrzenia okazały się prawdą. Ale wolał się

na razie nie mieszać i poczekać na dalszy rozwój wypadków.

- Może pójdziecie potańczyć? Zabawcie się. - Wyglądało na to, że Nimfadora próbuje

odzyskać kontrolę nad sytuacją. - W końcu to wasza impreza. Nie powinniście

siedzieć tutaj ze swoim nauczycielem i...

Harry widział, że twarz Luny czerwienieje i dziewczyna otwiera usta, żeby coś

powiedzieć, ale w tej samej chwili wyrosła obok nich potężna sylwetka Hagrida.

- Musiałem pogadać ze starym kumplem - zadudnił. - Chyba nic mnie nie ominęło?

Nieświadomy krępującej ciszy, która zawisła w powietrzu, usiadł pomiędzy Harrym a

Tonks i Luną, rozdzielając ich. Harry odchrząknął i postanowił zagadać Hagrida, by

Luna i Tonks mogły sobie wyjaśnić jakieś dręczące ich sprawy. Albo po prostu

pogapić się w obrus lub na ścianę, jeżeli tego im potrzeba.

- Cieszę się, że przyszedłeś - wymamrotał.

- Miałem opuścić taką imprezę? - zadudnił Hagrid. - Zresztą stęskniłem się trochę za

Ronem i Hermioną. Odwiedzają mnie jeszcze rzadziej niż ty. - Spojrzał w swój kufel i

westchnął. - Nikt już nie pamięta o starym gajowym.

- Przestań, Hagridzie. Oczywiście, że pamiętamy. Odwiedzę cię w święta, obiecuję.

Przecież zostaję w Hogwarcie. Wiesz o tym, prawda?

- Taa. Przykro mi z tego powodu, Harry.

- Dlaczego przykro? - Harry zmarszczył brwi i spojrzał ze zdziwieniem na

przygnębionego półolbrzyma.

- Wiem, że wolałbyś spędzić święta z Ronem i Hermioną, zamiast gnić tutaj ze

starymi profesorami - mamrotał Hagrid, wpatrując się w swój kufel z takim uporem,

jakby to była jedyna rzecz, która jeszcze utrzymywała go pionowo. - Myślisz, że nie

próbowałem się za tobą wstawić? Jak tylko się dowiedziałem, że zamierzają zostawić

cię tutaj na święta, popędziłem do dyrektora i powiedziałem mu... Tak mu

powiedziałem... że jesteś młody i że Artur i Molly to świetni czarodzieje i że będzie ci bardzo przykro, jeżeli będziesz musiał tu zostać... I Ronowi będzie przykro, i

Hermionie... I mi też, bo kiedy tobie jest przykro, Harry, to mnie też nie jest najlepiej...

- Harry spróbował ukryć zażenowanie, upijając kolejny, bardzo duży łyk piwa. - Ale

dyrektor nie chciał mnie słuchać. Powiedział, że całkowicie ufa Snape'owi i jeżeli

Snape twierdzi, że musisz zostać, to...

Harry opluł piwem cały stół. Przez chwilę krztusił się, nie mogąc złapać tchu. Udało

mu się to dopiero, kiedy poczuł na plecach uderzenie wielkiej dłoni Hagrida. Uderzył

czołem o blat, przez co zakręciło mu się w głowie.

- Przepraszam, Harry. Nic ci nie jest?

Harry pokiwał głową, gwałtownie łapiąc oddech i czując drżące w oczach łzy.

- P-profesor Snape powiedział dyrektorowi, że powinienem zostać na święta w

Hogwarcie? - zapytał. Musiał usłyszeć to ponownie. Bał się, że się przesłyszał.

Перейти на страницу:

Поиск

Книга жанров

Похожие книги