pamiętne słowa, na wspomnienie których wciąż odczuwał uścisk w żołądku: "Jestem
małą, brudną dziwką..."
Bo był nią. W takich sytuacjach, jak ta, kiedy wściekłość i gniew zamieniały się w
niemożliwe do opanowania pragnienie i wszystkie hamulce puszczały. To Snape go
do tego doprowadzał. A później tylko uśmiechał się zwycięsko, kiedy po raz kolejny
udawało mu się go ujarzmić. To on był powodem tego, że Harry zamieniał się w
gotujący się cyklon sprzecznych emocji. Czyżby go to bawiło? Czyżby był aż tak
uzależniony od rozpalania i duszenia tego ognia, który płonął w zielonych oczach?
Najwyraźniej słowo "uzależnienie" w tym wypadku było zaledwie eufemizmem.
To nie była ich pierwsza sprzeczka w ciągu ostatnich dni. Ale pierwsza tak poważna i
zakończona w tak wyjątkowo, można powiedzieć, przyjemny sposób. Harry spędzał z
Severusem niemal każdą wolną chwilę, chociaż mężczyzna nie pozwolił mu już
więcej u siebie nocować. Jednakże podczas pierwszego, spędzonego osobno
wieczoru, tuż przed zaśnięciem, wydarzyło się coś niezwykłego.
Harry otrzymał wiadomość od Severusa. Wiadomość, która brzmiała:
Dobranoc, Potter.
Bardzo długo leżał w łóżku, całkowicie już rozbudzony i wpatrywał się w kamień
szeroko otwartymi oczami, nie mogąc wyjść z szoku. Dopiero po kilku
nieprawdopodobnych teoriach i próbach wytłumaczenia owego fenomenu doszedł do
wniosku, że Snape przysłał mu to najprawdopodobniej dlatego, żeby Harry nie czuł
się w nocy samotny i wiedział, że on, Severus, żyje i jest bezpieczny. Zrobiło mu się
trochę głupio, że mężczyzna ma go za znerwicowanego dzieciaka, który boi się
zasnąć z powodu jakichś koszmarów, ale z drugiej strony poczuł w piersi przyjemne
ciepło. Snape po raz pierwszy przysłał mu wiadomość, którą zawsze wysyłał mu
Harry. I nawet jeśli zrobił to tylko ten jeden raz, było to niezwykle miłe z jego strony, o ile można użyć takiego słowa w stosunku do Severusa Snape'a.
Każdy dzień wyglądał podobnie. Harry schodził rano na śniadanie, pomagał trochę
Hagridowi, włóczył się po zamku albo siedział w bibliotece, później szedł na obiad, by
następnie udać się z naręczem książek do Snape'a, gdzie zazwyczaj albo się uczył,
podczas gdy mężczyzna zajmował się swoimi sprawami, albo rozmawiali, albo się
pieprzyli.
To ostatnie zajęcie Harry lubił najbardziej. Nawet jeżeli ich seks w ogóle już nie
przypominał tego, który uprawiali podczas świąt. Snape brał go szybko i mocno, tak
jakby chciał w ten sposób rozładować napięcie. Harry widział jego pragnienie, bardzo
wyraźnie je odczuwał, kiedy mężczyzna wbijał palce w jego ciało z taką siłą, jakby
chciał go rozerwać na strzępy i dyszał mu do ucha takie słowa, które niemal
natychmiast doprowadzały go do orgazmu. Już nigdy nie został z nim po seksie, ale
Harry'emu to nie przeszkadzało. To, co wtedy od niego otrzymał, nadal otulało jego
serce ciepłą mgiełką i nawet kiedy Severus był dla niego ostry i brutalny, Harry wciąż
pamiętał jego łagodny dotyk i całkowicie poddawał się pożądaniu.
W ciągu tych kilku dni mógł dokładnie poznać wszelkie upodobania Mistrza Eliksirów.
Dowiedział się na przykład, że Severus lubił, kiedy Harry podczas seksu jęczy jego
imię. Lubił także, gdy podczas seksu od tyłu Harry rozchylał rekami swoje wejście,
aby Severus miał lepszy widok, podczas gdy jego twarz, pozbawiona podpory, była
całkowicie wgniatana w materac. Lubił też, kiedy Harry brał go głęboko w usta, a już
szczególnie, kiedy po prostu otwierał usta i pozwalał, aby Severus je pieprzył.
Pewnego dnia, kiedy Harry siedział w swoim fotelu przed kominkiem z książką
ułożoną na podciągniętych kolanach i próbował zrozumieć, o co chodziło w konflikcie
pomiędzy olbrzymami i centaurami sprzed siedmiu wieków, Snape go zaskoczył.
Podszedł do niego, a Harry, czując na sobie cień, uniósł głowę i zobaczył, że
mężczyzna bez słowa rozpina rozporek i wyjmuje swojego bladego, masywnego, na
wpół twardego penisa. Chłopak zamrugał zaskoczony i pomimo tego, że miał
ogromne trudności z oderwaniem wzroku od sterczącego zachęcająco w jego
kierunku członka, spojrzał na twarz Snape'a, czekając na jakiekolwiek słowa. Ale te
nie padły. Severus po prostu podszedł do niego, odsunął na bok podręcznik i
przyciągnął jego głowę do swojej erekcji. Harry bez oporu przyjął ten ciepły,
smakowity kąsek. Severus tego dnia był chyba wyjątkowo napalony, ponieważ
niemal zgwałcił jego usta. Harry kilka razy miał problemy ze złapaniem tchu, a na
samym końcu, kiedy zaczerwieniony z wysiłku penis zaczął niebezpiecznie
pulsować, mężczyzna wyjął go i z głośnym jękiem przyjemności spuścił mu się na
twarz.
I wyglądało na to, że to także niezwykle lubił, skoro dwa dni później zrobił to
ponownie. Wziął go od tyłu, a przed samym końcem odwrócił do siebie i pozwolił,
aby całe wypełniające go pragnienie osiadło w białych strugach na twarzy i okularach
Harry’ego.
Severus lubił także, kiedy Harry się przed nim masturbował. Okazał to wyraźnie,
kiedy Harry, czytając sobie w fotelu najnowszy numer "Quidditcha", usłyszał dziwnie napięty głos mężczyzny:
- Dotknij się.